Jump to content
Dogomania

illuvies

Members
  • Posts

    25
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by illuvies

  1. TŻ zaczął za moją namową pracować ze smaczkami i efekty już widać. Dzisiaj byliśmy razem (wcześniej ekwipowałam TŻ w saszetkę, ale nie bardzo mu wierzyłam że te smaczki zużywa w trakcie spaceru, a nie zdejmuje ją zaraz za rogiem i dalej uczy psa szarpaniem), kilkakrotnie pies podbiegł do mnie czekając na nagrodę - smycz trzymał TŻ. Z początku TŻ parę razy Borysa szarpnął, gdy pies ciągnął, ale po kilku pierwszych nagrodach pies pięknie się pilnował. Pan Darek z Aportu odpisał mi, że nie ma czasu by nas odwiedzić w domu. Popytam, czy ktoś mógłby nas podwieźć, ale czy są jeszcze inni zaufani behawioryści do których mogę się zwrócić? Chciałabym się upewnić, że idziemy w dobrą stronę.
  2. Przyznam, że sądziłam, że najpierw powinien warczeć, ale innych sygnałów, dla nas niedostrzegalnych, nie wykluczam. ;) Jesteśmy po spacerze ze smaczkami - w ogóle, ogromny postęp, zauważa właściciela i można z nim pracować! Zrobiliśmy siad, leżeć i zdechł pies, pracujemy nad przywołaniem. Daje łapę ale tylko wtedy gdy jest na luzie, w przeciwnym razie ręce go rozpraszają. ;)
  3. W zasadzie, z obrożą już większego problemu nie ma, ale przyjrzę się. Czasami mam wrażenie, że jest pewne napięcie, a ostatnio łapię go za obrożę tylko przy kombinacji ze smyczą. Ostatnio ja chodzę na spacery tylko ze smaczkami, pies się zachowuje pięknie. TŻ wychodzi z innego założenia i woli karać, niż nagradzać, nie mogę go przekonać. Dziś jednak mieliśmy konkretny problem. TŻ podszedł do Borysa, pies coś memłał, TŻ wyciągnął rękę (po co? nie mam pojęcia :shake: ), a Borys się na niego rzucił - na rękę, później obie nogi. Może pozostaną na kostkach siniaki. Bez krwi. Co mnie martwi? Że pies nie ostrzegł. Nie wiem, co teraz robić?
  4. TŻ określił to jako pogryzienie - ja nie wiem, nie widziałam :eviltong: Ale twierdzi, że obyło się bez rozlewu krwi. Narobiły tylko dużo hałasu. A wczoraj ten pies oczywiście znowu na ulicy, niepilnowany... :shake: No i możliwe, że Borys chciał pokazać tamtemu małemu, kto tu rządzi - ale tak jak mówię, wyglądało to strasznie. ;)
  5. [quote name='M@d']Nie macie w okolicy jakichś "psich łączek na których psy biegają luzem, żeby mógł nadrobić socjalizację z innymi psami?? BTW - W jakim on jest wieku??[/quote] Wcześniej nie zauważyłam pytań, ślepa kwoka ze mnie. Psich łączek brak, przynajmniej ja nie zauważyłam jakichś szczególnych psich zgromadzeń, że tak to ujmę. Nie wiem, w jakim jest wieku - pierwszy wet ocenił go na 6 lat, zachowuje się na jakieś 2 lata, wetka twierdzi że do końca stwierdzić nie można, ale 2+. Dziś kolejny meeting. Nawet nie wiem, ile razy dziś Borys dostał po nosie od Mefa. Na niego już tak nie reaguje, jak na Desera - Deser ucieka, zamiast się bronić (chociaż kontrolujemy sytuację). U nas wysokich mebli prawie że nie ma - są 3 w różnych kątach pokoju, w tym jeden przy schodach, i jakby pies się na nie dostał, to kot nie miałby dokąd uciec. Pies jest trochę spokojniejszy, reaguje na nas, ale wciąż ma hopla na widok kotów. Raz jak byłam na spacerze - biegaliśmy - Borys zobaczył kota na bocznej ścieżce i myślałam że mi rękę wyrwie... Generalnie wciąż się boję puścić psa w pokoju w którym są koty. Raczej nie ma morderczych zamiarów - jest tylko niesamowicie ciekawy - ale wciąż się obawiam, że źle odczytuję jego zachowania. Zauważyłam, że stawia uszy, nie odsłania zębów - ale otwiera paszczę, wietrzy :D, nie jeży się. Chyba nie mam podstaw do strachu, poza moim brakiem doświadczenia? Umiemy siad, leżeć - tylko z gestem, czasami daje łapę. Z leżeć wychodzimy do zdechł pies. ;) Zdarza nam się też bawić - ale tylko wtedy, gdy pies zacznie, na nasze zachęty nie reaguje, my tylko możemy odpowiedzieć na jego. Mieliśmy już kilka spotkań psio-psich. Dwukrotnie się ładnie zachowywał, w spotkaniu z psem wykastrowanym i rocznym dalmatyńczykiem. Raz, gdy się obwąchiwały z małym pieskiem, złapał go w przednie łapy. :o Niewiele widziałam, bo TŻ trzymał smycz - na luzie, ja stałam kawałek dalej - nie wiem, jakie miał zamiary, ale wyglądało to strasznie. Przedwczoraj natomiast pogryzł psa sąsiadów, który do niego skoczył z zębami - sąsiadka zostawiła otwartą bramę... TŻ mówił, że to nic poważnego. Nie reaguje na psy za ogrodzeniami, chyba że coś go wcześniej podjarało - na przykład kot - to wtedy odpowiada na każde szczeknięcie, w większości wypadków jednak przechodzi bez zwracania na nie uwagi.
  6. Dziś było pierwsze poważne spotkanie kociopsie. Pies, wciąż kontrolowany ;) ale bez smyczy był w pokoju z kotem. Kot zeskoczył z regału, pies za nim ruszył - a w pokoju panele - i zanim do kota dobiegł, wytarł tyłkiem podłogę, kot uciekł, pies za nim, wyglądało to groźnie - ale dzięki panelom i kiepskiej przyczepności kot uciekł i wskoczył na parapet. Powstrzymałam psa przed pakowaniem się z pyskiem do kota, pozwoliłam mu na spokojnie powąchać się, i Borys dostał łapą po nosie - chyba bez pazurów, bo ostatnio je Mefowi ścinałam - ale po tym spotkaniu pies był znacznie spokojniejszy. Jesteśmy dobrej myśli, po tym, gdy kot ochłodził jego zapędy ;) pies reagował na komendy i smakołyki. Jesteśmy dobrej myśli. :) Borys reaguje na każde niemalże poruszenie smyczą na spacerach, prawie nie ciągnie, pięknie się zachowuje. Rewelacja.
  7. [quote name='Pies Pustyni']A dlaczego robicie "akcje" kiedy ktos przechodzi obok.Wydaje mi sie,ze wprowadziliscie niepotrzebne napiecie - sciagniecie smyczy,bo ktos sie zbliza,do tego jeszcze ta lapa,Ty nadciagasz z pomoca ;) - to wszystko moglo wywolac taka reakcje psa. Nie dalo sie po prostu minac tej dziewczyny bez zwracania uwagi?[/QUOTE] Nie, bo to była bardzo długa smycz i śliska, bo parciana, i ciężko na niej psa utrzymać. Na krótkiej by nie było problemu, a na ogół nie spotykaliśmy tam ludzi. Faktycznie, niepotrzebnie podeszłam, nie pomyślałam w sumie o tym, że może to wpłynąć na reakcję psa. [quote name='evl']Zu tak samo, może te nowodworzaki tak maja i już? :evil_lol: Oczywiście żartuję, uczymy się chodzić też na krótkiej smyczy ;) Wiesz jaki ja mam sposób na mijanie psa czy czegokolwiek, gdzie nie jestem pewna reakcji Zu? Sadzam ją na tyłku, grucham do niej i macham smakolem a ona grzecznie siedzi, bo wie, że tylko wtedy dostanie smaka :) Na początku było okropnie, bo pies zamiast smakołyka wolał strzelić zębami innego psa, ale po paru powtórzeniach zrozumiała, że jak próbuje urwać nos innemu psu to nie ma parówki :grins:[/QUOTE] Na psy to na pewno nie podziała - dzisiaj pies szedł po drugiej stronie ulicy - i na szczęście nie staliśmy na przejściu, bo Borys wypadłby nam na ulicę - ale na spacerach jest coraz lepiej. Nauczył się, że jak ciągnie, a któreś z nas stanie, to nie ruszymy dalej dopóki na nas nie zwróci uwagi i nie zajmie miejsca przy nodze. Zaczął zwracać uwagę na smaki, robi siad, dajemy radę. Z czesaniem spróbuję. Chyba dam ogłoszenie na dogo czy do gazety, że poszukuję psiego towarzysza. :lol: Bo obawiam się, że bez takich spotkań nic nie zdziałamy, a ludzie nie zawsze chcą pozwolić na psi kontakt.
  8. Ja staram się komend nie powtarzać, nie wypowiadać ich wtedy, gdy mam pewność, że ich nie wykona (nie wołam go, gdy waruje pod drzwiami, bo zobaczył koci cień), natomiast TŻ robi całkowicie odwrotnie. Nie umiem mu wytłumaczyć, by tego nie robił. Wczoraj jak byliśmy na spacerze, pies sąsiada był na podwórku - ten mały, o którym już tu pisałam. Borys się zachowywał spokojnie, więc go nie trzymałam blisko siebie, tamten poszczekał i się w końcu uspokoił. Poniuchały się i spokój. ;) Na nieszczęście, dziś od nowa nas obszczekał. Borys się inaczej zachowuje - zaczyna na nas skakać, jak się cieszy, biegać po kuchni i przedpokoju - wcześniej był raczej statecznym psiakiem ;) - i powoli można zacząć się z nim bawić. Chociaż i tak najlepszą zabawką okazują się... moje buty. ;) Pozostaje kwestia czesania. Jak tylko do nas trafił, został wykąpany i wyczesany - ale tylko z wierzchu, nie majstrowałam mu przy brzuchu i przy łapach, żeby za bardzo nie ingerować w jego prywatność, a teraz myślę, że może powinnam była to zrobić... Bo teraz, okazuje się, Borys czesania nie lubi, a na zadzie ma normalnie kłąb sierści - plus ogon, ale jego nie dał ruszyć od samego początku. Zastanawiam się, może inna szczotka? (Mamy taką o metalowych zębach, zaokrąglonych, co by nie drapały, z jednym rzędem, taki grzebień w zasadzie.) Spróbujemy z karmieniem go smakołykami podczas czesania. I ostatnio na spacerach zaczęliśmy dla niego istnieć. :lol: Nagradzaliśmy dobre zachowania pokrojonymi żołądkami. Pokazał jednak swoją kolejną ciemną stronę. ;) Był na długiej smyczy (ojciec mi zrobił smycz z taśmy parcianej, wyręczył mnie :D), i akurat jakaś dziewczyna obok nas przechodziła. TŻ wziął go do siebie, łapa psa się zaplątała, chciałam mu ją poprawić, a w tym czasie Borys rzucił się na tę dziewczynę. Zastanawiam się, czy to moja wina, że do niego wtedy podeszłam? O, i jeszcze news - Borys na krótkiej smyczy ciągnie, na długiej chodzi koło nogi...
  9. No właśnie chodzi o to, że było spokojnie. Zauważyłam tylko, że szczeka na samochody w domu - ale tylko na niektóre. Może to o konkretny silnik chodzi? Cholera wie. Ze spaceru dzisiaj nici, bo sąsiedzi naprzeciwko wynajęli konia, by zaorać swój mini spłachetek, a Borys, ledwo konia zobaczył, zaczął warczeć - jeszcze na schodach domu (a to dobre 7m od bramy, później ulica, pobocze, i dopiero koń). Wyszliśmy tylko do ogrodu na siusiu, poćwiczyliśmy w przybudówce - siad wychodzi coraz lepiej, leżeć wciąż opornie, ale ze 3-4 razy wyszło zostań, przy czym odeszłam na kilka kroków. Na jego reakcję na koty przestaliśmy zwracać uwagę, chwalę go wtedy, gdy kot wsadza łapy pod drzwi, a Borys leży i się nie podnosi. Może zajarzy. ;) Podejrzewam, że bez behawiorysty się nie obejdzie, bo jego niektóre zachowania mnie martwią, szczególnie, że eskalują niemalże z dnia na dzień. Może na rowerzystów się znieczuli, bo mój ojciec przyjeżdża do nas na rowerze, a jego bardzo lubi - a może znieczuli się na tego jednego? :P
  10. [quote name='evl']Hm. Co prawda nie jestem gorącą zwolenniczką tylko i wyłącznie metod pozytywnych w szkoleniu, bo nie na każdego psa to działa (Zu na przykład przez pierwszy miesiąc można było smakami machać przed nosem a ona i tak darła ryja, jak widziała psa :roll:) ale ten pan jest chyba godny uwagi - z psami schroniskowymi robił cuda, nawet z największymi agresorami - może spróbujcie nawiązać kontakt z p. Darkiem [URL]http://www.aport.za.pl/[/URL] :)[/QUOTE] Dziękuję! :loveu: Z pewnością się z nim skontaktujemy. :) Dziś było co prawda spokojnie, ale kto wie, co będzie kiedyś. ;)
  11. [quote name='warsawmoo']Powoli dojdziesz z nim do ładu. Dziewczyny napisały ci tutaj wiele cennych uwag, korzystaj (; Zabawkę masz na sznureczku? Baw sie z nim, tak, jak to robisz z kotem - turlaj po ziemi, z jednej, i z drugiej strony, a potem do góry, i zaraz myyk - za plecy - "nie ma!". A potem, jak już wyjmiesz z ukrycia, daj mu ją złapać i poprzeciągaj się z nim, a jak puści, to od nowa. Jak sie nakręci będziesz w stanie odwrócić jego uwagę od kotów i psów, ale na to tez potrzebujesz CZASU. Czas, cierpliwość, konsekwencja i wyrwałość ... Trzymam mocno kciuki![/QUOTE] A co ja robię jak nie korzystam? :D Z tej okazji nawet tańcowałam w kuchni, czego normalnie nie robię. :D Zabawka nie jest na sznurku, ale spróbujemy, bo o tym nie pomyślałam. Marzy mi się, żeby kiedyś mi się wszystkie sierściuchy zapakowały do łóżka. ;) Założenie było takie, że kotów w sypialni nie będzie, i co? Jeden śpi na TŻ, drugi obok niego. ;) Chciałabym, by się kiedyś i Borys z nami wyłożył. :D
  12. Właśnie po dzisiejszym dniu doszliśmy z TŻ do wniosku, że całe jego zachowanie wynika z lęku no i ten brak socjalizacji, o którym pisałam już w poprzednim poście. I generalnie nie ma opcji, żeby pies, widząc coś/kogoś, zwrócił na mnie uwagę. Jest tym tak pochłonięty, że koniec. Dziś na spacerze stała trójka nastolatków z maleńką psinką, która wyglądała, jakby chciała poznać bliżej Borysa - taki przystojny kawaler ;) - a Borys... nawet gdyby się waliło i paliło, nie zorientowałby się. Stanął jak wryty i koniec. :D Podobnie z kotami. :) Po prostu zaczekamy, aż zobojętnieje na drzwi i koty za nimi. Bo autentycznie, nic się nie da zrobić - albo ja nie umiem. Nad zabawką pracujemy, dzisiaj już kilka razy wziął ją w paszczę, chwaliłam go etc., ale wciąż ja nie potrafię go nią zainteresować. Najlepiej, gdy mu się ją podrzuci gdzieś obok niego - w przeciwnym razie, wcale go nie kręci. Wąchnie i sobie pójdzie. ;) I ja generalnie robię tak jak piszesz, [B]Delpha[/B], ([I]Jak się "miota" na coś, nie rób nic. Jeżeli stałaś, stój dalej, jeżeli szłaś, idź tam gdzie szłaś, a psa "zabierz ze sobą" to znaczy nie szarp, nie uspokajaj, nie mów do niego, nie bij, nie krzycz.[/I]) tylko przy jednym ogrodzeniu staram się przejść jak najszybciej - nie wierzę w wytrzymałość bramy, na którą skacze trzy wilczury plus spaniel. :/ Wygląda dość nędznie, a jak sobie pomyślę, co by było, gdyby kiedyś puściła... :/ Ale jeśli chodzi o komendy, to jestem dobrej myśli, bo idzie nam naprawdę dobrze. Pies jest naprawdę bystry. :)
  13. Szkółka, niestety, odpada. Szukałam w internecie, w mojej mieścinie (informacje na PW, taki schiz) nie ma żadnej, a nie mam samochodu, żeby podjechać do Lublina, nie mam też żadnego znajomego na chodzie z samochodem. :( Myśleliśmy z TŻ o szkoleniowcu czy behawioryście, nie wiem, który by się do nas bardziej kwalifikował, czy to to ta sama osoba. :D Ale znowu, nie wiem, czy ktoś dobry jest w lubelskim. No i nie wiemy, jak się kształtuje cena jednej wizyty.
  14. [quote name='warsawmoo']hihihi.. To nie z kotami masz sie bawić przy psie, ale z psem przy kotach ...[/QUOTE] Tym bardziej awykonalne. :D Nie istnieję dla niego w obecności kotów. :D
  15. Ja z nim ćwiczę, dziś TŻ, no i chyba muszę wychodzić z kuchni na ten czas. :diabloti: Nie jestem zadowolona z tego, jak TŻ to robi, zamiast sposobem, to on chce na siłę, no a z psem się nie da. Z waruj jest ciężko, bo gdy tylko się odsunę/on odsunie od psa na kilka kroków, to Borys się zrywa i biegnie za nami. Chociaż mi się udawało odejść na kilka - ale tylko dwa razy - po chwili, zanim zdążył wstać, chwaliłam go i dostawał smakołyk. Zaczął zwracać uwagę na zabawkę, lubi gryźć butelki - robiłam wczoraj ciasto i mi gwizdnął butelkę z octem, na szczęście, zabrałam mu :D - a dziś mi ukradł margarynę do ciasta z lodówki. Bestyj jeden. Generalnie, cholera, ciężko jest. :shake: To, co w domu, to sobie poradzimy. To, co na dworze - te wszystkie psy, których jedyną atrakcją jest szczekanie na psy poza ogrodzeniem - to masakra. Jeden dwukrotnie do nas biegł z zębami (dopiero ostatnio jest zamykany na podwórku, o dziwo!). :shake: Nie zrobiłby Borysowi krzywdy, bo Borys ma porządne futro, a on jest mały... No i pewnie zanim by złapał Borysa, to by poleciał na kopach, bo chodzę w glanach, a mojego zwierza ruszyć nie dam. Masakra. :shake: [B]Delph [/B]- dziękuję za odpowiedź, niestety, rady dotyczące kotów są chybione. Nie da się bawić z kotami przy psie, bo, wydaje mi się, pies jest o nie zazdrosny, i jak napisałam, jak widzi kota, szaleje. Dzisiaj się wepchnął pod stół, dobrze, że zatrzymała go poprzeczna deska. :shake: Bo TŻ pociągnął za sobą (pies był na smyczy). Z drzwiami już lepiej, zaczęłam chodzić do łazienki, wychodzę czasami na dwór (pranie i takie tam). Jak mi się pcha do drzwi, mówię "sio", czasem przechodzę spokojnie. Ale to z drzwiami do łazienki jest dobre! :D Na spacerach WSZYSTKO jest ciekawsze ode mnie - dlatego przestałam zwracać na siebie uwagę - pracujemy nad tym w domu. Gdy usiłowałam z nim pracować na smakołykach, to je zjadał - pozornie patrząc na nie - a później z powrotem wpatrzony w jeden punkt. I podobnie z kotami - jak waruje pod drzwiami, to żaden smakołyk, żadna zabawka, żadne zabawianie, ćwierkanie itd. nie działa. Zastanawiam się... :D Czy jak siedzi pod tymi drzwiami czy mu wtedy nie mówić "waruj", skoro się spod nich nie rusza, i wtedy nagradzać to smaczkami? Czy to nie utrwali w nim siedzenia pod tymi konkretnymi drzwiami?
  16. Dziękuję ślicznie za odpowiedzi. To, co się dzisiaj działo, przechodzi wszelkie pojęcie. :shake: Rano TŻ był na spacerze z Borysem, mówił, że było ok. W południe ja. Pies z dnia na dzień coraz bardziej agresywnie - tak, to już agresja, to słychać w jego szczekaniu - zachowuje wobec psów, które go zaczepiają zza ogrodzenia. Kilka razy wyglądało to tak, jakby chciał mnie ugryźć w nogę, ale sądzę, że po prostu nie zdążył zmienić "wyrazu pyska", tańcząc na smyczy. Powrót do domu, pies się uspokoił. Pomyśleliśmy o 17 - możemy spróbować kocio-psiej integracji - zarzuciliśmy to kilka dni temu, i zwierzaki miały się tylko wąchać przez drzwi. Borys był już spokojny podczas takiego niuchania, to liczyliśmy, że będzie trochę spokojniejszy podczas "widzenia" - gdzie tam, jak pociągnął, to z TŻ-tem za sobą. :shake: Wściekał się okrutnie, nic do niego nie trafiało, piszczał, szczekał, daliśmy spokój z uspokajaniem go, próbowaniem wydawania komend etc., schowałam koty, które się tylko tym stresowały, i chciałam złapać psa za obrożę i na smycz - dwa razy mnie złapał zębami za rękę, ale nie puściłam. Chwilę ochłonęliśmy, pies na smycz i idziemy na spacer. TŻ chciał zobaczyć, jak pies mi szaleje na smyczy. Szaleje, i to bardzo. Idzie mały piesek, widać, że szczeniak, przybłęda jakaś chyba - no i Borys się wścieka. Pies z naprzeciwka, który powinien być za ogrodzeniem a chwilę przed naszym spacerem biegał po ulicy, podobnie wywołał w nim złość, lęk? Idziemy dalej, kolejne ogrodzenie, kolejne psy, znowu pies się szarpie i szczeka. Przejeżdża granatowy samochód - pies spięty, ale nic. Przejeżdża srebrny, i nagle jest pełen agresji. Po chwili się uspokoił, ale ciągnie, więc zawracamy. Stoimy przy naszym ogrodzeniu, czekamy aż pies się uspokoi, srebrny samochód wraca... I takiego Borysa jeszcze nie widziałam. Tego się nie da opisać. Nie reagował na nas, a TŻ go uderzył :placz: mimo, że kilka dni temu rozmawialiśmy, że nie będziemy stosować wobec niego przemocy. Przyznał później, że zbrakło mu sposobów na to, jak do psa dotrzeć, a Borys ze szczekania przeszedł w głośne skomlenie i od razu wywalił brzuch. Jak on musi być skrzywdzony. :placz: I jeszcze przez zachowanie TŻ straciliśmy tę odrobinę zaufania, jakim nas obdarzył. :angryy: Dalej na spacerze było tak samo kiepsko, ja nadawałam TŻ-towi czemu tak nie można, on się na mnie zdenerwował... Wracamy ze spaceru, i na samym początku ulicy najazd: dwójka ludzi, później pies (ta przybłęda), później szczeka na nas pies za ogrodzeniem który do nas już z zębami leciał, gdy biegał po ulicy, później rower, później kolejny człowiek, Borys wariował na smyczy, TŻ go pociągnął mocno, [B]za mocno[/B] według mnie. No i znowu się ścięliśmy. Generalnie widzę, że TŻ do psa serca nie ma. Postanowiliśmy nad nim pracować, ale on by chciał mieć za dużo za szybko, i nie umiem mu wyperswadować, że z Borysem się tak nie da. :( Ale twierdzi, że już więcej go nie uderzy, bo widzi, jak został skrzywdzony. Zobaczymy... Postanowiliśmy zrezygnować z trzech spacerów po ulicy jako że wszędzie są zaniedbane psy :angryy: i będziemy chodzić na działkę za domem, jest dość spora. Uszyję taśmę, zrobiłam researcha na dogo i znalazłam kilka tematów. Chociaż mi samej przydałoby się pobiegać. :cool3: Nie chcę jednak psa forsować, bo to dosłownie futro i kości (taaa, znalazłam sobie wymówkę). [B]LadySwallow[/B], przeczytam wątek, dziękuję. A ciągnięcie na smyczy się kończy, gdy już podleje pierwsze odpowiednie do tego celu drzewo. Wtedy, jeśli nie ma w okolicy psów, kotów, rewelacyjnych zapachów - pies jest spokojny i ładnie idzie przy nodze. [B]Evl[/B], miło widzieć, że jest więcej posiadaczek psów z Nowodworu. :)
  17. Fail. :D TŻ poszedł na górze do łazienki, pies zaczął się kręcić pod drzwiami, więc zaczęłam go wołać, jak na mnie spojrzał, zaczęłam skakać, klepać się po udach, wydawać radosne odgłosy :lol: Borys przyszedł, pomachał ogonem, podstawił się do głaskania i tyle wszystkiego. Czochram, czochram, już dawno się uspokoiło na górze, przestałam, a pies z powrotem pod drzwi. Kolejne próby przyniosły to samo, a gdy skakałam wtedy gdy był ze mną w kuchni, to wywalił brzuch. :D Skończyła mi się inwencja twórcza. :D
  18. Borys właśnie daje pokaz swoich umiejętności. TŻ dziś pracuje, i siedzi w naszym pokoju na piętrze, przyszedł do nas po herbatę, posiedział moment, poczochrał psa, zrobili kilka razy siad i poszedł na górę, a Borys leży już od nastu czy kilkudziesięciu minut pod drzwiami i piszczy. Nic na niego nie działa, jak go zagaduję, to przychodzi, machnie ogonem, i wraca, tak samo z komendami czy przysmakami. No i leży. [IMG]http://img249.imageshack.us/img249/7522/borys.jpg[/IMG] A poprzedni post był długi, bo notuję wszystkie moje spostrzeżenia w zeszycie. ;) Nie chcę, by mi cokolwiek umknęło. Na spacerach, gdy chcę by na mnie zwrócił uwagę, wydaję dziwne odgłosy ;) wyczytałam ten sposób na wesołej łapce, niestety, Borys szybko przestał na to reagować, a jest wyraźnie tym niemile zaskoczony.
  19. [I]Naturalne , że jest podjarany, może nigdy nie widział.. tego nie wiecie. Poza tym pies nie straszy ich celowo. Wyrywa się , bo w psiej naturze jest zakorzenione to , że jak coś ucieka to trza za tym pogonić i tyle. Na onecie jest wiele ciekawych artkułów o tym jak zoobojętnić psa na koty. Poszperajcie a znajdzieice i zacznijcie z psem pracować i uczyć go co wolno robić a czego nie.[/I] Wiem, że nie straszy celowo - tylko opisałam mechanizm, jak sytuacja się nakręca. Nie ma jak jej przerwać, bo pies nie reaguje wtedy na nic. Zastanawiam się, czy najpierw nie ćwiczyć z nim komend, żeby w razie czego móc na sobie skupić jego uwagę - ale wątpię, czy aż taki bodziec, jakim jest kociak, go nie zaprzątnie zupełnie. [I] Ale chodzi o koty czy o psy też ? i co to znaczy , że nie da mu się czegoś zabronić? I jak próbujecie to robić? [/I]Żadne komendy, generalnie "Fe", które praktykujemy gdy się zaczyna pakować na blat i tym podobne sytuacje, do niego nie docierają, gdy jest podjarany. Gdy w grę wchodzą koty i psy - żadne smakołyki, żadna zabawka (generalnie, zabawki go nie interesują... co go ucieszyło? opakowanie po szczoteczce do zębów i paczka chusteczek, ukradziona ;)). Sytuacja z dzisiaj. Wychodzimy na spacer, sąsiad stoi przed swoim płotem, rozmawia z kimś, a obok nich biega jego mały, upierdliwy, jazgoczący piesek. Zobaczył Borysa, i już do niego biegnie z ujadaniem i warkotem. Borys się do niego wyrywa, staram się oderwać jego uwagę od psa, ale jedyne, co mi się udaje osiągnąć, to to, że przestał się wieszać na smyczy. Zwracam się do sąsiada, by zabrał psa - taki offtop teraz - sąsiad z uśmiechem już chciał odpowiedzieć, że pewnie on nie gryzie, albo chce się bawić, albo gdzie takie maleństwo zrobi krzywdę takiemu psu - gdy ja dodałam, że nie wiem, jak się zachowa mój pies. Momentalnie zwinął swojego pupila na podwórko, Borys dopiero po dłuższej chwili zaczął na mnie zwracać uwagę - a miałam żółty ser w ręce, który go w tym momencie nie interesował zupełnie. [I]Nie oczekujcie od psa, w sytuacji ,gdy zamknęliście gdzies koty, że przestanie się nimi interesować i to rozwiąże problem. Przecież on doskonale wie , że one tam są , a to że ich nie widzi moim zdaniem potęguje tylko jego ciekawość. Co to znaczy rzucił się ? Czy Tż próbował w jakiś inny sposób "odciągnąć " psa od drzwii, czy po prostu pociągnął go za obrożę? Zrozumcie , że dlatego psa jest wszystko nowe. Moim zdaniem to zła metoda takie szarpanie się z psem i targanie go za obroże co wcale nie jest dla niego przyjemne. Jedyne czego go w tej sytuacji nauczyliście to to , że jest w stanie wymusić coś na Was "uderzaniem pyska" i że to działa, skoro mąż cofnał rękę. Próbowaliście go odciągnąć zabawką , smakołykiem itd ?[/I] Chodzi o [B]wszystkie [/B]drzwi, czyli te do łazienki na parterze też, i do pokoju na parterze (nie tego z kotami) też, i do wiatrołapu też. Gdzie drzwi, tam on pierwszy. Inaczej się nie da go złapać, jak po prostu zawołać - mieć nadzieję, że przyjdzie ;) i przytrzymać za obrożę, albo właśnie podejść do niego, wziąć go za tę obrożę i odprowadzić. Nie ciągnąć ani szarpać, bo pies jest na to za duży. Na ogół sam odchodzi, gdy się go za tę obrożę trzyma. Generalnie są dwa wyjścia, gdy pojawia się motyw drzwi. Albo ktoś przytrzyma psa, albo człowiek będzie się z psem w tych drzwiach przepychał. Nad wiatrołapem, pokojem i łazienką pracujemy - na spokojnie staram się go przekonać, żeby się nie pakował przede mnie, no bo niekoniecznie potrzebuję jego towarzystwa podczas chwil na tronie. :lol: Hm, a jak pies się rzuca to... się rzuca. Podbiega do drzwi, zaczyna na nie skakać, drapać. Żadna zabawka ani smakołyk go wtedy nie rusza. Dziś rano usiłowałam go odciągnąć od drzwi smakołykiem - pokrojonym żołądkiem kurzym, bardzo lubi - jasne, odszedł na moment, a potem z powrotem do drzwi. Akurat nikt nie musiał wychodzić, chciałam z nim poćwiczyć siad i leżenie, no i nie wyszło. ;) I co do tego łapania zębami... Zastanawiam się, czy to może mieć po trochu źródło w tym, że ja z psem "pracuję", o ile to można nazwać przy takim rozproszeniu psiej uwagi, że ja go chwalę za pożądane zachowania, daję mu smakołyki i pieszczoty, gdy się zachowa tak, jak chciałam. TŻ mniej się psem zajmuje, mimo, że to on wyszedł z pomysłem "weźmy psa" - może Borysowi kojarzy się mniej przyjemnie? Zabawy? W tym problem, aport odpada, bo nie mamy linki - a nie spuścimy go ze smyczy, zabawki go nie interesują. Na spacerze nie zwraca na nas uwagi niemalże, tak go wszystko fascynuje, chociaż dzisiaj usiłowałam powstrzymać trochę jego zapędy do ciągnięcia i przekonać go, że jestem fajna - więc za każdym razem, gdy ciągnął, stawaliśmy w miejscu, gdy pies podchodził do mnie, dostawał żółty ser - który lubi. W sumie jednak zauważyłam, że nic mu nie pomoże, dopóki się nie wysika. :lol: Po tym robi się znacznie bardziej "plastyczny". ;) Ćwiczymy trochę komend, już umie siad, leżeć (z oporami) i jak go zawołam "chodź tu" ;) to przychodzi. Także uważam, że to dość dużo - skoro od czwartku. Na imię nie reaguje, nad tym będziemy pracować. Nie mam pojęcia, jak go uczyć wymiany zabawki na smakołyk, na przykład. W tym głównym problemem jest, że on na ogół nie ma czego wymieniać ;) ale z czasem pewnie dojdziemy, co lubi. A jego zachowanie wobec kotów to po prostu duża zmiana w porównaniu do tego, co było wcześniej, i temu towarzyszą inne zmiany - odpowiada na zaczepki psów za ogrodzeniem, szczeka na rowerzystów i samochody - dlatego byłam zaniepokojona. Ale kot dopiero wsadził łapę pod drzwi i macał, czy uda mu się coś wymacać :lol: a pies go spokojnie wąchał. Kurczę, to normalnie robota jak na czystym Windowsie, bez dostępu do neta i bez jakiegokolwiek napędu. :lol:
  20. W czwartek wzięliśmy psa ze schronu w Nowodworze (ma swój wątek na dogo, woj. lubelskie). Szukaliśmy całkiem innego, ale ten nas zauroczył ;) i postanowiliśmy spróbować - rekomendacje pracownika schroniska i szefa były bardzo pozytywne, że pies jest grzeczny, akurat do rodziny, etc. Pisałam już o naszych problemach z kotami w temacie o integracji kocio-psiej. Generalnie, pies za każdym razem gdy widział/czuł koty, był tak podjarany, że się trząsł, a jak się nie trząsł, to się wyrywał i piszczał. Straszył tym koty, i jeszcze bardziej się wyrywał - bo koty uciekały. Z początku wyglądało na to, że będzie fajnie - pies jest bardzo bystry, zna już "siad" i "leżeć", przychodzi, zawołany - ale tylko w domu. Wydawało się, że się bardzo szybko zaaklimatyzował. Chodziliśmy 3x dziennie na spacery, dwa pierwsze dni częściej, żeby nie było wpadki. Widać, że pies był domowy. Nie przejmuje się domowymi odgłosami - szuflady, szuranie, trzaskanie drzwiami, szczęk garnków. Wpakował nam się do łóżka. ;) Gdy się bierze do ręki smycz, cieszy się, biega dookoła wyprowadzającego, ostatnio zaczął siadać do zapinania smyczy. Je domowe jedzenie, czyli ryż na kości, chrupek nie rusza (kupiliśmy Purina Dog Chow, z braku lepszej karmy w zoologu, lepszą miałam zamawiać przez Allegro). Najwyraźniej ktoś cieszył się pieskiem, póki był mały, puchaty i kochany, kiedy zaczął rosnąć, pozbyto się problemu - lubi ludzi, ale nie wie zupełnie, jak się zachować wobec innych zwierząt (odnoszę wrażenie, że została zaniedbana socjalizacja), nie da się mu czegoś zabronić - i tu dochodzimy do sedna. Pies za każdym razem, gdy się wchodzi/wychodzi z pokoju, do którego wyeksmitowaliśmy koty (jest przechodni, są w nim schody prowadzące na piętro, dziś szłam do łazienki zrobić pranie gdy miał miejsce ten "incydent") pcha się do drzwi, między nogami, i nie da się go inaczej zatrzymać, jak złapać za obrożę. Czasami trzeba go po prostu odprowadzić od drzwi, bo drapie, skamle etc. Dziś, rano, gdy TŻ to zrobił, pies go złapał zębami za rękę. Po południu miała miejsce podobna sytuacja, tylko, jak już wspomniałam wcześniej, wyszłam do łazienki, TŻ chciał złapać psa, a ten - znowu go za rękę. Po chwili, gdy TŻ powtórzył ruch - żeby nie pozwolić psu rzucić się ;) na drzwi, pies ponownie uderzył do niego z pyskiem, więc TŻ cofnął rękę. No i teraz się zastanawiamy, co dalej robić. Ja się już psa boję. Nie zachował się wobec mnie we wrogi sposób, ale widzę zmianę na spacerach, gdy nie pozwalam mu ciągnąć - zachowuje się inaczej, z dystansem. Może popadam w lekką paranoję ;) ale nie jest to miłe uczucie. I dochodzi kwestia kotów. Przestał się rzucać na drzwi - teraz się do nich skrada, z podniesionym, wyprostowanym ogonem, i czai się przy nich, za każdym razem gdy zobaczy koci cień lub usłyszy futrzaka. Nie wiem, jak to interpretować. Proszę o rady. Jak postępować wobec takiego psa? Spodziewaliśmy się problemów, ale agresja należała do tych, których zdecydowanie nie chcieliśmy. Lęk separacyjny, ciągnięcie na spacerach, brudzenie w domu, etc. - tego się spodziewaliśmy. Ale nie łapania za rękę, gdy człowiek stara się umożliwić drugiemu wyjście/wejście z/do pomieszczenia...
  21. Pies póki co zabawką zainteresowany nie jest, a Mrzewińską czytam od jakiegoś już czasu (właściwie, odkąd podjęliśmy decyzję o psie), ale, prawda, co innego czytać, a co innego wprowadzać w życie. Dajmy na to, gdy pies jest względnie spokojny w obecności kotów (czyli się nie wyrywa, ale widać, że jest podekscytowany, bo się trzęsie), i gdy go nagradzam - właśnie za ten spokój - on może to potraktować jako nagrodę za tę ekscytację, czy nie? Póki co go chwalimy i głaszczemy, gdy się uspokoi. Nasza praca to póki co uczenie komend, "siad" już rozumie, następne w kolejce to "leżeć", "fe", "szukaj" (przygotowuję go niejako pod pracę węchową, gdy zaczyna coś niuchać i iść po tropie) i "sio" :lol: gdy się kładzie pod nogami w naszej kuchni. Temu się nie dziwię, chce być z nami, ale skoro tak, to nie może udawać futra przed kominkiem. ;) Wprowadzamy go w zasady domu, czyli nie śpisz z nami, kolego, i nie skaczesz po blatach. ;) Najgorszy jest lęk separacyjny. Nie można wyjść do łazienki, bo pies zaczyna skomleć i się kręcić pod drzwiami, ale nad tym jakoś pracujemy. Teraz mu gra radio, poświęcamy trochę czasu kotom.
  22. Mi nie chodzi o strach kotów, a o bardzo gwałtowne reakcje psa. Rozumiem, że jest póki co podekscytowany nowym miejscem, wychodzimy z nim 3 razy dziennie, 2 razy na dłuższy spacer, a w południe tylko na siusiu. Może to za mało, może ma za dużo energii? Nie wiem, jak się z nim bawić, aport nie wchodzi w grę, a TŻ-ta nie mogę przekonać do linki (twierdzenie: "Ja nauczę psa by przychodził na zawołanie" - racja, z poprzednim psem tak się udało, ale to był całkiem inny charakter, zahukany, nieśmiały i wystraszony). Większość tematów już czytałam :lol: ale odświeżę je sobie, dziękuję. I poszukam informacji o kagańcu fizjologicznym, bo przyznam, że pierwszy raz słyszę o takim.
  23. Już myślałam, że się obędę bez tego posta, ale wygląda na to, że jednak muszę prosić dogo o radę. Zaadoptowaliśmy w czwartek z TŻ psa (ze schroniska). Nie wiemy do końca, ile ma lat - ok. 1-2. Jest bardzo bystry, pojętny, szybko się uczy - do dziś nauczył się "siad". Był domowy, to widać, tylko raz się załatwił w domu, potrzeby generalnie sygnalizuje. Dziś w nocy wpakował nam się do łóżka, a jest spory, no i natychmiastowa eksmisja miała miejsce. ;) Pies jest generalnie kochany, lubi się czochrać, lubi ludzi. Z tym, że mamy jeszcze trzy koty. Szef schronu mówił, że mieli swego czasu jednego kota, który drażnił psy chodząc przy boksach; nasz Borys ponoć zachowywał spokój. Usiłujemy go przedstawić kotom, ale za każdym razem gdy widzi czy usłyszy kota, cały się telepie z emocji. Nie możemy pozwolić na więcej, jak wejście z Borysem na smyczy do pokoju w którym przebywają koty (są w nim schody, więc jeśli nie mają ochoty na zapoznanie, uciekają), albo wpuszczenie kotów do kuchni, gdzie jest pies - też na smyczy. Gdy widzi kota, nie zwraca uwagi na żadne przysmaki, podczas gdy bez kotów nie da się od niego opędzić (kurczak, żółty ser). Jedno z moich futer, najbardziej odważne, już się z nim obwąchało - tylko nosem w nos - pies wtedy znieruchomiał, a gdy kot się odsunął, zaczął się rzucać, piszczeć, byle bliżej kota. Myśleliśmy do tej pory, że po prostu jest ciekawy i chce się zapoznać z futrami, ale to, co teraz miało miejsce, zmieniło - przynajmniej moje - podejście. TŻ zapiął psu smycz i mieli wychodzić z przybudówki, gdzie przebywał z psem - tam ma legowisko i michy - do kuchni, gdzie chodził kot. Na nieszczęście, kot był pod krzesłem tuż obok drzwi, i pierwsze co zobaczył pies, to właśnie on. Rzucił się - nie było widać w tym agresji, bez warczenia ani nic, machał ogonem i łapami, starał się dostać do kota. Kot się wystraszył, cofnął i prychnął, ale nie uciekał - pies się wyrywał, udało mu się zbliżyć, ja akurat kucałam jakieś pół metra przed nim, bo nie zdążyłam jeszcze wstać - i widziałam, jak wyciągał do kota paszczę, jakby go chciał złapać. Wciąż przy tym bez agresji. Nie puszczę Borysa bez smyczy, zachowuje się gwałtownie i nie wiem, czego się po nim spodziewać. Jeden z moich kotów, najśmielszy, nie wykonuje przy nim gwałtownych ruchów, ale wystarczy że się odrobinę odsunie, a pies już za nim. Zastanawiam się, czy mógł być szczuty na koty, traktować to jako świetną zabawę, a jak kot się zepsuje - to trudno? Staramy się nagradzać spokojne zachowanie przy kotach, ale to nic nie daje, no i smakołyki dla niego wtedy nie istnieją. Co dalej robić? Gdyby był przyzwyczajony do kagańca, zapoznywalibyśmy w kagańcu, ale taka próba była dla niego jeszcze bardziej stresująca i zrezygnowaliśmy.
  24. [quote name='hana4']zostala mala bardzo wesola sunia podobna do mamy i bezowa z czarna mordka. szukasz pieska?[/QUOTE] Szukałam ostatnio namiętnie, dziś ruszyłam się do schroniska i znalazłam psa dla siebie. Przepraszam za wtrącenie się. :oops: Ale pieseczki piękne. :)
  25. dzień dobry ;) która suczka jeszcze została do wzięcia?
×
×
  • Create New...