Chciałabym jeszcze Wam coś opowiedzieć....
Gdybym wtedy słyszała o Panu Januszu,może teraz by żył....
Mieszkam w Warszawie od dwóch lat,jeszcze w tamty roku z mężem i teściową mieliśmy sklep w gm.Wiązowna.Sklep przy trasie.Któregoś dnia podjeżdzamy rano do sklepu,a tam przy ogrodzeniu leży pies.Na początku myślałam,że jest to pies jakiegoś mieszkańca.Później zobaczyłam,że go nie ma.Więc się uspokoiłam.Ale za dwa dni przyszła dziewczyna do sklepu i zapytała,czy nie wiem czyj pies leży w dość wysokiej trawie.Zostawiłam męża i pobiegłam,leżał biedny w tej trawie,zobaczyłam go z bliska,widok był okropny!!!Wpadłam w panikę nie wiedziała co mam zrobić,do kogo zadzwonić,aby mu pomóc.Tak jak pisałam nie byłam stąd,więc nie wiedziała gdzie mam się udać-u siebie to co innego.Zaczęłam dzwonić do straży miejskiej-nie chcieli mi pomóc,dzwoniłam do gazety FAKTU oraz SUPER EXPRESU-również dostałam odpowiedz odmowną.Znalazłam nr.tel.do weterynarza do Wiązownej-NIECH NIGDY ŻADEN ZWIERZE NIE TRWFI W JEGO RĘCE!!!!Nie chciał przyjechać,zadzwoniłam do gminy-gmina kazałą do weterynarza.Poprosiłam wreszcie aby przyjechał,a my z mężem zapłacimy za wszystko.Zgodził się.Kiedy przyjechał od razu się z nim pokłóciłam,bo podejście do tego ledwo żyjącego psa było OKROPNE.Najpierw nogą zobaczył czy on w ogóle żyje.Błagałam go aby mu pomógł,wreszcie mój mąż op....olił go na czy świat stoi.Dał mu jakis zastrzyk i powiedział,że z niego nic nie będzie,ale zabrał go dopytując się,czy napewno pokryjemy koszty operacji.Słuchajcie płakałam jak dziecko jak go zabierał,bo nie wiem dlaczego czułam,że mu nie pomoże.
Nie pomyliłam się za godzinę dzwoniąc do niego powiedział,że go uśpił.Boję się pomyśleć jaki koniec miał ten pies.
Do tej pory mogę sobie sama tego wybaczyć,że nie potrafiłam mu pomóc,że trafił na takiego sadystę.
Teraz jak przeczytałam o Panu Januszu,to wiem jedno,że ten pies mógł żyć........
Dziękuję,że mnie wysłuchałyście.
Kocham zwierzęta najbardziej na świecie....................................................