Witam wszystkich na forum! Śledzę watek od miesiąca i chcę się podzielić moim doswiadczeniem z ZC.
Mam sznaucera miniaturę 11 lat. Ok 3-4 mcy temu Junior zaczął więcej pić, jeść i siusiać. "Zrobił" mu się duży brzuszek i zaczęły drżeć tylnie łapki. Pod kontrolą weta jest od 2 lat bo przewlekle chora wątroba i reszta narządów teżni działa najlepiej prócz nerek (pocieszajace). Badnia robimy co pół roku i nie wychodziły najgorzej. W październiku zrobiliśmy znów krew i AP (rosnące od tych 2 lat) wyniosło 3,5 tys! Wet podejrzewał ZC i skierował nas na usg. Oczywiście narządy powiększone ale guza nie znaleziono więc podejrzenie gruczolaka przysadki (nie mam zamiaru tego sprawdzać bo tomografia kosztuje ok 1 tys). Wet skierował nas na SGGW do dr Dembele. Zrobiliśmy test stymulacji ACTH i wyszedł niestety pozytywny. Więc przynajmniej było wiadomo z czym walka. Dr Dembele nie zastosował leczenia bo Junior pił za mało (650 ml na dzień). 2 tyg temu Juniorek dostał temperatury 41 st i osłabł całkiem. Nie miał siły podnieść nawet głowy. tylko leżał i dyszał. Wizyta u weta kroplówki i badanie krwi. Spędziłam cały dzień w lecznicy. Okazało się, że AP jest tak wysokie że aparat go nie mierzy (a mierzy do 10 tys). Dramat! Już żegnałam się z nim. Później przez 2 dni nosiłam go rano i wieczorem na kroplówki z lekami, był cewnik bo nie miał siły stać i nie siusiał. Na następny dzień wet przyszedł specjalnie bo nie jego zmiana i zdziwił się że Junior przed lecznicą ledwo stoi ale siusia sam! Nie wierzył bo myślał że nocy nie przeżyje. Kroplówki wypłukały przez tydzień kortyzol z krwi na tyle że Junior zaczął jeśc, pić i się załatwiać sam. A nawet humorek mu wrócił. A poziom AP spadł do 6,5 tys. Wet podjął decyzję o leczeniu przyczynowym vetorylem 30mg na początek (Junior waży 12 kg). Dziś podałam pierwszy raz i jak na razie po 4 godzinach nie widzę żadnych niepokojących objawów. Mam nadzieję, że leczenie odniesie skutek i przedłuże życie mojego przyjaciela:multi: Trzymajcie kciuki! Pozdrawiam!