Przepraszam ze sie nie odzywałam od momentu zawiezienia Maxa do nowego domu, ale rozchorowałam się.
A ponadto do wtorku cały czas wyminiałyśmy telefomy z nowa włascicielka Maxa i z weterynarzem w celu ustalenia terminu, sposobu płatności. Rzeczywiscie weterynarz krzyknął dośc duzo 250 zł (słyszałam że gdzies indziej to 150 zł). Nie mniej cały czas mysle o Maxe czy mu tam bedzie dobrze.
I wczoraj dogadałam się (samochód) że jak tylko wykuruje się to pojedziemy zobaczyc jak tam jest Maxowi i jak go tam traktuja. Buda była tam była marna, zniszczona po jakimś psie. Nie wiadomo co z poprzednim psem sie stało. Z telefonu nastepnego dnia dowiedziałm sie że Max całą noc był na dworze, nie skorzystał z budy. Prosiłam o słome by wyscielić mu budę.Nie wiem jak z jedzeniem dla niego. Jak bedę do niego jechała to zabiorę karmę dla niego. Oczywiscie tam jest wsród ludzi cały czas, jesli go pogłaskaja beda go kochac i karmić to bedzie mu tam dobrze mimo,że się tam nie przelewa. Ale nie przestanę o nim mysleć póki tam nie pojadę i nie przekonam sie jak jest naprawdę.