Paniki i strachu z mojej strony nie ma. Po prostu mi go szkoda. Ciężkie miał życie. To drobny piesek, który jakiś czas walczył o przeżycie jako bezdomny. W schronisku też nie ma lekko. Do dziś "kradnie" karmę z własnej miski. Podchodzi, łaps i zwiewa w bezpieczne miejsce zjeść. Mi nie przeszkadza, że pakuje mi się pod kołdrę, ale z tym zabudowanym legowiskiem to dobry pomysł.
Co do socjalizacji. Szczeka na mężczyzn, ale się dość łatwo przyzwyczaja do obcych. Jednak jak kiedyś został na cały dzień pod opieką mojej mamy (w naszym domu) to nie jadł przez cały dzień, tylko czekał aż wrócimy. Jest u nas od wakacji, to w sumie nie tak długo. Mam nadzieję, że z biegiem czasu będzie lepiej.