Piszę w sprawie, nie mojego własnego psa, lecz psa teściów, który jest ofiarą złego wychowania. To 6 letni Cane Corso, samiec. Pies wszystko czego chce wymusza szczekaniem i piszczeniem. Nie ma szansy na sen dłuższy niż do 7, bo piszczy, jest to zrozumiałe, lecz kiedy wraca z wielkiego ogrodu piszczy dalej dopóki nie wyjdzie się z nim poza furtkę i nie zrobi paru kroków poza posesję. Od godziny 13 jazgot zaczyna się od nowa, mimo że jest wyprowadzany o 16, nie daje żyć już wtedy. Dodam, że pies ma do dyspozycji ogromny ogród i jest wypuszczany kiedy tylko chce, lecz wszystko dosłownie wszystko wymusza hałasowaniem. Nie można przesunąć godziny spaceru o 10 min, nawet jak się jest chorym przez jeden dzień TRZEBA go wyprowadzić. Nie chodzi mi oczywiście o to, żeby przywiązać psa do tego ogrodzonego ogrodu, ale o to żeby nie był taki upierdliwy i żeby można było egzystować w jego towarzystwie. Rozumiem, że z psem należy wychodzić na spacery, ale niech to nie będzie poprzedzone piskami, zamieszaniem i jego terrorem. Jak go odzwyczaić od złych nawyków, oczywiście teściowe nie ułatwiają pracy, dokarmiają go jedzeniem ze stołu mimo moich usilnych próśb o zaprzestanie.
Proszę o radę, jak odwrócić role, żeby człowiek był panem psa a nie odwrotnie?
Pozdrawiam.