W takim dniu jak dziś wspominam moją sunię Klarcie :placz: ...
Wzięliśmy ją z małego, obskurnego schroniska tuż przed samą zimą, było to małe, słodkie, puchate kulotko.... Klarcia była czarna z białym śliniaczkiem i białą końcówką ogonka... Niestety pomimo swojego młodziutkiego wieku (jeszcze miała mleczaki) dane jej było żyć zaledwie miesiąc... Pewnego zimowego popołudnia, 3 dni przed Bożym Narodzeniem :placz:, po spacerku zaczęła dziwnie się zachowywać, kręciła się, popiskiwała... Więc zadzwoniłam po weta a on zaczął rozmowę od kasy, że przyjazd kosztuje, itd..., kiedy już go przekonałam, że mnie na niego stać, Klara zaczęła piszczeć... Nim szanowny pan dojechał, Klara zawyła, usłyszałam jakby coś w niej pękło, się wysiusiała i zakończyła życie... :placz:
Może to nie temat do takich wspomnień, ale pomimo tego że niedługo miną 2 lata, ja ciągle płaczę... Denerwuje mnie obojętność i bezduszność ludzi którzy ponoć są po to aby pomagać bezbronnym zwierzakom... :angryy:
Do dziś nie wiem co jej się stało, była szczepiona, pilnowaliśmy żeby nie jadła niczego z ziemi... Największy żal mam do tego "łapiducha", bo gdyby nie on to Klarcia może jeszcze by żyła...:placz::placz::placz: