Ja bym zaczęła od wykluczenia stanu chorobowego. Może się zdarzyć, że pies ma tętniaka jakiegoś, nowotwór w mózgu i wydane pieniądze na terapię behawioralną będą wyrzucone w błoto. Na pewno warto skonsultować, jakie badania to mają być zarówno z weterynarzem jak i behawiorystą. Po wykluczeniu choroby można przystąpić do terapii. Na początek zmienić psu karmę na niskobiałkową i starać się nie wrzucać psa w trudną sytuację dla niego przez okres trwania terapii. Co może być bardzo trudne, bo ludzi nie da się całkiem w życiu unikać, ale najlepiej zminimalizować spotkania. Behawiorysta na pewno będzie oglądać psa w różnych sytuacjach życia codziennego i rozpocznie od tego jak pies funkcjonuje w domu, a dopiero potem na zewnątrz. Potem następuje analiza i propozycja programu naprawczego. I uważaj jeszcze na jedną rzecz - nie każdy szkoleniowiec jest również behawiorystą. To dwa zupełnie zawody. Warto w trakcie trwania terapii pracować z psem, ale żadne szkolenie z zakresu posłuszeństwa w tym wypadku nie może zastąpić terapii. Bo co z tego, jeśli nauczysz psa chodzić przy nodze...i będzie chodzić i mijać ludzi pół roku rewelacyjnie po czym nastąpi eksplozja i niekontrolowany już atak? Nie mówiąc już o tym, że warto najpierw poukładać wasze relacje, stopniowo dokładając szkolenie, ale i też zabawę. Pies ze schroniska jest z pewnością po wielu traumatycznych przeżyciach i to co dla nas wydaje się normalne, dla niego może kojarzyć się np. z zagrożeniem życia. Dlatego podstawa to obserwacja osoby kompetentnej. I dużo cierpliwości i wytrwałości z Twojej strony.