Kupiłam szczeniaka yorka w dość znanej hodowli FCI. Przy zakupie hodowca pokazał nam (rzekomo) rodziców szczeniaka i ich dokumenty. Pies kosztował dość sporo i pytaliśmy, czy jest to pies na wystawy, czy pet. Pani zapewniała nas, że pies spokojnie nadaje się na wystawy i spokojnie zdobędzie uprawnienia hodowlane. Stwierdziła, że nie jest to najlepsze szczenię z miotu, ale z pewnością nie jest to pet,
bo w tym miocie petów nie miała.
Obecnie nasz piesio ma 1,8 miesiąca mierzy 32 cm i waży 7,5 kg i mało przypomina yorka. Taką wagę i rozmiar osiągnął, zanim skończył rok.
Gdy napisałam do hodowcy z prośbą o wyjaśnienie, dlaczego nasz pies tak wygląda,
pani umyła ręce. Gdy w dalszym ciągu prosiłam o wyjaśnienia, zaczęła mi grozić sądem, itd, itp.
Udaliśmy się do ZK, gdyż chcieliśmy usłyszeć opinię fachowca na temat naszego rodowodowego psa. Pani sędzina na wstępie stwierdziła, że pies jest za wysoki, zbyt długi, ma niedopigmentowany nos, zbyt jasny kolor szaty i oczywiście ogólnie za duży.
Po tej ocenie zapytałam, czy taki pies nadaje się na wystawy. Ku mojemu zdziwieniu usłyszałam, że jak najbardziej tak. Sędzina stwierdziła że może nie będzie wygrywał, ale wystawiać go można.
Szczerze mówiąc ręce mi opadły.
Od zawsze wtłaczałam rodzinie i znajomym, aby kupowali psa z rodowodem, bo to daje gwarancję kupienia psa rasowego, zgodnego ze wzorcem i z dużą szansą na brak obciążeń genetycznych.
Obecnie moi znajomi mają ze mnie ubaw, że mój drogi, rodowodowy pies wygląda jak kundel, a ich tanie pieski z pseudo spełniają standardy wzorca FCI.
Niestety nasz pies jest chodzącą antyreklamą psa rodowodowego.