Ja chyba nigdy nie przekonam się do kotów. Jeśli już wybiorę "towarzysza" dla żółwia wodnego, to wybiorę z pewnością dużego psa. Wczoraj moja koleżanka opowiadała, jak teściów kot, którym opiekowała się u siebie w domu w ciągu dwóch dni obsikał trzy ręczniki, kanapę i panele. Prawdopodobnie tak okazywał swoją rozpacz za brakiem właścicieli, bo jeszcze miauczał i drapał drzwi przez pół nocy. Dziewczyna nie wytrzymała weekendu i go wywiozła do rodziców. Może i nie ma co nabierać uprzedzeń, ale jak tak się nasłucha opowiadań znajomych, to ciężko nie przejąć podobnych obaw, co do kłopotliwego zachowania mruczków.