Jestem zszokowana.
O Trevorze dowiedziałam się z prasy.
Klinika(o ile można nazwać to kliniką) znajduje się w moim regionie. Nie raz jeździłam tam z psami dziadków. Weterynarz nie wzbudził mojej sympatii-apatyczny,nieuprzejmy.
Mało tego-w owym ,,schronisku'' chciałam być wolontariuszką,razem z koleżanką. Pani,zajmująca się psami była wniebowzięta(uprzedziła nas,żebyśmy z wszelkimi pytaniami odnosiły się do niej,bo ,,Pan'' weterynarz jest niezbyt miły i... psami bardzo też się nie interesuje). Powiedziała,że psy pojawiają się nie wiadomo skąd,znikają po jakimś czasie-też nie wiadomo gdzie.
Jednak,abyśmy mogły być wolontariuszkami,potrzebna była zgoda pewnego Pana. ,,Szefa''. Dała nam numer tel.(a teraz pluję sobie w twarz,że go usunęłam). Zadzwoniłyśmy. I co usłyszałyśmy? Że nie możemy być wolontariuszkami. Bo prawo na to nie zezwala. Bo do klatek nie mogą podchodzić osoby,które nie skończyły 18 roku życia,a ponadto nie ukończyły kursu(jakiego? Nie wiem. Na ten temat ,,miły pan'' nic nie powiedział). Oczywiście wiem,że wszystko to bzdura(wolontariusze wręcz byliby konieczni!). Że to tylko wymysł Pana Szefa. Że Ci ludzie mają psy za nic. Za rzecz,stary,zniszczony-którego nikt już nie chce.
Pozdrawiam.
Trevor-mam nadzieję,że Tam będziesz szczęśliwy. Bardzo mi przykro,piesku (*)