Mam problem z moim dwuletnim cocker spanielem. Piesek jest uroczy, kochany i gdyby nie kilka szczegółów dotyczących jego zachowania, to byłby idealnym towarzyszem.
Muniek kilka razy zaatakował domowników. Nigdy nikogo nie ugryzł, ale rzuca się na nas, tak jakby chciał nas postraszyć (rzuca się z zębami, ale nawet nas nimi nie dotyka), przy tym warczy i ujada. Robi tak, kiedy na przykład ktoś zechce zgonić go z fotela, lub kiedy ktoś przechodzi obok niego, gdy ten je. Po takim zdarzeniu krzyczeliśmy na niego, zamykaliśmy w toalecie, ale sytuacja ciągle się powtarza. Zdarza mu się też "pilnować miski". To znaczy siada obok niej i wpatruje się w nią ślepo, gdy jest jeszcze pełna, bo on np. już się najadł i trochę zostało. Podkreślam, że mamy w domu kota i na początku myśleliśmy, że to ze względu na niego, ale teraz zaczął czatować przy misce, gdy widzi kogoś z domowników - ludzi. Mam zabierać mu miseczkę, gdy przestanie jeść, a jeszcze coś tam zostanie? Kilka razy nasz słodki Munio rzucił się na mniejszego, bądź równego sobie psa, nigdy na jakiegoś olbrzyma. Muniek denerwuje się również, gdy wykonujemy przy nim zwykłe czynności, takie jak czesanie, czy, że tak to nazwę - podmywanie krocza.
Co mam z tym zrobić? Czytałam jakieś psie encyklopedie i fora, ale nadal nie wiem, co począć. Myśleliśmy o kastracji, ale przecież on nigdy wcześniej się tak nie zachowywał. Zdarza mu się to gdzieś od dwóch/trzech miesięcy. To mój pierwszy pies, dlatego pewnie źle go wychowałam, po prostu jest rozpuszczony. Tylko, że teraz zaczynamy się bać, że Muniek przestanie nas, domowników, straszyć a zacznie rzucać się na nas z zębami, które są baaardzo duże i ostre.
Jakieś rady? Jak mam Muńkowi pokazać, że to ja tu rządzę?
Pozdraaawiam :)