Myślałam, że będzie o wiele gorzej. Jak się dowiedziałam, że Taja jest chora, to czułam się tak jak piszesz. Nie wyobrażałam sobie, że mogę ją stracić. Myślałam, że tego nie przeżyję. Na szczęście Taja dała mi czas na oswojenie się z tą myślą. Od diagnozy do śmierci minęło 17 dni i wtedy przechodziłam różne etapy. Pod koniec ona bardzo cierpiała i sama podjęłam decyzję, żeby zakończyć jej męki. Jak mi zasypiała na kolanach, to poczułam spokój. Odczułam ulgę, że już nie cierpi. Potem było ciężko, bo bardzo mi jej brakowało. Mimo wszystko cały czas odczuwam jakiś spokój. Mam wrażenie, jakby ona cały czas była ze mną. Bardzo pomogła mi świadomość, że po trudnym życiu miała u mnie raj. Śmierć też miała komfortową. Zrobiłam wszystko, żeby do ostatniej chwili życia czuła się dobrze. Bardzo celebrowałam tez pogrzeb. To wszystko pomogło. Takiego psa już nie będę miała. Żaden nie będzie Tają. Ale na pewno jakiegoś wezmę, tylko muszę jeszcze trochę poczekać. Muszę być w pełni gotowa na jego przyjęcie.