Jump to content
Dogomania

maszkamok

New members
  • Posts

    1
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by maszkamok

  1. Witam wszystkich, chciałabym przestrzec wszystkich przed przychodnią i weterynarzami na Woj. Polskiego z tyłu pogotowia ratunkowego.W lipcu tego roku mój kot(wiem ,że tu o pieskach , ale weterynarze leczą i te i te) przestał oddawać mocz, zaniepokojeni tym faktem szukaliśmy pogotowia i gabinetu gdzie jest usg, znaleźliśmy właśnie tam. Przyjął nas lekarz weterynarii P. Jacek Dąbrowski, pomacał zwierzaka , stwierdził niedrożność cewki moczowej i zalecił cewnikowanie , czynność tą wykonywał w na uśpionym kocie i zajęło mu i innym pomagającym mu lekarzom ok. półtorej godziny,oczywiście nas wyproszono za drzwi i kazano czekać. POOOO udanym cewnikowaniu niby wszystko było oki, niby, do pęcherza wtłaczał płyny czy coś tam , bo nie do końca nam mówił co robi, zrobił USG, pożal się boże, nic na tym ekranie nie było widać, stary grat , brudny i zapyziały , pamięta chyba jeszcze czasy PrL-u. Stwierdził ,że cewka moczowa jest zatkana kamieniami albo piaskiem on nie wie:mad:. Wpompowali w niego kroplówki, anybiotyki i jeszcze inne medykamenty. Czas do domu. Kot uspiony "lekkim usypiaczem"o godz. ok. 14 spał do północy:-o. Przebudzał się , zaczął powoli chodzić, pić, dawał już oznaki życia, a cewnika cały czas leci, ale tak niby ma być, w moczu widoczna krew. Codziennie wizyta kontrolna, ma się ku dobremu, zwierzak dobrzeje. Krew cały czas widoczna w moczu:-(. Po ok. trzech , czterech dniach cewnik musi być usunięty, niestety dalej krew w moczu, ale samopoczucie już ok. je , pije załatwia się. Następna wizyta, jest piątek, lekarz postanawia zrobić kontrolne USG, wpompowuje płyn przez cewnik, jedna strzykawka, druga, patrzy w ten zapyziały ekran i dalej "widzi" kamienie. wpompowuje następpną strzykawkę , a my pewni wiary w to co robi patrzymy jak te sroki w gnat, nagle nie może na tym ekraniku znależć pęcheża, szuka , szuka szuka, i tak trwa to dłuuuuuugą chwilę i nie znajduje. Popatrzyliśmy po sobie, ale dalej pełni wiary w poczynania tego "lekarza", pytamy co się stało, niestety powiedział tylko , że nie wie co jest, ale jak na jego oko to ok. My nieświadomi tego co się stało, zabieramy kota i jedziemy do domu. W niedzielę jedziemy na zdjęcie cewnika , nie ma naszego "lekarza" , cewnik wyjmuje sympatyczna pani doktor, ogląda kota, swierdza że wszystko jest dobrze, przepisuje tabletki , maści, karmy(dużo za to biorą).Wracamy do domu szczęśliwi ,że wszystko dobrze się skończyło. Mija jeden dzień, kot nie sika, drugi- nie sika, na trzeci dzień wyjeżdzamy na wakację, oczywiście z kotem, ale kot coraz grubszy.Na miejscu to jest w Połczynie Zdroju trafiamy do lekarza weterynari, który juą raz uratował nam 14 letniego psa i dzięki niemu pies jeszcze żył 2,5 roku. Wet. po krótkim badaniu stwierdza wnętrostwo, jądro uciskało cewkę moczową iiii perforację pęcherza moczowego, lekarzyna z wojska poprostu przebił pęcherz i nic nie powiedział. Kot w trybie natychmiastowym trafił na stół, czyściutki, zdezynfekowany, USG nowiutkie, sprawne, wykazało jakikolwiek brak kamieni, piasku czy innych paskudztw, wyraźnie było widać i nawet my laicy widzieliśmy co tam się wydażyło,stwierdzono duże ilości płynu w jamie otrzewnowej. Kota uratowano, pęcherz moczowy miał już zmiany martwicowe, częśc musiała być usunięta, ma teraz mniejszy pęcherzyk, sika często i malutko ale żyje i jest z nami. Nigdy już nie odwiedzę szczecińskich weterynarzy, a mogę tak mówić, bo mam z nimi do czynienia już od blisko trzydziestu lat i naprawdę nie ma takiego, którego mogłabym polecić, a przez te lata byłam juz chyba u wszystkich. Pozdrawiam. A tak wogóle , czy powinnam coś , czy gdzieś napisać o tym Dąbrowskim, bo wyciągnął kasę(nie małą) i tylko spieprzył sprawę.
×
×
  • Create New...