Jump to content
Dogomania

Tala

New members
  • Posts

    1
  • Joined

  • Last visited

About Tala

  • Birthday 08/28/1993

Converted

  • Location
    Łódź
  • Interests
    książka, film

Tala's Achievements

Newbie

Newbie (1/14)

10

Reputation

  1. Mam 16 lat, chodzę do pierwszej klasy liceum. Cztery lata temu na świat przyszedł Kolin - rudy pinczer miniaturowy. Miałam już w domu dwa psy, ale postanowiłam, że tego nie oddam, nie sprzedam, nie podaruję znajomym. Mamy nie musiałam długo prosić, również uległa jego urokowi. Chodź czasem sprawiał problemy - uciekał mi, nie reagował, gdy go wołałam, Kolin stał się moją prawdziwą miłością, nigdy żadnego z czworonogów nie kochałam tak bardzo (a w moim domu od zawsze były psy). Był mój. Cały mój. Towarzyszem każdego spaceru, po prostu najlepszym przyjacielem. Uwielbiałam jak mi uciekał, a wracając przyspieszał celowo, by z rozbiegu wskoczyć mi na kolana, a z nich na szyję, to było niesamowite. Kochałam każde jego spojrzenie, każdy ruch, każde szczeknięcie, czy warczenie, kiedy nie chciał się pocałować. :) Rok temu, w styczniu jak zwykle wypuściłam go żeby pobiegał, uwielbiał godzinami siedzieć na dworze (nie mieszkam w mieście, więc były ku temu warunki). Nie wrócił na noc. Początkowo nie przejęłam się tym, ponieważ taka sytuacja zdarzała się wielokrotnie - chodził po prostu do sąsiadów, mojej przyjaciółki i tam nocował. Rano obudził mnie krzyk z zewnątrz. Obudziłam się i w samej bluzce wybiegłam na mróz. Usłyszałam od wujka, że mam szybko do niech biec, bo nie wiadomo ile Kolin przeżyje. Założyłam buty i pobiegłam. Wchodząc do mieszkania, zamarłam. Kolin leżał na pościeli. Wszystko było we krwi. Krew była wszędzie, na podłodze, na łóżku. Leżał i patrzył na mnie, nie miał widocznych na ciele ran, tylko ta krew... Oznajmiono mi, że weterynarz niebawem przyjedzie, że mam się nie martwić. Domownicy musieli wyjsć, zostałam z nim sama. Zupełnie nie wiedziałam co mam zrobić. Patrzyłam na niego i powtarzałam, jak strasznie go kocham, że na pewno wyjdzie z tego. Tak było przez dwie godziny, siedziałam i płakałam, czułam się tak cholernie bezsilna... W pewnym momencie przestał oddychać. Zamarłam. Siedziałam i płakałam tak, jak nigdy wcześniej. wiedziałam, ze to już koniec, nie mogłam nic zrobić. Minęło kila chwil, zaczął robić się sztywny, chłodniejszy. Dotknęłam go i przytuliłam, zaczęłam całować. W tej chwili właśnie... jakby.. warknął, wydał z siebie odgłos. Jestem przekonana o tym na 100%, choć wiele osób twierdzi, że wydawało mi sie. Wiedziałam, że nie żyje... Teraz też nie wierzę.... Po tym zdarzeniu bardzo cierpiałam, nie mogłam się otrząsnąć. Straciłam nie tylko tak bliską mi istotę, ale również jakąś cząstkę siebie, czuję się teraz o wiele bardziej samotna. Mam w domu jeszcze inne psy, ale tęsknota za Kolinem towarzyszy mi nieustannie. Minęło już półtora roku, a ja ciągle o nim myślę, zdarza mi się płakać w nocy. Myślę, że gdybym jakoś zawiozła go w tedy do weterynarza, żyłby... Wychodzę z domu i mam ochotę go zawołać, czasami wydaje mi się, że go widzę, że to naprawdę był on... Pozostały mi jedynie zdjęcia i... sny. Sny, w których widzę go niezmiennie, widzę jak biega, skacze... Bardzo mi z tym ciężko. Wiem, że nigdy o nim nie zapomnę, nie chcę zapomnieć.
×
×
  • Create New...