[quote name='karjo2']Jezeli ktos nie ma warunkow, to nie decyduje sie na zwierze, to chyba oczywiste.
Nie zauwazylam wyzywania, raczej zaskoczenie podejsciem do hasiora, fascynacja wygladem chyba, zamiast znajomosci specyfiki typu.
Miejsca nabycia psa nie skomentuje, chyba odbylo sie to nieodplatnie :shake:.[/quote]
No i powtórzę, jeśli nie znasz okoliczności i szczegółów daruj sobie komentarze typu fascynacja wyglądem, bo mnie strzęsie.
Nie wiesz również jak wyglądają NASZE spacery, prócz tego, że pies może sobie polatać nie na smyczy. I git, bo przynajmniej jak go puszczam to nie dostaje głupawy i nie leci byle gdzie byle tylko pobiec. Dodatkowo chyba jestem dla niego dość fascynującym obiektem jeśli tego nie czyni jak tylko ma możliwość. Więc nie mogę być tak tragicznym włascicielem.
Dla mnie wyzwanie jest jak najbardziej, być może pomieszane z zaskoczeniem, wybacz. Cóż mam psa jakiego mam, tak mu sie niestety trafiło, ze nie jestem w stanie fizycznie zapewnić mu ów rozrywek, psa przez okno nie wyrzucę, nie planuję się tez z tego powodu pociąć.
Pies chyba sie oswoił, bo żyje i nie snuje sie smetnie po domu.
Wiem, ze można w agility, widziałam nawet, ładnie to wygląda, ale cóż.. ja raczej nie podołam. Pies za to z radością wynosi skarpetki do prania, przynosi skarpetki i ogólnie lubi se ponosić, wiec w domu znajduje mu kilka zajęć praktycznych.
Uwag, że pies na dzielnicy nie chodzi nie mam, bo dzielnica to nie miejsce na psa.
Sanki były sarkazmem z mojej strony, mam ograniczenia ruchowe i już, nie wejde ani na sanki, ani na rower, gdybym miała go kilkanaście lat temu to miałby inaczej, bo wyczynowo uprawiałam sport. Cóż, bywa, życie..
A pies pojawił się, nie z mojego pomysłu i inwencji, więc mam nadzieję, ze dotrze wreszcie do Ciebie kilka faktów i zmienisz nieco ton.
P.S Jeśli mam juz sie wypisywac i dzielić historiami swojego życia.. SH wcale nie był moją wymarzoną rasą psa, póki nie otrzymałam Bakcyla byłam święcie przekonana, ze husky musi biegać z rowerem, zaprzęgu, ciągnąc cokolwiek jak to napisano w 1 poście 50 km...a przynajmniej 20. Moją wymarzoną rasą, równie niezależną, wymagajacą również sporej dawki ruchu był wilczak. Bo to nie długość spaceru była mi straszna.
No ale takie czary sie stały że otrzymałam zapchlonego Bakcyla i tak jakoś go polubiłam.