Byłam wczoraj z Dejzi , koleżanką i jej psem ( samiec w typie staffika) Dejziula go bardzo lubi, ładnie sie bawią. Kiedy jednak usiadłysmy w lesie na takiej jakby polance, gdzie zaraz obok nas ( odległość gdzieś 5 m ) jest ścieżka która jest w miare czesto uczeszczana. Ramzes ( ten staffik zajął sie sobą, a Dejzi leżała obok mnie. Z za zakretu ( w odległości z 8-9 m) wyłonił sie człowiek i Dejzi zaczeła "mruczeć" coś jakby warknięcie ale nie do końca i tak przy każdym pzechodzącym człowieku. Byłam puszczona luzem, nie wstała nie pobiegła do człowieka i nie wykazała żadnego innego agresywnego zachowania. Dejzi jest bardzo lekliwym, wrażliwym psiakiem, ale nie wystepowało do tej pory nic tkaiego jak agresja lękowa, do ludzi jest ogolnie bardzo przyjaźnie nastawiona, daje sie pogłasakć. Kiedy idziemy jakąś dróżką Dejzi nie wykazuje "mruczenia" ani szczekania, przy siedzeniu w parku też nie ( moze to dlatego ze tam zawsze są ludzie?) Dodam że Ramzes nie podziela mruczenia Dejzi... Teraz mam wątpliwości czy to jest :
a) początek agresji lekowej
b) moze zwykłe ostrzeżenie "stada" ze zbliża sie obcy?
c) coś jeszcze innego?
Nie wiem co mam sądzić o jej zachowaniu, moze ktoś ma pomysł co to moze być i dlaczego sie tak zachowała?