Witam
Piszę dla przestrogi...
To był mój pierwszy piesek którego pokochałam z całego serca. Pieska zakupiłam 17.08, 18.08 pojechałam z niunią na odrobaczenie do " Całodobowej Lecznicy dla Zwierząt" ul. FIELDORFA 5 w Warszawie.
Jeszcze tego samego dnia pies wymiotował kilkanaście razy, miał biegunkę. Poszłam z nią po kilku godzinach znów do tej lecznicy. Powiedziano mi że pies zapewne tak reaguje ze względu na stres związany z nowym miejscem itd...
Następnego dnia miało ustąpić. Nie ustąpiło. Pies nic nie jadł , nie pił, odwadniał się . Zaczęli więc mojej kruszynce podawać kroplówkę. Wieczorem miało być wszystko w porządku. Nie było. Było jeszcze gorzej. Ta gehenna trwała 5 DNI! Niunia dostawała dwa razy dziennie kroplówki, antybiotyki i proszki przeciwwymiotne.
Poszłam w końcu z nią do szpitala na ul. Książęca.
Powiedziano mi od razu że to żaden stres a podano psu (ważyła 90dag! ) końską dawkę na odrobaczenie. Stąd te problemy.
Zaczęli ją leczyć... w szpitalu już...
Wróciłam z nią w sobotę do domu.
Miałam stawić się w niedzielę rano z psem na obserwacji, niestety obudziłam się a piesek był już sparaliżowany ( brak cukru)
Okazało się że nie dość że dostała zbyt silną dawkę na odrobaczenie to i jeszcze NIE POWINNA mieć podawanych kroplówek
Paraliż nastąpił rano, pojechałam z nią do szpitala. Niunia umarła ( 23.08 po godzinie operowania!!!
W szpitalu powiedziano mi by zrobić sekcję zwłok i pociągnąć do odpowiedzialności panią "weterynarz" - nie mam jednak serca na cięcie takiego maleństwa. Niunia została pochowana cała.
Przestrzegam bo serce mi krwawi .
Nie jestem w stanie nic zrobić jak tylko przestrzec przed tą lecznicą.
Życia jej nic nie przywróci ... ale chociaż tyle mogę dla niej zrobić...
Pozdrawiam
Kinga