Ja nie pozwalam nikomu na robienie z moim psem innych rzeczy niż głaskanie. Dotyczy to szczególnie dzieci i odbywa się tylko pod moją kontrolą. Chociaż Mero jest łagodny, nigdy nie wiem, co mu do głowy strzeli, jak go ktoś pociągnie np. za ogon. Albo będzie próbował na nim siadać. Tłumaczę wtedy dzieciom, że pies to nie koń. Czasem ktoś ze znajomych palnie głupi komentarz, że trzęsę się nad psem, jak nad jakimś klejnotem. Odpowiadam, że trzęsę się nad ich dzieckiem, a nie psem, bo nie chcę tragedii. Dlatego jestem stanowcza i pozwalam tylko głaskać, nic poza tym.