Jump to content
Dogomania

Pakitek Pies

Members
  • Posts

    3
  • Joined

  • Last visited

Converted

  • Biography
    właścicielką fajnego psa :)
  • Location
    Bydgoszcz
  • Interests
    psy,agility,szeroko pojęta twórczość własna
  • Occupation
    Starszy Psiarczyk

Pakitek Pies's Achievements

Newbie

Newbie (1/14)

10

Reputation

  1. Dzięki za rady! Psica miewa się lepiej, rany prawie się zamknęły. Posłuchałam Waszych rad i jutro idę spotkać się z radcą prawnym. Nie ma tolerancji dla bezmyślnych ludzi! Trzymajcie za nas kciuki, Magda i Pakit
  2. 100 osób przeczytało mojego posta i żadnego odezwu :( ale z was skrytozerkacze! ludki, doradźcie coś, bo ja serio nie wiem co z tym dalej zrobić, jutro ostatnia wizyta u weta. właściciel pitbulla spaceruje sobie z pieskiem zadowolony, wiem, że go nieraz puszcza luzem w lesie, a ja muszę swojego psa ze schodów znosić na "spacery" :(
  3. Mam małą, jamnikowatą kundlicę. Pies jest ułożony(PT-ocena doskonała), bezproblemowy jeśli chodzi o inne zwierzęta. Dziś jak co dzień poszłyśmy do lasu (mieszkam na obrzeżach miasta) bawić się jej ukochaną piłeczką. Nagle, "na wylocie" ścieżki wyskoczył pies w typie pitbulla (w kagańcu,za to bez smyczy). Właściciela nie było widać. Moja psica go zignorowała i zaczęła biec z moją stronę z piłką w pysku, gdy tamten pies zaczął ją gonić. W tym momencie na końcu ścieżki pojawiła się "pańcia". Na moje krzyki,żeby złapała psa, niespecjalnie się przejęła, ograniczyła się do znanego nam wszystkim i jakże wkurzającego: "chodź tu,chodź tu". Pies oczywiście miał to w nosie. Dorwał sunię, jakimś cudem zsunął kaganiec (skórzany!) i wżarł się jej w szyję.Gdyby nie kaganiec,byłoby po psicy. Psy były ode mnie w odległości dobrego rzutu piłką, nie zdążyłam dobiec :( Pańcia w końcu zareagowała (miała do nich bliżej, mogła wcześniej coś zrobić!) i odciągnęła kilera, z kawałkiem skóry mojego psa w zębach :placz: Jej tłumaczenia:"bo ona nie wiedziała, że ktoś tu może być (zaznaczam,że byłyśmy w odległości niecałych 100metrów od zabudowań). bo chciała, żeby pies sobie pobiegał, bo ona z nim już w domu nie wyrabia (pies męża), a w ogóle to najchętniej by go uśpiła, bo pies sprawia kłopoty :crazyeye: Umówiłyśmy się, że zapłaci za leczenie suni, dała mi swój telefon i adres. Sunia była u weterynarza, ma wydartą do mięsa skórę na szyi :placz:, ale obyło się bez szwów. Wieczorem poszłam do "pańci", żeby mi oddała kasę. Drzwi otworzył jej mąż i zrobił scenę, niemal mi pieniądze w gardło wsadził :angryy: I w ogóle to nie ich wina, tylko "producenta kagańców" :angryy::angryy: Powiedział, że nie pokryje całej należności za leczenie (pies musi jeszcze przyjąć 2 dawki antybiotyków i środków przeciwbólowych), bo "mój pies też był luzem"! Co za ludzie chodzą po tym świecie?! Co robić? Zgłosić na policję? Już nie chodzi o pieniądze,ale co by było, gdyby został pogryziony człowiek?! Z brzegu lasu kręcą się spacerowicze i rowerzyści, często z dzieciakami :( Nie jestem też pewna, czy mi nie wlepią mandatu za puszczanie psa luzem po lesie/terenie uczęszczanym/innym, objętym anty-psim zakazem. Nie mam pojęcia, jakie przepisy odnoszą się do lasu wokół miasta. Tłumaczenia, że pies jest po PT i ćwiczył aportowanie(gdzie ma ćwiczyć?!) w naszym kraju chyba niewiele znaczą :( Czy ktoś z Was był w podobnej sytuacji? Doradźcie coś, bo nie wiem co dalej :( Magda i Pakitek
×
×
  • Create New...