Ja również miałam swoją psinkę- Soniutkę - jamola szorstowłosego. Na brzuszku miała guza. Gdy z siostrą mieszkałyśmy z rodzicami Sońka nie zajmowała się wcale tym guzem, jednak gdy tylko wyprowadziłyśmy się z domu, mała zaczęła sobie go wygryzać. Była leczona, ale wet na końcu i tak stwierdził, że nie ma sensu psa męczyć, że to rak:( Została uśpiona:( Może robiła to sobie z tęsknoty:( Nie wiem. Pozostał żal. Sońka odeszła za TM w 2005 r.:( Współczuję
[*]