Wpadłam na temat dzisiaj (przeglądałam forum w poszukiwaniu jakichś informacji związanych z pogryzieniami z racji tego, że moja goldka została ostatnio ugryziona). Dotarłam do 13 strony i po niektórych wypowiedziach włos mi się zjeżył.
Po:
1. wina właścicielki Amstaffa jest niepodważalna ponieważ pies wybiegł na klatke schodową i tam zaatakował innego psa, Maltańczyk przeciez nie władował się jej do mieszkania, żeby była mowa o obronie własnego terytorium -> przypominam, że każdy mieszkaniec bloku ma pełne prawo do korzystania z klatki schodowej (no chyba, że są jakieś nowe ustalenia, które mówią, że właściciele mniejszych czy nieagresywnych psów powinni spuszczać się na linach) - w tym momencie nie najeżdżam broń Boże na rasę, bo to właścicielka wykazała się niodpowiedzialnością i bezczelnością naskakując jeszcze na ofiary
2. z właścicielami takimi, jak ta od amstaffa powinno się przeprowadzać rozmowy i szkolenia (czy osoba się w ogóle do tego nadaje) jak postępować z rasami dużymi bądź agresywnymi przed oddaniem im pod opiekę takiego zwierzaka (tu moje stanowisko jest jednoznaczne - w takich sytuacjach, jak ta opisywana w wątku winny jest zawsze właściciel psa - nie sam pies /on przecież nie rozumie co to prawo czy moralność społeczna/), a jeśli taka sytuacja mimo przeprowadzonych szkoleń zaistnieje właścicielowi powinno się odebrać psa i zakazać dożywotnio posiadania jakiegokolwiek zwierzaka.
3. powtórzę po raz wtóry – zawinił właściciel Amstaffa – i nie ma co tu najeżdżać na rasę, bo jeśli pies jest dobrze ułożony, nie ma mowy o niekontrolowanej agresji – miałam znajomą, która prowadziła hodowlę Amstaffów, miała ich kilka i nawet nowego gościa w domu potrafiły zaślinić z miłości
4. niektórzy bronią właścicielkę Asta tekstami dlaczego dziecko wyprowadzało psa – sama nie jestem zwolenniczką wyprowadzania psów przez dzieci, ale nie popadajmy w skrajności. Dziewczynka nie miała 10 lat i nie wyprowadzała doga arlekina (choć i takie rzeczy widziałam i wtedy włos mi się jeżył), ale Maltańczyka. I to nie ta dziewczynka miała obowiązek bronić swojego psa przed napaścią – to właściciel Astka powinien nie dopuścić do zaistnienia sytuacji zagrożenia.
Fakt pozostaje faktem: w myśl prawa to właściciel odpowiada za szkody wyrządzone przez swojego psa:
[I]§ 1. Kto zwierzę chowa albo się nim posługuje, obowiązany jest do naprawienia wyrządzonej przez nie szkody niezależnie od tego, czy było pod jego nadzorem, czy też zabłąkało się lub uciekło, chyba że ani on, ani osoba, za którą ponosi odpowiedzialność, nie ponoszą winy.
§ 2. Chociażby osoba, która zwierzę chowa lub się nim posługuje, nie była odpowiedzialna według przepisów paragrafu poprzedzającego, poszkodowany może od niej żądać całkowitego lub częściowego naprawienia szkody, jeżeli z okoliczności, a zwłaszcza z porównania stanu majątkowego poszkodowanego i tej osoby, wynika, że wymagają tego zasady współżycia społecznego.[/I]
[I] [/I]
A tego już chyba nie trzeba komentować…..