Hahaha, genialna!
To ja pamiętam, jak jeszcze Rex był. Położylam sobie bułkę na wersalce, idę do kuchni po picie, wracam, a kanapek nie ma! W pierwszym momencie myślałam, że jednak nie zabrałam. Wracam się do kuchni, ale nie ma - no musiał reżreć. Ale tak ekspresowo to zrobił, nawet bez oblizywania się, mlaskania. Nic. Jakby nie to, że był w domu tylko On i ja, to byłaby to zbrodnia idealna. :jumpie: