Witajcie, ja mam dokładnie ten sam problem. Przygarnęłam błąkającą się sunię (jest z nami od 2 tyg) i makabrycznie podgryza w zabawie. Mam siniaki na rękach, podarte ubrania i wracam do domu brudna...Sara (nowe imię) jest wspaniała, łagodna, kładzie się na plecy kiedykolwiek do niej podchodzę (lub kiedy dzieci podchodzą) jednak kiedy ją spuszczam ze smyczy jest jak wulkan energii i szaleje a kiedy podbiega do mnie galopem to wiem że zaraz skoczy lub chwyci zębami. Staram się z nią wychodzić na spacer lub bawić przy domu rzucając patyki żeby tą energię rozładować ale to tylko ją pobudza! Dziś mnie tak boleśnie złapała że graniczy to z ugryzieniem a nie podgryzieniem. Raczej nie działa na nią przerwanie zabawy bo to duży pies (coś na kształt goldena tylko że kundel) i kiedy ja nie chcę się bawić to muszę ją oboma rękami przytrzymywać i kłaść na ziemię albo przypinać żeby nie mogła mnie dosięgnąć zębiskami (a ma spore). Poza tymi napadami szału jest po prostu kochana: całą noc śpi na korytarzu (odpukać nic nie pogryzła), jest psicą która pakuje się na kolana pyskiem żeby ją głaskać. Kolega który zajmuje się hodowlą psów i sam ma własne dość "ciężkie" rasy (dog argentyński) powiedział że muszę jej wlać żeby załapała ... jakoś ta teoria do mnie nie przemawia. Po pierwsze wydaje mi się że ona już dostała w kość od życia a po drugie kiedy odruchowo chlapnęłam ją w kufę kiedy mnie przygryzła to ona mi oddała jeszcze mocniej ;-)
Mamy ją już 2 tyg czy dopiero 2 tyg- i żadnej poprawy po "przerwaniu zabawy". Sara ma około 10 miesięcy więc może to po prostu młodzieńcza głupota? i minie z czasem?