Obawiam się, że moja relacja zajmie trochę, więc proszę z góry o wyrozumiałość ;)
Mamy 13-letnią jamniczkę, w młodości chorowała na łysienie za uszami zdiagnozowane jako nużyca, ale włosy odrosły dużo, dużo późnej, długo po zakończeniu leczenia. Wydaje mi się, że łysieje również "pod pacham". Czytałam też o takich "czarnych plamakch" występujących na brzuchu - myśleliśmy, że to brud, ale nie schodziło ;) - także posiada też coś takiego.
Ponadto od co najmniej kilku lat ma taki duży, wydęty brzuszek, który, jak sądziliśmy jest wynikiem jej otyłości - wiem też, że nie musi być to objaw Cushinga (do którego usilnie zmierzam), ale może.
Sunia jest po przejściach - miała usunięte 2 razy guzy na sutkach, a i teraz byłaby konieczność ponownej operacji.
Jako średnio - stary pies (napewno dobre kilka lat temu) leczona była na kręgosłup z powodu paraliżu - i teraz nie wiem, czy w efekcie tego, czy Cusinga (do którego wciąż uparcie zmierzam) ma "na stałe" jakby zmniejszoną siłę mięśniową w tylnich łapkach, które się chwieją.
W zeszłym roku przeszła coś, co w efekcie było chyba jakimś kryzysem nerkowym - podejrzewano najróżniejsze rzeczy, od bebeszjozy do mocznicy. Piesek zaczął początkowo kooopkać na jaśniejszy kolor i zakańczał sprawę krwią, następnie pojawiły się wymioty, potem wymiotowała nawet wodą (każdą wypitą ilością), wyglądała jak 100 nieszczęść, ledwo została odratowana kroplówkami, stan był taki, że nie dało się pobrać krwi do badań, w końcu okazało się, że podwyższone są wskaźniki nerkowe i wątrobowe. Badania po ustabilizowaniu stanu psa wykazały wyniki prawie w normie (nie pamiętam w tej chwili, ale jeden z ww był podwyższony).
Nasz koszmar powrócił jakieś 2 tygodnie temu, pies dostał rodzaju "zapaści" - nie wiedzieliśmy czy to zawał, zapaść, ale wyglądało, jakby... zdychała........ Jakby zemdlała, ale jakimś cudem, właściwie sama z tego wyszła i po 2-3 dniach wróciła do "normy" czyli 3/4 dnia snu i troszkę ruchu.
NIestety byliśmy na urlopie i diagnoza możliwa była po ok 10 dniach od zdarzenia. Konsultacja kardiologiczna wykazała znaczny przerost serca, tachykardię (czyli za szybki "puls") słabą wydolność oddechową i zmiany na śledzionie - ogólnie nie pozostawiająca większych nadzieji, niestety........... Ogólnie taki stan może psu powtórzyć się w każdej chwili i ............
Dlatego mam pytane do Was, czy komuś wygląda to znajomo, czy może to być Cushing??? Czy problemy z sercem mogą być spowodowane nadczynnością kory nadnerczy? Czy po prostu nie ma co się łudzić, bo w takim stanie pieska łatwiej jest wierzyć, że można go uleczyć, niż że w każdej chwili może paść na serce???? Byłabym serdecznie wdzięczna za każdą opinię.
Pozdrawiam.