Nigdy nie pisałam na tym forum tylko podczytywałam, ale dzisiaj po zaledwie miesiącu choroby odszedł mój ukochany przyjaciel Cezarek. Nie mogę się z tym pogodzić, tak szybko to poszło, miał niecałe 11,5 roku. Miesiąc temu pies nagle osłabł, okazało się ze ma guza na śledzionie, operacja w ostatnim momencie. po operacji miał sie dobrze, dochodził do siebie i dobrze sie czuł.I nagle po dwóch tygodniach znowu pewnego dnia zasłabł, okazało sie ze są przerzuty na watrobę, a za pare dni były juz na trzustce i pecherzu, zaczeła mu sie w brzuchu woda zbierać, nie maiła sił wstac, nawet nie miał siły sie załatwić.dzisiaj został uspany, został pochowany w swoim ulubionum parku z ulubioną maskotką. Serce mi pęka, razem z mężem nie możemy sobie z tym poradzić, był jak nasze dziecko, najlepszy przyjaciel i ukochany członek rodziny, bez niego już nic nie bedzie takie samo:(((