-
Posts
33 -
Joined
-
Last visited
Converted
-
Biography
Kapelusznik notoryczny, szary obywatel, Jeep-maniak, obserwator, zbieracz wrażeń.
-
Location
Kielno
-
Interests
fotografia, włóczęga.
-
Occupation
Swój pracodawca
wlowik's Achievements
Newbie (1/14)
10
Reputation
-
Witam. Każdy, kto adoptował zwierzaka ze schroniska wie, że jego wychowanie to nie "chleb powszedni"... A szczególnie gdy ten zwierz jest inteligentny, sprytny, silny i ... ma przeszłość. Nie wiadomo na jakim etapie życia coś go zmieniało, co i jak bardzo... Dajmy na to jedzenie... Bosman na początku rzucał się na michę z chrupkami jak opętany, jakby go głodzono od wieków. Łykał wszystko pełnym pyskiem, rozsypywał i nie zbierał, potem szybko zalewał drugą michą wody i gnał w podwórko. Nie interesowały go twarożki, mięska i skórki z kurczaka. Łykał chrupki... Często po takim daniu wtrząchniętym na szybko miał "cofkę", której już nie tykał. W ogóle, to nie zbierał niczego z ziemi (to dobrze), ale nie chciał też niczego z ręki (niby też dobrze, ale...). Nie było go czym przekupić. Zabawka w pysku i "nie oddam", a smakołyki "olewam". Od czego zacząć ? Kiedy dałem Oggiemu surowe jajko, to wziął ostrożnie do pyska, ogon w górę i w trawę. Tam ostrożnie, przytrzymując łapami, zrobił zębami parę dziurek i wylizał aż do suchych skorupek. Skorupki potem też wtrząchnął... Bosman z jajkiem w pysku spojrzał na mnie ze zdziwieniem i wypluł... Jajo spadło na podłogę, rozbiło się i rozlało, a on nic... Ominął. Jak próbowałem z kręceniem i toczeniem, to dopadł, rozdeptał i zostawił... Widać w życiu nie miał z czymś takim doczynienia. Podobnie z kubkiem od śmietany, surowym mięsem i innymi kuchennymi smakołykami. Jedynie mleko rozpoznawał i aż świecił oczami na widok kartonika. Do dzisiaj jest "wybredny" i niektóre szmakosy go nie nęcą, chyba, że zobaczy jak Oggie się zajada, to też jest gotów spróbować. Nie robiliśmy eksperymentów żywieniowych, oba dostawały to samo i tyle samo, o tych samych porach 2 razy dziennie. Teraz już Bosman je spokojniej, czasami coś zostawia na później, tak jak Oggie. Wie, że nie zabraknie. Zadziwiające jest to, jak niewiele o smakach wiedział taki roczny pies. Sadzałem go więc przy sobie przy stole w kuchni i jedząc na szybko spreparowany obiadek gadałem co i jak smakuje, próbowałem i częstowałem. Jak widział, że mi smakuje, to chętnie próbował, wylizywał talerze, nawet z łyżki jadł. Tu, mówiłem, jest jajecznica, dobra, prawda, a z tej strony musztarda, która nie jest dobra... pali w język. Prawda że [B]nie[/B] dobra ? A on całe to gadanie wchłaniał jak gąbka. Nie należy do "dziadów", które ciągle pod stołem się ślinią, więc nasze kulinarne pogawędki musiałem jakoś aranżować. Oggie w tym czasie pilnował ogrodu i kotów. Bo normalnie, to Oggie ma pierwszeństwo "przy stole" . c.d.n.
-
Adres już działa. Gdzieś mi wsiąkła jeszcze jedna karta pamięci, tak ze 2 GB, ale wrzuciłem w zamian fotki z telefonu, którym posługuję się na codzień, stąd kiepściejsze, ale są. Witaj [B]epe, [/B]faktycznie coś w tym jest... Na dzisiaj koniec, bo wstać trzeba o 5... pozdrawiam wlowik.
-
... Pamięta ktoś jeszcze ? Minęły dwa lata (ponad) jak Bosman jest z nami. I chyba jest szczęśliwy, tak jak i my. Lęki minęły, towarzystwo Oggiego mu dopisuje, żadnej choroby trzustki nie ma ... No i pracuje, tak jak chciał. Właśnie ładuję na Google znalezione z tych lat fotki całego stada, więc wkrótce podrzucę linka. No i pewnie coś nagryzmolę, bo pogoda nie nastraja do czegoś innego. pozdrawiam wlowik. ...noo, już jest adres: [url]https://picasaweb.google.com/104797569744430696013/StadoDomowe?authuser=0&feat=directlink[/url]
-
No to i ja się odezwę... :p Minęło kilka miesięcy od kiedy jest z nami Bosman. Prawie pół roku... I wygląda to tak, jakby był z nami od zawsze. No, prawie... Nie wszystko o sobie jeszcze zdradził. Ale widzę, że już nie ignoruje tego, co mu nie pasuje i gotów jest do kompromisów. To prawda, że "rozkręca się" w mgnieniu oka, jakby miał ADHD, ale da się to przeżyć. Trzeba z nim tylko dużo rozmawiać... Wiem, to zwyczajny monolog, ale jemu pomaga. I nie wystarczy powtarzać tego samego, on lubi nowe słowa. [B]Zabawy[/B] Z Oggim już się rozumieją bez tłumacza. Sami wymyślają zabawy, warczenia i gonitwy. Hitem jest ostatnio żonglerka kolorowymi miskami. Pewnie dlatego, że zabawki poginęły w śniegu. Wygląda to tak, że Oggie podskubuje Bosa za łapy, Bos odwarkuje i biegnie po miskę, a z miską pędem wokół domu. Oggie za nim pełnym galopem... Jak za długo nie może dogonić, to przybiega po drugą michę, za nim Bos ze swoją w pysku, ale już chyba mało atrakcyjną, więc gonitwa teraz za Oggim... Oba psy z michami w pyskach, warcząc na siebie i szturchając się miskami, gubiąc je i odnajdując, biegają pędem po całym terenie... Chwilami wygląda to jak kolejka śmierci w lunapatku : lokomotywka Bosman i wagoniki Oggie, dyndające się na boki i zarzucające na zakrętach... Do upadłego...:lol: A ja potem zbieram te miski z całego podwórka, bo tam gdzie padną, tam zwykle zostaje sprzęt... Przy powtórce, którą prowokuje najczęściej Bosman, idą następne miski, potem zamarznięty czerwony sweter, potem oberwana gałąź sosny, potem drobne szczapy do kominka... a potem od początku... Tą zabawę powtarzają kilka razy na dobę, bo jak wracam z pracy, to wszystkie zabawki są "w terenie". No i po przywitaniu serwują mi następny pokaz... Byle co w pysk i w nogi ! :eviltong: [B]Fajerwerki sylwestrowe.[/B] Oggie w domu położył się spokojnie przy kanapie i udawał, że śpi. Bosman koniecznie musiał obszczekać to coś, co strzela i błyska. Wyszedłem więc z Bosem przed dom i podziwiałem. Ja jemu tłumaczyłem z czego się to bierze na niebie, a on odganiał szczekaniem, by nie przyleciało za blisko. Chyba mu zaimponowałem tym spokojem, bo on chwilami bardzo się denerwował, ale przetrwał bez chowania się w budzie albo w domu. Tylko przychodził do mnie usiąść na stopie, przytulić do nogi i uspokoić.;) [B]Koty. [/B] Generalnie, to one się boją Bosmana, bo jest okropnie ciekawski. No i ogłusza je jednym szczeknięciem. Siedzą wtedy w łazience na piecu i grzeją futra. I jest dobrze... :evil_lol: [B]Samochód.[/B] Ciągle jest obiektem polowania... Choćby był i pół kilometra za polem... Co innego jak nim jedzie. Może jeszcze nie najspokojniej, ale da się już wytrzymać. Będzie z niego dobry podróżnik.:multi: pozdrawiam wlowik.
-
Kapitan Oggie dowodzi bez wstrząsów. No i dobrze jest, bo najwyżej Bosman powarkuje a nie atakuje. Nawet przy witaniu się nie robi głupot, choć przy bramie jest pierwszy. Rany oczywiście nie były poważne (jak na psa...), ale opatrzyć było trzeba dzięki czemu miałem okazję poznać uległość Bosa wobec zapachu medycyny... Spirytus wylizał :crazyeye:, plastrem się okleił, a kompres jałowy wtrząchnął ze smakiem. Ale zabandażować się pozwolił, i do dnia następnego nie rozpaprał niczego. Wprawdzie chwilę później obsikał ścianę w pokoju... ale rozumiem... nabzdręgolił się tym spirtem. :cool1: W ciągu doby wszystko się zagoiło i opatrunek został zdjęty za pomocą nożyczek (odcięcie od futra), a nie zębisk Bosmana. Po tej "potyczce" Bosman odstąpił Oggiemu budę na noc... I oba spały obok budy... Oggie najwyraźniej nie rości sobie praw do spania w domku, woli otwartą przestrzeń. No, w ostateczności wciska się na materac między budą a ścianą domu. To mu pasuje tak bardzo, że wczoraj wygonił stamtąd Bosmana... [IMG]http://www.mag.wrota.net/pazdz09/100_0250.html[/IMG] ...miało być zdjęcie, ale za cholesterol nie chce się wkleić... Lepiej popatrzeć na wszystkie : [URL]http://www.mag.wrota.net/pazdz09/socjalizacja.html[/URL] no może prawie ... Bo przeszły cenzurę Asieńki. c.d.n.
-
No i mieliśmy nowy przewrót... :evil_lol: Znowu nie wiadomo kto rządzi... A było tak. Wyszliśmy na niedzielny spacer na pole, oba piesy w kagańcach i na luzie, oba rozbrykane i radosne, tylko Oggiemu kaganiec zawadzał. Niby nic, ale jak tylko przystanął by skrobnąć łapą po nosie, to Bosman był już z warkotem na jego karku. I tak coraz częściej i agresywniej... Już chciałem odwołać Bosa na smycz, ale nie zdążyłem... Na moich oczach Oggie pozbył się kagańca zaczepiając pasek o kolczatkę Bosmana (sama wywraca się na lewą stronę co ma swoje zalety, ale nie w tym przypadku), i galopem puścił się w naszą stronę. Radosny jak skowronek ! Tego było za wiele dla Bosmana. Mimo, że był w kagańcu rzucił się na kark Oggiego próbując narzucić swoje przywództwo. Takie dosyć dziwne, bo miałem wrażenie, że chce Oggiego odpędzić od nas. :shake: Kilkakrotnie go zatrzymywał obwarkując i szturchając kagańcem i mimo, że zawróciliśmy po ten nieszczęsny, porzucony sprzęt, że próbowaliśmy odwrócić jego uwagę od Oggiego, zachowywał się po prostu zbyt agresywnie. Oggie jest spokojny i cierpliwy, ale wreszcie nie wytrzymał...:angryy: Nierówna walka nie mogła się skończyć inaczej jak porażką Bosmana. Tym razem nie odwróciłem się tyłem i nie odszedłem, udawałem tylko, że jestem czymś zajęty i nie obchodzą mnie ich porachunki. A porachunki wyglądały tak, że Bosman rzucał się na kark Oggiego, Oggie odgryzał się i odsuwał, Bosman atakował ponownie i ponownie zostawał powstrzymany, powtarzał to kilkakrotnie, aż Oggie postawił sierść na karku i z pełną pasją, jak lokomotywa natarł na Bosa... Szast prast i po krzyku... Kilka sekund potrzymał Bosa na ziemi i wystarczyło. Wprawdzie ten kłapał jeszcze pyskiem w kagańcu, ale był pokonany, o czym wiedział. Dalej spacer był już normalny, chodzenie na smyczy też i przyzwyczajanie do ulicy również. Normalne dwa kumple i już.;) Dopiero w domu wyszło na jaw, że Bosman ma "ranę kłutą" na jednej łapie, i "ranę szarpaną" na drugiej... A zachowywał się przez cały spacer jakby nigdy nic... Nawet przez chwilę nie pokazał, że jest poszkodowany. :-( Tak się już wcześniej zastanawiałem, dlaczego Oggie tak łatwo oddał władzę młodszemu Bosowi. Nawet nie został draśnięty... A tu pokazał, że nie zniesie takiego poniewierania. Bo faktycznie był ostatnio bardzo źle traktowany przez kumpla, podgryzany, zaczepiany i sztorcowany na każdym kroku. Od wczoraj znowu jest spokój, Bosman bardziej opanowany i mniej szczekania o nic na podwórku. Bos wciąż jeszcze nie zna realiów wsiowej wolności, nie wie kto obcy, a komu odpuścić, i jako przywódca niepotrzebnie się stresował. Ale przynajmniej poznał rolę której się domagał. Za jakiś czas pewnie ją przejmie ponownie...:p Z budą to rzeczywiście problem... Oggie, za nią nie przepada. Tylko dwa razy widziałem, że w niej spał (w noc po przejęciu przywództwa przez Bosmana i kilka nocy później, jak była wichura i grad, kiedy Bosman spał w garażu). Nie widziałem też nigdy by spały w niej oba, chociaż temperatury nocą spadały do -4*C. Będę chyba musiał zrobić przejście do garażu... Coś w każdym razie muszę wykombinować, bo obu do domu na noc raczej nie zaproszę (banda wymorduje nam koty...):diabloti: Na zdjęcia ciągle nie ma czasu, ale postaramy się to zmienić. c.d.n.
-
[quote name='epe']Hi,hi:evil_lol: Ogromne ilości jedzenia to normalne -a o deserek się przypadkiem nie napraszają?;)[/quote] O deserek to One się dopominają i przed jedzonkiem i po... :lol: Ale to wszystko pryszcz... Najważniejsze, co się wydarzyło, to przejęcie przywództwa przez Bosmana. Taki mały bunt na łajbie... A stało się to tak, że Oggie jak zawsze zapluwał grzywę Bosmanowi który właśnie trzymał zabawkę w pysku, ten odwarknął zamiast położyć uszy po sobie i doszło do walki... Wiadomo jakiej, ale groźnie brzmiącej i zakończonej skowytem ... Nie patrzyłem na psy, pozostawiając je same sobie, po prostu się odwróciłem i odszedłem. :cool1: Trochę się zdziwiłem, że pierwszy przybiegł do mnie Oggie, w dodatku kulejąc. Ale uśmiechnięty i zadowolony. Tyle tylko, że okropnie zapluty na szyi... Pogłaskałem, wytarłem kłaki i pomasowałem łapę. Był wyraźnie zadowolony, ale kiedy podbiegł Bosman, delikatnie się odsunął i pozwolił go głaskać. O dziwo, tym razem Bosman miał suchą grzywę, nie płaszczył się jak pokonany, tylko proponował zabawę podtykając kapeć... No więc się bawiliśmy... Oggiemu nie chciało się już biegać, ale wesoło sobie "hopsał" w kierunku rzucanej zabawki, a potem ustępował z drogi pędzącemu Bossowi. Wszystko na wesoło i z merdaniem ogonów... :cool1: Tej nocy Oggie spał w budzie... Nie wiem dlaczego, nigdy nie lubił w niej przebywać.... Ale spał i to jak suseł... A Bosman biegał od płotu do płotu i szczekał. Na wszystko i na nic... Rano był tak mokry i wytytłany, jak tylko może być pracujący pies. Wręcz miałem wrażenie, że słaniał się na nogach. Za to Oggie rankiem wylazł z budy i ostentacyjnie przeciągnął się od nosa po koniuszek ogona, ziewnął szeroko i spokojnie usiadł. Był cieplutki, suchutki i wypoczęty...:evil_lol: Nie wiem jakie są obecnie relacje stadne między nimi... Chyba przywódcą jest Bosman (dominuje szybkością, sprytem, zabiera zabawki kiedy chce, okazuje dominację skubiąc Oggiego za kark, zaczynając jedzenie jako pierwszy, pojawiając się przy drzwiach przed Oggim...), ale to Oggiemu nie przeszkadza, i sądzę, że przez większość czasu dzielą się obowiązkami przywódcy stada. Ta jedna noc była nauczką dla Bossa. Chcesz rządzić ? To proszę bardzo, ja sobie pośpię, a ty pilnuj...:eviltong: Teraz znowu Bosman sypia w budzie a Oggie przed nią, razem biegają do ogrodzenia, nie walczą o zabawki bo wszystkie są Bosmana, oba przybiegają na deser razem... No i generalnie, to jest spokojniej bo Oggie na kapitana to się specjalnie nie nadawał... Może jest doradcą ? :p Nowy samochód przypadł bardzo do gustu Bosmanowi... Wystarczy uchylić bagażnik, a już jest w środku. Choćby tylko posiedzieć... A z kotami ciągle jest jak "pies z kotem". Wczoraj próbował się dołączyć do leżącego na kanapie Frotka, ale kiedy już na nią wlazł (delikatnie jak trusia) i próbował przytulić, to Frotek dał drapaka do łazienki... I po zabawie...:loveu: Kończę, bo siada bateria a prąd wicher urwał... c.d.n.
-
:lol:[quote name='mitunia']Hej, co tam słychać u psiaków?[/quote] :lol: ... Ano, szczekają... We dwójkę, to One są jak stado bawołów... Całe zielsko, łącznie z grzybami, już wydeptały, wykopały parę pułapek na idącego z wodą (czyli na mnie), rozniosły w strzępy kapeć treningowy i jedno posłanie, poobgryzały miski i porwały wiaderko... Jak są same to kombinują razem najgłupsze rzeczy, ale to pewnie z nudów. Jak jesteśmy my, to Oggie idzie odpoczywać, a Bosman nas zamęcza. Wszędzie go pełno do kwadratu. Tak stara się "pomagać", że można dostać świra. Na szczęście w domu już nie szaleje. Czasem tylko coś znowu go zaskoczy... A to woda w kiblu, a to znów lustro w szafie, a to kot na stole (w jego obecności wszystkie koty wieją na piec, albo na strych). Dzisiaj, to musiałem zawołać Oggiego z podwórka, bo Bosman nie wiedział co zrobić z rozbitym jajkiem na podłodze. Dopiero jak mu starszy pokazał jak się zlizuje, to pokapował, że to coś chyba dobrego... Tyle, że było już za późno... Ale załapał, że ta jajecznica na stole i to "coś" pod stołem, to takie samo dobre. Bosman rośnie... Jeszcze trochę a będzie większy od Oggiego. A Oggie przy nim chyba się nieco spasł... (Za motorowerem Bos drałował idealnie przy kole, a Oggie po trzech kółkach usiadł w bezpiecznym miejscu i się nie fatygował...) Kolczatka już nie wchodzi przez uszy, kaganiec trzeba było rozgiąć... Walk o przywództwo już nie ma, czasem tylko Oggie warknie, ale Bos nie jest gorszy i zabawek sobie nie daje zabrać, a Oggie nie naciska. Taka równowaga. Bos szybszy, a Oggie silniejszy. Wyczaiłem jakie jest hasło do puszczenia zabawki... :oops: Wystarczy powiedzieć : kur...a, a puszcza na ziemię, do ręki, pod nogi, siada i patrzy w oczy... Bez emocji, tak sobie, nie kura, nie morwa, nie rura... Jest dobrze. c.d.n. (jutro napiszę więcej, disiaj padam...)
-
[quote name='epe']Mam taką sugestię - niech Bosman będzie sobą!;) On nigdy nie będzie taki jak Oggie - to jak z dziećmi,każde jest inne i w każdym kochamy tą odmiennośc:lol: Najważniejsze,aby Bosman "przyswoił" sobie raz na zawsze,jaką ma pozycję w stadzie! Choć wśród dzikich zwierząt ona nigdy nie jest stała - młodsze "okazy" co jakiś czas sprawdzają,czy już moga przejąć przywództwo!:evil_lol: Z tych też powodów np.w schronach słabe,chore osobniki są zagryzane przez współtowarzyszy![/quote] :lol: Tak, też chcę by był sobą, pragnę mu jedynie "ubrać kubraczek" spokoju i opanowania ! Bliźniaki (tfu!) też ubiera się zwykle tak samo (z oszczędności?), a są wewnątrz całkiem inne. Co dopiero z dzieciakami w różnym wieku... A potrafią się kreować bardzo podobnie. Młodsze starają się upodobnić do starszych. Chcę, by Bosmanowi było z tym dobrze, że jest za Oggim, by sam chciał być taki jak Oggie. Z pewnością taki nigdy nie będzie, ale jego starania zupełnie wystarczą. Różnica wieku nie jest aż tak duża, by starość dopadła jednego przed drugim... A na starość to i rozum mądrzejszy...:lol: Wymiana przywództwa ? Będę się starał, by nie było takiej konieczności, ale gdyby co, to Oggie już był "błaznem" (tym nietykalnym na końcu), i wie że ta pozycja nie jest wcale zła (przy dostatku żarcia i braku zagrożenia dodatkowe profity w postaci pieszczot, brak stresującej odpowiedzialności i ogólna "nietykalność"...). Będzie dobrze.;)
-
[quote name='epe']Matko jedyna -tzw.sajgon:diabloti: To nie spodziewałeś się,że tak szybko Bosman będzie próbował zmienić pozycję w stadzie! Ciekawa jestem kiedy odpusci swe "marzenia":evil_lol: Musisz brać pod uwagę,że może jeszcze znowu próbować -to skubany![/quote] Nooo, ale staram się ugruntować pozycję Oggiego jako kapitana. Myślę, że Bosman już się na tyle zadomowił, że nie będzie tego odbierał jako "odepchnięcia", zresztą zawsze staram się być wobec nich sprawiedliwy, choć obaj są moimi "podwładnymi". Dzisiaj rano pięknie się razem bawiły w "berka", i to bez zabawek, śpią obok siebie, ale to Oggie wybiera gdzie chce leżeć, Bosman biega do płota na "obszczekiwanie" (jak po pierwszej "wojnie"), kość dostaje Oggie (spasie się cholera...) i zostawia Bosowi ile mu się podoba, przez drzwi pierwszy przechodzi Oggie... Oggie pierwszy się wita... Oggie jest spokojny i dość "ciapowaty" więc mam nadzieję wyciszyć w ten sposób wulkan energii Bosmana. Ale Oggie jest pod tym "kubraczkiem" ciapowatości prawdziwym, potężnym wilkiem i nie da sobie "w kaszę dmuchać":diabloti: Bo Bosman rzeczywiście wymaga "silnej ręki". Jest odważny, silny, szybki i zwinny (i wcale nie przeszkadza mu brak "stabilizatora" w hamowaniu), w dodatku jest mądry na swój sposób (to znaczy posiada nieznaną nam wiedzę, w wielu dziedzinach). Chciałbym go "ubrać" w taki "kubraczek" Oggiego. Spokój i opanowanie, a wewnątrz wulkan energii , spryt i rozum. Liczę na pomoc Oggiego. Pozdrawiam.
-
[FONT=Arial][SIZE=2][B]Mija właśnie 1 miesiąc.[/B] Niby to dużo... A to przecież tak mało. Adaptacja młodego człowieka w szkole po pierwszym miesiącu, szczególnie w pierwszej klasie, wśród zupełnie obcych, jest raczej kiepska. Wciąż jeszcze nie zna wszystkich zasad, ograniczeń i obowiązków. Stara się wykazać, znaleźć przyjaciół i odróżnić wrogów... Bosman jest właśnie na takim etapie. Tylko, że on jest psem kierowanym instynktem... Jemu nie wystarczy wszystkiego wytłumaczyć i powtórzyć sto razy. Trzeba "zagrać" na jego instynktach.:evil_lol: Owszem, są lepsze i gorsze dni, ale jest coraz lepiej. Za pół roku Bosman będzie drugim Oggim :loveu: Na dzień dzisiejszy, to odpuściliśmy sobie w tym roku wyjazd w Bieszczady, pojedziemy za rok. Postawiliśmy na "udomowienie" naszego nowego "dzikusa". :diabloti: Tak ze trzy dni temu Bos chciał przełamać dominację Oggiego i pokazać kto tu rządzi. Właściwie to Oggi prowokował do tego zabierając Bosowi zabawki, ale w tamtym momencie nie miał żadnej... Bosman po prostu podbiegł do Oggiego i złapał zębami za kark, tak jak to dotychczas robił Oggie, ten odwarknął i wyrwał się, ale Bos powtórzył atak... Rozgorzała autentyczna walka psów, oba zajadle warczały i szarpały się zębami wcale nie na żarty. W kotłowaninie raz jeden, raz drugi był na wierzchu, ale żaden nie zamierzał odpuścić... Wiedziałem, że same przestaną, ale przestraszyłem się kiedy zobaczyłem krew w pysku Bosmana. I nie troszeczkę, a cały pysk we krwi... Nie dlatego, że Bosman może przejąć dominację, ale, że któremuś stała się krzywda (już widziałem w wyobraźni wyrwany kawał skóry na boku Oggiego gdzie widniała na białej sierści krwista plama...). Zerwałem się z ławeczki i wrzasnąłem "dość!", ale one jakby nie słyszały... Oggie jest cięższy, a Bosman właśnie wywalił go na bok i chciał odwrócić brzuchem do góry (oznaka uległości), tego Oggi nie wytrzymał, i jakby w niego piorun strzelił, zerwał się na cztery łapy, zaatakował i w sekundę miał Bosa wywróconego brzuchem na wierzch, wdeptanego w trawę i pokonanego. Teraz bałem się o Bosmana. Oggie przywalił go swoim ciężarem, łapą przygniótł gardło a zęby wbił w udo... Warczał i ściskał, aż Bos przestał kłapać zakrwawionym pyskiem i zaczął skomleniem błagać o litość. Był tak "wpieniony", że gotów był zrobić prawdziwą krzywdę... :angryy: Przerwałem tę krwawą jatkę wykrzykując niecenzuralne słowa i szarpiąc oba psy za karki, niech wiedzą kto tu rządzi. Jak dość to dość. Jak tylko przestały kłapać pyskami spuściłem z tonu, przytuliłem oba i uspokoiłem... Bosman pokornie okazał uległość Oggiemu kładąc się przed nim i pokazując gardło, Oggie pomerdał ogonem i już było dobrze...:loveu: Stare prześcieradło i wiadro wody pozwoliły doprowadzić psie wizerunki do porządku. Cała krew pochodziła wyłącznie z przygryzionego języka Bosmana, żadnych ran kłutych, czy szarpanych nie było... Ale grzywy zaplute były tak, że dopiero szczotka je naprostowała. Trochę w tym mojej winy, bo traktowałem je oba jednakowo, a trzeba było respektować prawa stada. Jeśli Oggie jest kapitanem, to powinien być traktowany jak kapitan także przez nas... Od tego czasu Oggie dostaje miskę pierwszy (Oggie z lewej !), Bosman czeka w pozycji "siad" jakieś 3 sekundy i dostaje swoją (Bosman z prawej!). Nie rzuca się już na żarcie jak opętany więc nie rozsypuje połowy i nie przewraca michy zanim ją dostanie.:loveu: Pachnąca kość też trafiła do pyska Oggiego (Bos dostał tylko małe ciasteczko), ale już po 20 minutach przyszedł do mnie pochwalić się tym co zostawił mu Oggie... Prawie całą. I oba były szczęśliwe... Po skoszeniu trawy w ogrodzie (pierwszy raz w tym roku) znalazło się mnóstwo zabawek. Piłki, gryzaki, patyki i szyszki. Oddałem im także schowane w garażu (Bos je odnalazł) gryzaki od Kari. Miesiąc temu były zarzewiem konfliktu, teraz pretekstem do zabawy. Bosman prawie już nauczył się chwytać w pysk dwie zabawki, tak jak Oggie, ale jako smoczka używa piszczącego samochodu, a ten jest za duży, by coś jeszcze wepchnąć do pyska... Koty w domu są już bezpieczne (no, może z wyjątkiem Pikusia...:eviltong:), na dworze bywa różnie. Póki nie uciekają jest dobrze, a że prawie zawsze chcą czmychnąć przed wścibskim psim nosem, to robi się gorąco. Wczoraj Irokez wiał przez ogród, za nim niespiesznie gonił Oggie, a za Oggim Bosman, próbując wyprzedzić blokującego go celowo Oggiego...:lol: Dzisiaj po spotkaniu Bosmana z Irokezem została w pysku Bosa kępka futra Irokeza... Zrugałem go jak Święty Michał diabła i miałem wrażenie, że to pojął. Irkowi nic się nie stało, ma ciut rzadsze pierze na pupie (jest za gruby i nie mieścił się pod szafę w garażu, ale chyba się bardzo nie przejął...). Przez szybę patrzą już wszystkie na siebie spokojnie... Po niedzieli spróbujemy jazdy samochodem z dwoma "potworami" na pace. Kratka z osłoną i osłona szyby bocznej zrobione... Tylko jak je oba zapakować do środka ? :shake: c.d.n. [/SIZE][/FONT]
-
Psy mają nowe kagańce. Bosman już obyty z żelastwem na pysku radzi sobie doskonale. Nawet końskie łajno potrafi przez niego wtrząchnąć :angryy:, ale widocznie mu smakuje, bo kocie w garażu również ... Oggie jest za to załamany... Nie potrafi w nim nawet oddychać, nie wspominając o chodzeniu. Ale uczy się... Na razie ściągać na każdym kroku pchając pysk w krzaki i trawy, tarzając we mchu, skrobiąc pazurami. Próbował już chyba wszystkiego, łącznie z zastosowaniem czterech łap (jak koty), zaczepieniem o Bosmana obrożę, stukaniem po naszych nogach... Pewnie się kiedyś nauczy jak znieść tę "niewolę", na razie nie bardzo mu idzie. Cierpi. Jak już pisałem, Oggie bardzo się zmienił pod wpływem Bosmana. Nie jest już tym "błaznem" w stadzie, co to go nawet koty ustawiają. Teraz to On ustawia otoczenie. Stąd te problemy z kozą (wyzdrowiała i ma się dobrze), z Bamboszem (też nic mu się nie stało), i z posłuszeństwem na spacerach. Na szczęście to rozumny ON wychowany wśród nas. Koty wyraźnie broni przed Bosem, o zabawkę już walczy tylko pro forma (jak pokaże, kto tu rządzi i odbierze, to zaraz porzuca, bo wie, że zabawka potrzebna jest Bosowi jak smoczek), a na smyczy idzie przodem, przed Bosem. Nauczył się też od Bosa, że huk wystrzału nie jest taki straszny, że nic mu nie grozi, i nie musi pędem wpadać do domu. :eviltong: Na spacerze zauważyliśmy wyraźnie, że Bosman boi się pędzących samochodów. Panicznie. Na razie z odległości 50 metrów od szosy trudno mu było się opanować. Miotał się na smyczy, skomlał, szczekał i był bardzo rozdrażniony. Powoli będziemy podchodzili bliżej, ale na razie o chodzeniu po asfalcie możemy zapomnieć. :placz: Dom, to też nieco dziwne miejsce dla Bosa. Inne zapachy, jakeś koty, dziwne urządzenia (pralkę obszczekał, ale jej nie omija), lustro jakoś toleruje, ale zawsze sprawdza, czy ja to ja, kibel z wodą jest jak kałuża, a wanna to coś niebezpiecznego... No, może za wyjątkiem wody, która gdzieś tam leci... Tak czy inaczej domaga się codziennej wizyty w domu i pokazania od początku wszystkiego. A najbardziej to lubi chyba spiżarkę i jej zapachy... Przy każdej wizycie namawiam go by się zrelaksował, usiadł, położył, odpoczął. Czasem skutkuje.;) Tropienie kupek zakończone... Jak już pisałem, obserwowałem kupy Bosmana, bo to ważna wskazówka przy podejrzeniu choroby trzustki. Były mniejsze od Oggiego i po tym je można było odróżnić... Do czasu. Któregoś dnia trafiłem na "piękną", prawidłowo uformowaną, wręcz wzorcową kupę na środku ścieżki tuż przed domem... Pomyślałem, że Oggiemu władza uderzyła do głowy, a kupa do ....y. Na żadnej drodze nie robił tego nigdy. Ale taką wielką to tylko On mógł tu posadzić. I to był błąd w rozumowaniu. Następnego dnia Bosman pokazał co On produkuje...:crazyeye: Rozmiar tego "czegoś" był powalający... Drugi Oggie... Tak mi się coś zdaje, że odblokował się psychicznie i wreszcie wypróżnia się normalnie, bez zahamowań. A teren traktuje jak własny. Ten "klocek" na ścieżce był pokazowy. Ja tu mieszkam.:diabloti: Powoli dociera do niego, że tu nie jest tymczasowo, tylko na zawsze. Nie "nosi go" już tak kiedy wychodzę do pracy albo odjeżdżam samochodem, porusza się spokojniej i nawet sypia w różnych miejscach, nie tylko koło budy. Przy nodze chodzi na razie tylko przy mnie, przy Asi ciągnie, a przy Wiktorze jest nieznośny. Ale się przyzwyczai, że my wszyscy jesteśmy rodziną i z każdym z nas jest bezpieczny. c.d.n.
-
[quote name='epe']Często myślę,że psy wiedzą dokładnie co do nich mówimy.Zwłaszcza,jeśli często mówimy;) Widzę,że tzw.brzydkie wyrazy dobrze skutkują nie tylko na mojego Krystka:evil_lol: Oczywiście nie za często -wtedy mają podwójną moc:evil_lol:[/quote] Pewnie ! Nie zawsze dokładnie, ale rozumieją. Często, to co wypowiadamy, nadajemy telepatycznie i One to chwytają. Ot taki Oggie, kiedy to piszę, podnosi łeb i patrzy na mnie... Oggie ! I jeszcze się dziwi, że mnie nie słyszy... A ja tylko piszę literki myśląc o Nim.:loveu: Bosman na razie jakby głuchy... Eee, nie ! Tylko czemu patrzy na Oggiego, to ja nadawałem ! Albo Oggie mu przekazał, albo nie wie, że to mnie odbiera.:lol: Wczoraj Oggie pokazał, jak się straszy konkurentów "napadając" Bambosza ... Dużego, białego szpica o dominującym charakterze. Zawsze się razem bawili, a od kiedy Bambosz chodzi na smyczy, to wcale go nie zauważał. No i masz, chwila nieuwagi i tarmosił go za grzywę nie bacząc na smycz, obrożę i właścicielkę... :oops: Mamy przechlapane u sąsiadów...:placz: Kagańce już jadą, a dzisiaj tylko na smyczach. Chodzą jak trusie... I nawet się z tego jakby cieszą, że utraciły nieco wolności. Sąsiadów mamy na szczęście wyrozumiałych i cierpliwych, rozumiejących problemy z "dotarciem" się takiej sfory. A ON-ki się docierają. Już nie warkotem i skowytem, a bardziej pokojowo. Biegają razem, nie jeden za drugim, a obok siebie, prowokują wzajemnie do zabawy podszczypywaniem kostek, trącają się nosami i bokami... Nie walczą o zabawkę, tylko razem ją tarmoszą. Wielkie kości Bos obgryza już kiedy chce, na oczach Oggiego, a wodę piją już nie każdy ze swojej miski, ale jak popadnie... No i śpią bok w bok, bo tak pewnie cieplej. Bosman wyraźnie uczy się wyciszać, reaguje błyskawicznie, ale potrafi też coraz szybciej ochłonąć i uspokoić. Wprawdzie pożera jeszcze wszystko jak głodny wilk, ale już coraz spokojniej. Dziś nawet nie chciał prasowanej kosteczki na deser, w przeciwieństwie do Oggiego, który pociamkał, rozmiękczył i zostawił... Jutro zobaczymy, czy Bos dokończył. p.s. fotki wkrótce, ale ciężko je robić mając 2 wilki na sznurkach...:evil_lol: c.d.n.
-
[quote name='mitunia']Nikt się nie obraził ;) Powstrzymuje się tylko od dawania rad, bo widać mamy inny pogląd na wychowanie psa. :cool3: .... Pani doktor mówiła, że te leki nawet po odstawieniu będą jeszcze jakiś czas działać, tylko słabiej, ale super, że już ich nie bierze. ... Jeśli chodzi o Fishera, Corena i jeszcze wiele innych oczywiście znamy.... Co do gazety, jestem pewna, że psu nie stanie się krzywda. :lol: Nie sądzę tylko, aby chłopak się nią przejął :evil_lol: Taki mały twardziel z niego :evil_lol: PS. Kari komputer odmówił posłuszeństwa i na razie stoi spakowany w torbie i czeka na naprawę. Odezwie się jak się dorwie do jakiegoś kompa.[/quote] Dzięki, wszystkie rady są cenne, jest nad czym myśleć i dopasowywać do warunków, a poglądy są zwykle inne tylko z powodu różnego nazewnictwa tych samych rzeczy. :lol: Zmniejszaliśmy dawki stopniowo, ale już widać, że jest lepiej :loveu: Z tego co przeczytałem i wciąż czytam muszę wybierać intuicyjnie... nie ma innej rady, każdy pies jest inny. Do jednego "dociera" szept, drugiego trzeba zrugać, a na trzeciego obrazić (:oops:, no przesadziłem). Bos się nie przejął, i nie o to chodziło, chciałem by się zorientował kiedy mi coś nie pasuje, coś mi się nie podoba. Przecież jeszcze słabo się znamy. Oggie wie, że jak przeklinam, to coś nie jest w porządku i trzeba przemyśleć działanie, uspokoić się, wysłuchać. Bosmanowi to na razie ganc e gal, chociaż już nie zupełnie. To taka nasza droga do porozumienia. Dzięki temu, jak Bos zakręca się za ogonem, to mówię Oggiemu : "ty, weź mu coś powiedz...", i Oggie biegnie i trąca nosem Bosmana, a ten przestaje świrować. :evil_lol:. Może dzięki temu się zorientuje, że nam ten "taniec" nie pasuje. Jeśli to psychosomatyczne, to przejdzie, jeśli fizyczne, to pokaże to inaczej. Pozdrów Kari, koniecznie. ;)
-
[quote name='kuleczka']No i obaj mnie witają przy furtce, bo jakoś rozróżniają dźwięk mojego samochodu, że gdy tylko wyjadę zza zakrętu oni stoją przy płocie i biegną wzdłuż, żeby być od razu, jak tylko będę w furtce. No i merdają ogonami :)[/quote] He, he, he. Sam to widziałem. Mnie tak nie witają, bo mam cały tłumik :lol:. Dopiero jak podjeżdżam pod bramę zrywa się Bos i gna jak szalony, gotów przeskoczyć płot. Oggie wstaje i ziewa dopiero jak wysiadam z samochodu, a przy bramie jest jak już ją otwieram. Leniuch z niego i tyle...;) Dzisiaj Bosman znowu pomagał przy samochodzie. Wylał olej, wyłączył lampkę z kontaktu, wrzucił kapeć pod auto, wyciągnął klocek spod koła, przeliczył klucze... No, jednym słowem idealny pomocnik :oops:. Aż przekląłem szpetnie, ale On się tym nie przejął :lol:. Zrobiliśmy jednak co było trzeba i poszliśmy na obchód. Za domem spotkaliśmy Irokeza, którego Bos potraktował jak intruza i obszczekał pięknym basem, ale po wytłumaczeniu, że to swój, odpuścił zupełnie. (... ot, właśnie drą się na dworze obaj, chociaż już mieli pójść spać...) Generalnie, to w domu ich nie zaczepia (Pikuś wieje zawczasu gdzie pieprz rośnie), ale wyraźnie intrygują go ich zapachy. Dzisiaj nawet odkrył otwór w drzwiach do łazienki, którym przechodzą koty, dzięki czemu łatwiej było mu umyć pod ogonem, bo się pięknie wypiął. A ciągle tam ma jakiś czarny "żużel"... To może irytować... Chyba dziś za krótko się bawiliśmy, bo teraz im odbija... Koty w domu, a One oba latają wokół jak opętane. Bosman tyje :lol:. Nie ma już tak sterczących żeber i chyba przybyło mu na udach. Obserwacja ich kup (sory, ale to istotna sprawa przy podejrzeniu niedoczynności trzustki) nie wykazuje żadnych odbić od normy. Na szczęście Oggie produkuje znacznie grubsze "klocki", dzięki czemu poznać która czyja... Problem tylko w tym, że teraz to się trzeba nałazić po krzakach, bo trawnik służy do biegania. A będzie gorzej jak będzie mokro :eviltong:. Obaj dostali dzisiaj kostki z prasowanej skóry, ale żaden zbytnio się nie przykładał do obgryzania. W końcu Oggie zgarnął obie, ale jedną porzucił w trawie, a drugą ja schowałem do budy. Będzie na jutro, albo Bos znajdzie ją w nocy, bo chyba lubi spać w zaciszu i ciepełku. (ostatnio 9,5*C nad ranem). c.d.n.