Sasza, serdecznie dziękuję za odpowiedź.
Psiakowi nic już nie będzie zagrażało, bo ma teraz swoją własną, ogrodzoną łąkę i ogród na wsi, jednak ja nadal z domu na osiedle wychodzić muszę. Strach pomyśleć co by było, gdybym w tamten feralny dzień szła bez psa :roll:. Teraz chodzę bez Niego - z powodów zdrowotnych musiałam powierzyć Go pod opiekę komuś odpowiedzialnemu, kto mnie zastąpi. Jednak w tej sytuacji tym bardziej muszę chronić siebie, bo już gruba skóra mojego kochanego futrzaka mnie nie ochroni.
Jestem świadoma zagrożeń - jako wieloletni psiarz widziałam niejedno po lasach, np. częste sytuacje gdy "pieseczek" (w tym rasy niebezpieczne) biegnie sobie luzem bez kagańca a właściciela brak, jak się pojawia i pada sakramentalne "proszę wziąć psa na smycz", stwierdzenie: "on nie gryzie!" i zero reakcji na moją prośbę. Niemniej jednak to ostatnie przebiło wszystkie sytuacje, których byłam świadkiem. Trauma chyba już na zawsze :(.
Teraz już mnie nie będzie obchodziło czy gryzie, połyka w całości, dusi czy rozszarpuje. Nie chcę się też narażać na to, że jak ostrzej się upomnę o zapięcie psa, bestia rzuci się na mnie "w obronie właściciela". Dlatego staram się uświadamiać sąsiadów i bliskich - zwłaszcza tych, którzy chodzą z dziećmi na spacery, by mieli przy sobie coś, dzięki czemu nie będą bezbronni w razie gdyby........
Pozdrawiam!