Wydaje mi się, że kursy zoopsychologi powinny być po prostu przeznaczone dla osób, które mają już gruntowną wiedzę z zakresu fizjologi zwierząt itp. Bez tego ani rusz i żadne kursy, ani szkoły podyplomowe nas tego nie nauczą - po prostu nie starczy godzin.
Z tego, co się dowiadywałam na temat europejskiego studium psychologii zwierząt, ukończenie tam kursu wystarczy zupełnie, żeby być dobrym zoopsychologiem, jeśli się skończyło tematyczne studia (zootechnika albo weterynaria), albo chociaż technikum zootechniczne.
Poza tym to studium ma przewagę nad podyplomowymi na WSPS, bo kończy się egzaminem MEN, który uprawnia do wykonywania zawodu. Psychologia zwierząt na WSPS jest chyba raczej dla osób, które chcą swoją wiedzę na temat zwierząt poprawić (hodowcy, weterynarze, pasjonaci itd.), a nie po to, żeby pracować jako zoopsycholog. Poza tym wydaje mi się dość dziwne, że takie studia prowadzi uczelnia psychologiczna, a nie SGGW. Na prawdę psychologia ludzka ma mało wspólnego z zoopsychologią (może tylko sam sposób prowadzenia terapii, bo u zwierząt stosuje się terapie behawioralno-poznawczą, którą przechodzą też ludzie leczący się np. na zaburzenia lękowe).
Jestem dopiero studentką,ale jestem przekonana, że wiedza z zakresu funkcjonowania organizmu zwierząt, ich naturalnych zachowań, fizjologii, rozrodu, czy nawet embriologii i filogenezy jest niezbędna do prawidłowego rozpoznania problemu i leczenia problemów w zachowaniu zwierząt. Być może kurs wystarczy, żeby rozwiązywać podstawowe problemy. Jednak podstawowe problemy często możemy rozwiązać samemu, czytając więcej o naturalnych zachowaniach psa. Niestety czasem przyczyna złego zachowania nie jest tak oczywista i wtedy pojawia się problem. A są też przypadki, gdy wydaje się, że to problem z psychiką, a jest to problem ze zdrowiem. Dlatego uważam, że sensowniej jest, gdy zoopsychologiem jest zootechnik, który na problem będzie mógł spojrzeć całościowo.