Niestety ale mam złe wieści.
Mam bernardyna od 6 lat, w piątek zauważyliśmy pierwszy objaw padaczki, nie był mocny - bardziej wyglądało to na zasłabnięcie. W poniedziałek wieczorem przeżyliśmy istny szok nastąpił kolejny atak o wiele silniejszy, trwał ponad 3 minuty. W wtorek po konsultacji z weterynarzem przepisał niuni karvisan 6 razy dziennie lecz od razu poinformował nas o konsekwencjach. W ten sam dzień miała 5 ataków o których wiem, trwały po 1-2min. Wieczorem po ostatnim ataku miała wymioty a później odeszły jej wszystkie chęci, nie chciała nawet reagować na nasze wołania - po prostu chciała być sama, myśleliśmy, że to już koniec. Ku naszemu zdziwieniu stan Niuni o wiele się polepszył nie zauważyliśmy żadnego ataku, nawet merdała ogonem. Niestety dziś jest o wiele gożej rano nie chciała jeść, był problem by podać leki na szczeście zjadła później lecz trzebabyło dawać jej z ręki, nie było mowy by sama zjadła z miski. Niespełna 2 godziny temu byłem przy niej, nie chciała podejść do mnie, panicznie boi się wszystkich huków czy trzasków, często traci kontak z rzeczywistością - zaczyna mrugać oczami i jakby mdleć lecz po zawołaniu ocknie się, czasem usiądzie. Teraz chyba śpi lecz widać, że czasem się trzęsie.
Teraz co do leczenia, możecie sobie sami policzyć ile wychodzi miesięcznie podawanie karvisanu gdzie jedna tabletka kosztuje 1zł, lek oczywiście pomaga, lecz w tym przypadku nie w 100% widzę iż niunia czasem się męczy. Były rozmowy o uśpieniu lecz narazie powstrzymujemy się od tego, wszystko zależy od tego co przyniesą kolejne dni.
Może podam przykład znajomego, który leczył padaczke u swojego owczarka niemieckiego, pies był leczony przez miesiąc. Kolega wydał mase pieniędzy lecz i tak po tym miesiącu pies zmarł.
Niestety ale padaczki nie da się wyleczyć, co najwyżej złagodzić ją, lecz pieś nigdy nie wyzdrowieje w 100%.
Nie mogę sobie wyobrazić, że niunia już nigdy nie pogoni za listonoszem. Co najgorsze piszecie o napadach agresji, ja takowych nie zauważyłem a raczej paniczny strach, co najgorsze dziś przyjeżdza do nas wójek z niemiec i boję się iż w tych napadach może kogoś ugryźć.
Sam nie mogę się z tym pogodzić bo chciałbym że pożyła jeszcze przynajmniej raz tyle.