Kupiliśmy tego pieska na "psiej giełdzie", nic nie wskazywało na to,że może być chory, nie wiem czy właściciele wiedzieli o tej chorobie. Zaraz jak przywieźliśmy go do domu, biegał po podwórku, tylko jedyną rzecz jaką zauważyliśmy bylo to, że jak poszedł spać leciała mu ślina z pyszczka, zaczął wymiotować 3 dnia i wtedy zaczeły się wzywania wet. Achalazję można rozpoznać wtedy gdy sie zmienia pokarm z płynnego na stały (tak czytałam), a ta kobieta mówiła, że jadł kaszę i mięso, więc myślę,ze powinna już coś zauważyć. Pierwszy wet powiedział, że to mu przejdzie, dostał jakieś zastrzyki i kroplówkę, w zasadzie nie potrafił pow, co mu jest dokładnie, mówił,że to mozliwe,że sie zetknął z innymi psami, w domu mam jeszcze 2 kundelki. Po 2 dniach znów przyjechał i znów mu dał kolejne zastrzyki, stwierdzając, że boli go gardło. Ale poprawy wciąz nie było widać. Są chwile kiedy Maksiu szaleje, jest wesoły a później zaraz smutnieje,ma apetyt ale nie może dużo zjeśc, ma taki atak, jakby chciał wymiotować, dławi się własną śliną. W końcu zadzwoniliśmy do kolejnego wet, i powiedział, że Maksiu ma zwężenie przełyku, dał mu kolejne zastrzyki mówiąc, że przejdzie mu to z wiekiem, a te zastrzyki mu rozszerzą, pomogą. W nocy maksiu był bardzo niespokojny, prawdopodobnie główka go tak bolała od tych lekarstw, że zaczął nią uderzać o podłogę, mama juz nie może patrzeć na jego cierpienie. W końcu po kolejnej konsultacji u jeszcze innego wet, powiedziano,że w takim przypadku może mu pomóc tylko zabieg, który nie jest 100% gwarancją.. Co mamy robić, już sama nie wiem... Czy istnieje rzeczywiście taka możliwość, że z wiekiem mu przejdzie?? co mamy teraz robić, czytałam,że należy takiego pieska karmić na stojąco, żeby miał przednie łapki w górze, czy to pomaga, jeśli ma faktycznie tą achalazję to czy może z nią normalnie żyć bez zabiegu??
Pozdrawiam, Aneta