Ja potrafię się częściowo wczuć w Togę.
Sama mam psiaka podobnego do Lolusia - mały, z urazem kręgosłupa powodującym zanik mięśni w tylnych łapkach, nadwrażliwość nerwową oraz "kurze chodzenie", problemy z wstawaniem. Ostatnio doszedł drugi uraz kręgosłupa - teraz moja psina chodzi kiedy musi, tzn. kiedy jej się chce. Do tego dodam, że po wypadku zaczął tracić wzrok z przyczyn neurologicznych, pod koniec roku widział kontury, teraz widzi tylko jednym oczkiem. Dla mojej mamy jest on "starym zniszczonym meblem, którego trzeba się pozbyć" (wszyscy chyba wiedzą o co chodzi), a dla mnie oczkiem w głowie, całym światem i życiem. Może nie mam takiej sytuacji jak Toga, ze zwierzątkami innymi w domu czy coś, ale samo użeranie się z mamą, gdy psinie zdarzy się ze sikać ze szczęścia kiedy wraca ona z pracy jest najgorszą tyranią.
Pies, ale i każde inne zwierze, które coś okropnego przyżyły dażą cholernym uczuciem człowieka, który pomógł im w cierpieniu, przygarnął - po prostu pomógł. Będzie się do niego garnąć, łasić, próbować się odwdzięczyć, a przede wszystkim być obok bo będzie się bał opuszczenia.
Mam nadzieję, że Lolusiowi poprawi się tak, że nie będzie potrzebował aż takiego nakładu pracy, a przede wszystkim czasu. Że tak jego żywiołowość i ruchliwość się skończy jak u każdego młodego psa. I przede wszystkim, że Lolo nauczy się (a może przyzwyczai - nie wiem jak to określić), że gdy jego ukochana pańcia wychodzi to wróci, za jakiś czas, ale zawsze wróci. Tak jak mój futrzak robi arię, gdy wychodząc wieczorem na pole mój facet wsiada w auto i wraca do domu, a po chwili jest spokój, bo wie, że wróci i słyszy też ode mnie, że nie musi płakać bo wróci do niego tylko się prześpi by mieć siłę się z nim bawić.
Czytając opisy jego zachowania wydaje mi się, że potrzebuje on poprostu zainteresowania, bo nikt wcześniej poza maltertowaniem go innego zainteresowania, ciepła i miłości mu nie dał.
Podziwiam Togę i bubu za trud jaki wkładaja by pomóc Lolkowi, mam nadzieję, że dzięki nim wróci on do pełnej sprawności. Bo z moją psinką niestety coraz gorzej, a nakłady finansowe rosną, gdy mój budżet stopniał praktycznie do zera przez choroby, które się po drodze przyplątały :(