Jump to content
Dogomania

mEFFI100

Members
  • Posts

    32
  • Joined

  • Last visited

mEFFI100's Achievements

Newbie

Newbie (1/14)

10

Reputation

  1. ma się kota i się leży :) [img][URL=http://imageshack.us/photo/my-images/593/h3tu.jpg/][IMG]http://img593.imageshack.us/img593/886/h3tu.jpg[/IMG][/URL] Uploaded with [URL=http://imageshack.us]ImageShack.us[/URL][/img] w kupie raźniej [img][URL=http://imageshack.us/photo/my-images/826/xr8w.jpg/][IMG]http://img826.imageshack.us/img826/5636/xr8w.jpg[/IMG][/URL] Uploaded with [URL=http://imageshack.us]ImageShack.us[/URL][/img]
  2. [img][URL=http://imageshack.us/photo/my-images/27/n04j.jpg/][IMG]http://img27.imageshack.us/img27/9256/n04j.jpg[/IMG][/URL] Uploaded with [URL=http://imageshack.us]ImageShack.us[/URL][/img] a tu moja modnisia przed imprezą urodzinową :D
  3. Muszę dodać, że od ostatniego postu sporo się zmieniło. Santa - owczarek szczeniak, który terroryzował Fufu w pracy znalazł nowy, lepszy dom i odpowiedzialną panią :) Kupiłam auto i przez jeszcze półtora roku jeździłyśmy razem z Funią do pracy. Później niestety szef przeniósł się do centrum miasta i mamy klinikę z prawdziwego zdarzenia. Są pacjenci i nie ma miejsca na pieski. Wszystko się dobrze ułożyło, bo Fufu wychodzi w ciągu dnia na spacerki z synem sąsiadów. Sytuacja domowa nieco się zmieniła :( Dwa lata temu w lutym odszedł mi jeden króliś, w marcu niestety musiałam uśpić mojego wiekowego kocura (nerki wysiadły). Została królica, kotka i Fufu. Kotka się wyciszyła i całkiem posmutniała, więc na co było czekać - w kwietniu adoptowałam kocurka. Teraz mieszkam z przyjaciółką, która wprowadziła się ze swoim owczarkiem - Dinką. Funia przepada za Diną !!! I tak się kręci moja futrzana rodzinka :) Wcześniej bałam się jak to będzie i szukałam domu dla Funi, teraz chodzi mi jedna psina po głowie - nieco w typie Fufu, tylko z rudym i chyba mamy jeszcze dla niej miejsce ... zobaczymy
  4. u góry moja szczęśliwa Funia :) a teraz fota z nową przyjaciółką [img][URL=http://imageshack.us/photo/my-images/580/a73w.jpg/][IMG]http://img580.imageshack.us/img580/6334/a73w.jpg[/IMG][/URL] Uploaded with [URL=http://imageshack.us]ImageShack.us[/URL][/img]
  5. [img][URL=http://imageshack.us/photo/my-images/822/qvto.jpg/][IMG]http://img822.imageshack.us/img822/5442/qvto.jpg[/IMG][/URL] Uploaded with [URL=http://imageshack.us]ImageShack.us[/URL][/img]
  6. Cześć, dawno tu nie zaglądałam. Moja znajda jest już ze mną od czterech lat ! Piąty nam leci :multi: Jest Psem idealnym, cieszę się że nikt jej nie wziął kiedy szukałam dla niej domu. Teraz to nie ten sam psiak, uśmiech od ucha do ucha i pełne boczki. Jak wrócę z pracy to wkleję fotę. Patrzyłam na zdjęcia z początku wątku i muszę coś wkleić dla porównania - to jest inny psiak :crazyeye:
  7. Kota świetnie sobie radzi, jestem pod dużym wrażeniem bo w sumie nigdy nie widziałam trójnoga w akcji. Psom idzie gorzej. Patrząc na ten filmik rzuciło mi się na końcu w oczy coś w formie klejnotów :D, to jest na pewno dziewczynka ??
  8. Wow ! Wręcz niewiarygodny postęp. Moje koty są pełnie podziwu dla 3łapki. Ta dziura wygląda jeszcze tak świeżo, ale widać że się wszystko ładnie goi. Fotki rewelka !
  9. Suuuuper :) Śledzę wątek od samego początku, ale tak tu sobie cicho siedziałam, tzw. cichy wielbiciel Trojki :P Strasznie się cieszę, że kocia wraca do zdrowia i że jedzie do nowego domku ! Za każdym razem kiedy moja kota przychodzi na kizianie to myślami jestem z tą szarą bidulką. Nowi Państwo będą mieli najcudowniejszego zwierzaka pod słońcem. Wiem coś o tym bo mam takich pięć. Pozdrawiam wszystkich Dobrych Człowieków co pomogli Trojce !
  10. Ok, co do strzyżenia to tylko się zastanawiałam, moja wiedza w tej dziedzinie jest znikoma. Do czesania próbowałam szczotki z krótkimi gęsto rozstawionymi haczykami - takiej jak dla kota, ale się nie nadaje. Koty mają miękką sierść, którą toto wychwytuje a ona ma twardy śliski włos. Używam gumowego zgrzebła. Wyciąga bardzo dobrze, tylko się zastanawiam kiedy to się skończy. Jeśli to nie wina sterylizacji i tak będzie co roku, to jestem niepocieszona :(. Ręcznie też ją wyskubuję, pocieszające że to jest mały kaliber a nie łyżew :P Co do szukania dla niej domu to jak zauważyłyście ostatnio spasowałam. Fakt, że psina się wkręciła w miarę bezkolizyjnie w moje życie, aczkolwiek nie do końca. Z jednej strony bardzo ją lubię i pewnie, że bym się martwiła gdybym oddała ją komuś kogo nie znam i nie mam z nim kontaktu żeby to w miarę kontrolować czy wszystko z Fuńcią jest O,K. Z drugiej strony teraz jest jeszcze ciepło i długo jasno, ale deszczowe dni już mnie wyprowadzają z równowagi. Muszę się wyrwać z pracy, omotać sztormiakiem, przelecieć przez Zaspę w strugach deszczu. Później psa ciężko zmusić do spaceru bo deszczu nie lubi. Z rana jak pada to się denerwuję, że ona się nie załatwi a ja muszę ją zostawić w domu i lecieć do pracy. Takie latanie w tą i z powrotem zabiera mi około godziny. Przez to też siedzę do bardzo późna często i potem wracam w sumie już po ciemku do domu. Nie wiem co będzie jak się przeniesiemy do Gdańska i to mnie ciągle martwi. Nawet jeśli kupię samochód to nie przebiję się przez korki żeby psiaka wyprowadzić a potem tam wracać. Nie sądzę żeby szef się zgodził na trzymanie psa w zakładzie połączonym z kliniką i stałymi pacjentami. Zresztą jest to dla mnie zrozumiałe bo sama też bym się nie zgodziła. Nie wiem jak to wszystko będzie ale wciąż mnie to martwi. Wczoraj minęły dwa miesiące jak Fuńcia ze mną mieszka. Pies to duży obowiązek, do tej pory nie miałam bo faktycznie nie mam dla psa czasu. Teraz wszystko się pomieszało i jakoś daję radę ale nie powiem żebym była z tego powodu szczęśliwa. Ogólnie jest mi bardzo źle z tą całą sytuacją. Nie wiem czemu na mnie musiało trafić, a ja mam kurczę miękkie serce i nie zostawię na pastwę losu, tylko czemu to wszystko musi być takie pogmatwane ? Kiedy będzie koniec ? Teraz się jeszcze opiekuję chomikiem, mieszka w szatni na szafie, szef nic o nim nie wie. Moja koleżanka - ta od owczarzycy, przywiozła go do pracy po tym jak się na nią wydarłam. Pies wyciągnął i rozwalił klatkę. Chomik jest lewostronnie najprawdopodobniej ugryziony. Żyje i wygląda mi że sobie poradzi, porusza się, ma apetyt. Nie wiadomo czy go kot capnął czy ten duży szczeniak, cud że żyje. Poprzedni chomik skończył pod kołami rowerka, kiedy jej córka wzięła go na przejażdżkę a następca usechł na słońcu, zapomniany na balkonie. Szlak mnie już trafia na ludzką głupotę. Jakby tego było mało, ta nieodpowiedzialna dziewczyna "wychowująca" dwójkę dzieci nie ma zielonego pojęcia o psach. 4-miesięczna sunia raz dostaje suchą royala german shepard, a za chwilę ma dosypywane chappi, dostaje na raz kilogram żołądków albo gotowanej kiełbasy. Przez te kilka dni kiedy ją przyprowadzała miałam okazję się temu przyjrzeć. Nie wspomnę że pies jest często markotny, zategował nam pracownię numerem dwa, czemu się nie dziwię po takim żywieniu. Kiedy jej tłumaczę że to jest młode zwierzę, powinno jeść kilka razy dziennie najlepiej gotowany drób, ryż, twarożek itp. Mniejszymi porcjami i częściej, wtedy by zaczęła przybierać i nie miała rozwolnienia to słyszę że ona nie ma czasu. A daj dużo bo kiedy pies je to znaczy że mu smakuje i przytyje, no zamknięte koło. Ludzie ręce opadają, ja już mam dość, nie chcę tego wszystkiego słuchać i na to patrzeć i wiem że się nie da. I wiem, że Wy pracując w schroniskach macie jeszcze gorszy obraz tego co się dzieje, zę to co mnie otacza to pikuś ale to jest jakiś koszmar ! Idę na spacer bo się tu irytuję tylko w sobotnie popołudnie grrrrr:cool1:
  11. Hmm, nadal nie wiem co Wam, a właściwie Tobie [B]brązowa[/B] chodziło po głowie. Co do koszyków to wielkie dzięki za podpowiedź, obejrzałam na Allegro i te z zamknięciem mnie przekonują. Muszę się jeszcze zastanowić, bo tak naprawdę to ja za dużo rowerem nie jeżdżę i w sumie kiedy tak maszerujemy przez Zaspę to psina ma przynajmniej spacer zaliczony. Mam pytanie :czemu ona tak kłaczy ? To możliwe, że ciągle jeszcze po narkozie jej włosy wychodzą ? Ciągle ją czeszę i ciągle wylatują kłaki i to w dużej ilości, w domu też pełno tego lata. Ręce mi opadają. Albo przestanie albo będę miała zaraz nagiego grzywacza. Od tygodnia dostaje geriadoga, niedawno ją znowu wykąpałam myśląc że to przy okazji też trochę pomoże i nic, wciąż wyłażą. Czy takiego pieska można ewentualnie dać obciąć maszynką na króciutko ? Póki jest ciepło to może wylazłoby to co ma wyjść i odrosły by porządnie ? W sumie to raczej ona nie wygląda na psiaka do strzyżenia, ale co ja mam zrobić ? Poradźcie coś :)
  12. Dziołchy co mnie tu straszycie ? Co Wam tam po głowach chodzi ?? Ostatnio nie zaglądałam na forum bo jestem zalatana. Teraz wszystko mi się przeciąga bez auta, a do tego jeszcze formalnoście ze sprzedażą tego zgniota itp. Teraz pędzę dzielnie przez Zaspę dwa razy dziennie, żeby psinę wyprowadzić, bo u nas się psie kongo zrobiło. Koleżanka przyjeżdża ze swoim szczeniorem owczarka a moja się jej boi więc nie chcę Funi stresować i narażać na całodzienne towarzystwo Santy. Dobrze, że pracy jest na razie ciut mniej to jeszcze mogę to wszystko jakoś pogodzić. Ostatnio się zastanawiałam, czy Funcia dałaby radę gdybym kupiła kosz do roweru i ją transportowała w ten sposób ? Na razie to tylko pomysł, który mnie samą nieco stresuje więc może nienajlepszy. A zaraz Wam wkleję ostatnią fotę. Już nie pamiętam czy pisałam ale moja psiapsióła znalazła dwa tygodnie temu psinkę na śmietniku i to jest Funci najlepsiejsza koleżanka. Jeszcze nie widziałam żeby ona się aż tak do jakiegokolwiek zwierzaka cieszyła jak do Foxi :multi: [img][URL=http://img513.imageshack.us/i/zdjcie062v.jpg/][IMG]http://img513.imageshack.us/img513/700/zdjcie062v.jpg[/IMG][/URL] [/img]
  13. Brązowa kołnierz mam nosić jeszcze tydzień. Ale co z tym pseudorodezjanem ? Boję się, co to może dla niego znaczyć, że zniknął :/
  14. O mamo :-( ja nie wiem, niech ktoś kompetentny się wypowie co z nim zrobić !
  15. Dam radę na piechotę, pies będzie miał od razu spacer. Tyle gorzej, że teraz nie będę mogła wyjść po południu i pojechać psinę wyprowadzić. Muszę liczyć na wyrozumiałość szefa i zabierać ją już rano. Mam jeszcze tydzień zanim wróci z urlopu. No i ciężko weta czy cokolwiek w ciągu dnia oblecieć bo później siedzę do wieczora w pracy. Wczoraj tata mi pomógł, bo wracałam z Funią ze zdjęcia szwów, jechałam do domu po kota, którego leczę z chorych jelit i skasowałam auto. Do weta dojechaliśmy koło 22, na szczęście tam są też dyżury całodobowe. Żeby tego było mało byłam już umówiona z dziewczynami z Torunia, że odbiorę króliki, które pójdą z SPK do adopcji. Dziś kumpela mi pomogła bo z Zaspy na Osową i z powrotem to byłoby mi bardzo ciężko. I to ciągle nie wszystko, ja z nią znalazłam Funię, namawiałam żeby ona wzięła do siebie bo ma tylko kota a ja całą masę zwierzyny, nie chciała bo ciężko wyprowadzać, ona w pracy mała w szkole a babcia o kulach. Przyjeżdża po mnie, patrzę a ona ma kundelka. Wył całą noc, rano go pod śmietnikiem skulonego znalazła. Wzięła bo co zrobić, kupiła już legowisko, smycz, miski i żarełko, szampon i płyn na pchły. Byłyśmy przy okazji u weta, obejrzał, stwierdził że sunia klinicznie wygląda dobrze, kazał obserwować i jak będzie ok to będzie można szczepić, dał od razu tabletkę na robale. Normalnie cyrk, ludzie ja nie wiem co się w tym roku dzieje :-o Mam nadzieję, że to już koniec. A króliki te przywiezione to niekastrowane samce i mi nieźle śmierdzi. Jeden biedak ma źle zrośniętą łapkę, niepoważna kobieta się pozbywała bo kupuje psa. Prócz tych dwóch w małej klateczce wystawiła jeszcze jednego, mówiła że to nie hodowla, ze to bratowej, nagiego grzywacza i skórę z dzika z racicami. Brak mi słów w ogóle.
×
×
  • Create New...