Kasia77
Members-
Posts
4673 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Kasia77
-
Życie Pinesi wisi na włosku ... Pineska odeszła ... [']
Kasia77 replied to Pinesk@'s topic in Psy, które pożegnaliśmy....
[quote name='Gruba Berta']Pinesiu to juz prawie rok :([/QUOTE] 11miesięcy :( koszmarnych, wytęsknionych miesięcy :(:(:( -
[quote name='Martika@Aischa']Kasiu chciałam przelać całość 360 zł po rozliczeniu mojego bazarku żeby już nie dzielić na 2 lub 3 przelewy. Myślę że na początku przyszłego tygodnia będę mogła już w całości rozliczyć .....jeśli natomiast wolisz na dwa razy nie ma sprawy ....[/QUOTE] nie , nie, moze być później, nie ma sprawy, tylko zobaczyłam ostatnio wpis na pierwszej stronie - przelew za sierpień i sprawdzałam w tą i z powrotem ten swój wykaz wpłat wrześniowych i znaleźć nie mogłam :)
-
[quote name='iwna5702']Wolontariuszka Dakoty niestety nie ma srodkow na hotelik dla suni - ponadto powiedziala, ze stan suni jest bardzo zly, ostatnio nawet nie trzyma quupsi, u Kasi na pewno stan jej polepszylby sie - ale jest kwestia srodkow finansowych.:( Od APSY odnosnie Buby nie mam jeszcze wiadomosci.[/QUOTE] sunia jest chora i kupa leci , czy to już taki ogólny stan , kiedy staruszkom wszystko wysiada ? ona nie jest przeniesiona na geriatrie? nie macie przypadkiem żadnego aktualnego zdjęcia? ......na razie czekam na wieści kto do nas jedzie.....
-
Zimno, coraz zimniej, dni coraz krótsze a Antek dalej bez domu :( Wczoraj przeglądałam wpływy dla Antka i jakaś niedowidząca jestem czy co:oops:, ale nie moge sie doszukać pieniążków za sierpień - 223,80zł - wypisanych na pierwszej stronie. 14go.08 za lipiec wpłynęło 228,80 , następnie 27go.08 wyrównanie- 126,20zł , a tych za sierpień nie widze, którego były przesłane?
-
[quote name='iwna5702'] Co do rozliczen - ja w ub. tygodniu przelalam 110 zl za dojazdy , badanie krwi i Galcean - sprawdz prosze czy doszedl ten przelew na konto - wtedy troszke sie zmieni stan rozliczen.[/QUOTE] Przepraszam, nie zaglądałam ostatnio na konto a umknęła mi informacja, że pieniążki były przelane W tej sytuacji zwrot za wrzesień 240zł i 60 oddaje za gelacan, razem 300zł poszło z powrotem, dziś rano powinno byc na koncie.
-
[quote name='iwna5702'] Wracajac do domku, ze nie ocieplany mialam na mysli dodatkowe ogrzewanie - ale powiem szczerze nawet nie wiedzialam, ze ma ocieplenie scian z tej waty szklanej . Moze byc w nim calkiem niezle zima. Pozostalaby tylko kwestia zorganizowania przewozu - napisalam pw. do Sambo w sprawie drugiego psiaczka - (bo z naszej strony mysle oczywiscie o Amancie) ale jeszcze nie mam odpowiedzi.[/QUOTE] gdyby nie był porządnie ocieplony, w ogóle nie brałabym pod uwagę, umieszczenia w nim jakiegokolwiek zwierzaka, toż to byłoby "mrożenie", a nie dobry dom psiej starości ;)
-
[quote name='iwna5702']Rozmawialam z Kasia . Pusto w domku Sary. Pewnie kolejna bieda znajdzie tam swoj prawdziwy dom. Najbardziej chcialabym, zeby to Amancik pojechal do Kasi. Jemu jest potrzebna bardziej indywidualna opieka, a moze zamieszkalby w domku razem z jakas starsza sunia? . Domek Sary byl budowany najpierw z mysla o Zoranku, bylo to wiosna . Domek nie jest specjalnie ocieplany - ale Kasia na pewno zadbalaby o to zeby psiakom bylo cieplo w nim zima. Gdyby zamieszkaly dwa - moglyby wzajemnie sie ogrzewac, spiac razem. Domek był ocieplany grubo wełną mineralną z każdej strony, łącznie z sufitem i podłogą, ale ogrzewany nie jest, nadchodząca zima będzie dla Nas testem, mam nadzieję zdanym jak najlepiej, bo staruszeczkom MUSI być u nas dobrze. Byłam wczoraj wieczorem u Sary w domku a tam pusto... nikt na mój widok nie podniósł główki, nikt nie czekał.... To była kochana sunia, dobra...., wzruszająca... Żałuje, że nigdy nie miałam akurat pod ręką aparatu albo telefonu, żeby nagrać i pokazać jak Sara cudnie próbowała dorównać w zabawie Fredziowi- małemu pieskowi, zabranemu pare m-cy temu z ulicy przez moją siostrę, Fredziu mieszka z nami po sąsiedzku- za płotem. Sara strasznie lubiła chodzić na to sąsiednie podwórze, a ja lubiłam ją tam zabierać, bo to ją mobilizowało do ruchu- dużo zapachów, duży teren do zwiedzania, więc chodziłyśmy co dzień na spacerki. Fredzio ją zaczepiał, chciał sie bawić a ona próbowała się w tą zabawe włączać- podskakiwać, biegać . Niezdarnie jej wychodziło, bo łapy niesprawne, ale tyle miała z tego radości, taka była szczęsliwa... Kochana Sarunia.... Moje staruszki kochane, są jak sen...przychodzą i odchodzą tak szybko...:( Wyznaczają rytm dnia, dzielą go na kawałki, czas podporządkowuje pod ich potrzeby, pod godziny w których trzeba pomóc im wyjść, wstać, wyczyścić zabrudzone co chwile futerko i łóżeczko a potem znikają... zostawiają straszną pustkę i ból z którym za każdym razem trzeba sobie radzić od nowa . Ciężko chwilami uwierzyć, że były, gdyby nie ta pustka która zostaje i dzień z którym nie wiadomo co zrobić, taki jest raptem niepoukładany. Byłam dziś w klinice, rozliczyć sie za leczenie Sary: Piątek: niunia dostała zastrzyki w klinice Sobota i Niedziela: Poniedziałek: dostaliśmy zastrzyki na kolejne cztery dni, ale zdjęcie ciągle siedzi w telefonie... - nasza Pani doktor nie wzięła nawet jednego grosiczka za zastrzyki, które Sarcia dostawała przez cały tydzień. Galecan doszedł w czwartek.Gaja będzie miała go teraz poprostu więcej Sarunia miała opłacany pobyt od 05go do 05go (05go czerwca przyjechała), więc za wrzesień wychodzi 10 dni pobytu - 120zł, zostaje 240zł pomniejszone jedynie o dojazdy do kliniki i badanie krwi czyli o 50zł. Do zwrotu 190zł - przelane na konto. Jeśli cos źle policzyłam, to przepraszam, krzyczcie a poprawie.
-
Miałam jeszcze wczoraj wieczorem wkleić zdjęcia, ale późno wróciłam od Sary i zostawiłam sobie dogomanie na dziś... Dziś....dziś poszłam jak co rano, otworzyłam drzwi.... Sarunia poddała się, nie chciała dłużej walczyć....:-( Na dzis miałam zaplanowaną wizyte u weterynarza, nie udało nam sie pojechać wczoraj, ale miałam jeszcze leki a dziś trzebaby było podjąć kolejne decyzje co do dalszego działania-leczenia - to wszystko i tak byłoby przedłużaniem stanu w jakim była...bo kiedy pisałam tu ostatnim razem, wiedziałam-czułam, że Sara z tego nie wyjdzie, ale gdzieś w głębi serca, człowiek chowa maleńką nadzieje na cud... Przedwczoraj był taki moment ,że myslałam, że umiera - poszłam do niej ,spała, w tych ostatnich dniach zapadała jakby w takie letargi ,potem się obudziła, podniosła głowę,spróbowałam ją pokarmić, na 10 podtykanych kawałeczków jedzenia, udało się namówić ją do dwóch czy trzech , potem ją wyprowadziłam , chociaż gdyby to od niej zależało, to w ogóle by się nie podniosła .Zrobiła siusiu, wsadziła głowe do wiadra, ale nie napiła się wody, posadziłam ją na trawie, żeby zmienić zasikane posłanie, a ona wtedy padła na trawe - leżała bez ruchu z zamkniętymi oczami, myslałam, że dostała jakiegos porażenia, paraliżu, myslałam że umiera... po chwili oczka sie otworzyły i wzrok zaczął za mną wędrować , później podniosła głowę i wszystko wróciło do "normy". Przeniosłam ją do domku, siedziałam przy niej aż zasnęła.... Wczoraj ...wczoraj było tak samo, poraz kolejny kiedy ja posadziłam na chwilę na trawę, padła "sztywno". Rano chciała wyjść, potem już nie chciała wstawać, nie przejawiała żadnej chęci do wychodzenia , ale oczka miała świadome i bystre do końca, mimo, że uciekał jej często kontakt ze światem, to psychicznie "przebudzała się" co chwilę - namierzała mnie nosem łapiąc zapachy,patrzyła na psy, chociaż nawet na Antka nie zareagowała od przedwczoraj - w ogóle, jakby go nie było:sad:. Wieczorem siedziałm przy niej długo, w ostatnim czasie tak samo spędzałyśmy każdy wieczór- siadałam przy Sarze, ona opierała mi główke na nogach ,głaskałam, mówiłam do niej, poprostu byłam.... Kiedy wychodziłam, jeszcze podłożyłam jej pod pupe polarowy kocyk (polar najlepiej wchłania mocz), wycałowałam główkę i pysia, pożegnałam się i prosiłam opatrzność, żeby Sarunia nie cierpiała ,żeby odeszła szybko i bez bólu, jeśli ma byc tak, ze już nie wyjdzie z choroby. Widziałam jak choroba niszczy moje wsześniejsze staruszki, widziałam cierpienie i toczoną walkę, której nie mieliśmy szans wygrać....dlatego prosiłam los aby nie pozwolił Sarze trwać w chorobie jeśli nie zaplanował dla niej żadnej poprawy :-( Około 22ej zgasiłam światło, wyłączyłam radio i wyszłam (Sara miała "gadulca", żeby nie było jej samotnie, kiedy czas spędzała sama, chociaż starałam się poświęcać jej czasu jak najwięcej) Myślę, że umarła niedługo potem, bo kiedy rano otworzyłam drzwi, wyglądała dokładnie tak, jak ją zostawiłam- w tej samej pozycji, w tym samym miejscu. W koło Sary było czyściutko, kocyk nie zmoczony mocno,wilgotny troszkę, wyglądała tak jakby poprostu przestało jej bić serce. Myślę, że nie cierpiała- nie towarzyszył jej ból, nie było w jej zachowaniu i wyglądzie nic, coby wskazywało że coś ją boli. Jeszcze wczoraj wieczorem, kiedy z nią siedziałam, zjadła co nieco, podsuwałam miski co chwilę, za każdym razem troche skubnęła, miała na to jedzenie ochotę, tylko jakby sił brakowało... W poniedziałek, kiedy byłam w klinice, weterynarka, wspominała dzień kiedy zobaczyła Sarę pierwszy raz , powiedziała,że Sara wyglądała jakby trzema łapami była na tamtym świecie, potem tak ładnie wyszła na prostą , odżyła nie tylko fizycznie, ale i psychicznie- była w bardzo dobrej formie, wyglądała ładnie i trzymała sie dzielnie - i tak krótko to trwało:-(, ogromny żal, że tak krótko mogła cieszyć się tym co miała:-( Wklejam ostatnie zaległe zdjęcia... (moze to wygląda trochę tak kolorowo..., ale Sara miała pościelone po bokach/szeroko tak, żeby w razie czego mogła sie przesunąć , żeby było jej wygodnie i dookoła miękko) Wczoraj
-
[quote name='Beat2010']tak, tak z Barrym to juz byl poczatek konca, mam nadzieję, że u Sary da się opanować chorobe ...tak bym chciała mieć lepsze przeczucia.... :( Troszkę podsumuję czas od piątku 07go wrzesnia- obecnej choroby i w związku z nią pierwszej wizyty u weterynarza : Piątek- wizyta u weterynarza, Sarunia dostała zastrzyki i kolejne na wekend do domu Sobota i niedziela- wszystko pozostaje bez zmian, miałam wrażenie, że niunia zupełnie zapodziała wolę walki i biernie poddała sie losowi... Kiedy ją stawiałam trzymając tył, to stała, ale nawet nie próbowała isc do przodu, czasem zrobiła dwa, trzy kroki i to wszystko. Tylne łapy nie funkcjonowały w ogóle. Ogólnie łapała opóźniony kontakt ze światem, niby patrzyła a nie widziała, dopiero jak ja trochę "rozruszałam", to czasem wyciągała głowę i łapała zapachy albo rozglądała się za psem który gdzieś niedaleko się kręci. W sobotę zjadła miseczkę mięsa z kurczaka(sukces!), w niedzielę tez niby złapała w zęby kawałek, ale po chwili go "zgubiła", mimo, że było mocno rozdrobione - jakby nie miała sił poradzić sobie nawet z taką drobnicą Poniedziałek- poniedziałkowy poranek przyniósł nadzieję, że będzie szło ku lepszemu - Sara podtrzymywana z tyłu pochodziła troszeczkę , zjadła więcej niż w ostatnich dniach i kontakt też był z nią lepszy - wyraźnie wróciła do "żywych". Taka byłam szczęśliwa, pojechałam do weterynarza , dostaliśmy zastrzyki na kolejne dni. Niestety na lepszym poranku się skończyło...:-( Wtorek- wczoraj było strasznie gorąco, niunia sama nie wiedziała co chce, "kręciła się" strasznie a że sama nie jest w stanie sie podnieśc i przemieścić, nieustannie trzeba było przy niej być. Odmawiała jedzenia zupełnie, pomysły mi się kończą, przez całe dnie przygotowanych stoi kilka misek, w każdej co innego , kupuje rzeczy, których normalnie nie kupuje i nie daje psom, podtykam co chwilę inną miskę z nadzieją, że coś skubnie - skusi się na nowy zapach i smak. Boje się że Sara nie dźwignie się już na łapy , bez zmian pozostaje wygięta na prawą stronę głowa, cała szyja właściwie , weterynarka mówi, że tak już może zostać...- to powoduje, że Sara zupełnie nie trzyma równowagi, bo nie dośc że łapy ma jakie ma i z chodzeniem takie problemy, to teraz przy braku równowagi, nie ma mowy o tym żeby chodziła sama czy stała:-(. Istotnym wyznacznikiem zmian jakie w niej zaszły(na gorsze), jest dla mnie jej stosunek do psów - z obwrzaskiwania psów, został jedynie cichy pomruk wydawany jeszcze czasem na Antka, na którego miała szczególne uczulenie, reszta psów może hurtem zapakować się do domku a ona tylko patrzy i milczy, jakby nie wiedziała co się dzieje/ o co chodzi. Wieczorami nie chce żeby ją wyprowadzać, leży jak przymurowana , zmieniam więc tylko zasikane legowiska i siedzimy sobie razem, miziamy, głaszczemy, tulimy - to takie nasze babskie wieczory.... Gelacan nie doszedł, chociaz twierdzili że wysłali przed wekendem, jeszcze mnie szlak nie trafił tylko dlatego, że i tak w tej chwili nie ma jak Sarze tego wcisnąć. Gelacan jest w postaci proszku, a póki ona nie będzie jadła normalnie, nie będę miała jej jak tego mieszać z jedzeniem. Wynik z wątroby i nerek w porządku. Jutro mamy pokazać sie u weterynarza, zastrzyki na jutro mamy ostatnie, więc zobaczymy co dalej... Koszty od 07go do 12go września: 20zł - badanie krwi ? - zastrzyki do uregulowania 30zł - dotychczasowe dojazdy do kliniki, za każdy przejazd płacę za paliwo - wynajęty kierowca 60zł - Gelacan z przesyłką(gelacan 55zł + przesyłka na pół, bo dla Gai też kupowałam) Zdjęcia chciałam wstawić, kiepskie bo z telefonu a wieczorami przy sztucznym świetle wychodzą słabo, ale najpierw muszę je wydobyć z tego złośliwego pudełka, bo mi zapisał wszystko w swojej pamięci zamiast na karcie :mad:i nie wiem, jak je zrzucić do komputera:razz:, jak mnie mąż oświeci w temacie, to i zdjęcia będą:)
-
[quote name='waldi481']To nie jest łatwy pies...Wczoraj kiedy usiłowałam obudzić mego TŻ-chrapie potrząsnęłam nim tj.mężem a nie Rufusem..Skoczył w obronie Waldka...Chwycił w zęby moją rękę..Nie ugryzł,ale zęby poczułam,zapiekło....Bardzo kocha mego TŻ,wszędzie widzi jego krzywdę choćby jej nie było...Nie mam najmniejszej wątpliwości,że jeśli uzna,że Waldek jest w niebezpieczeństwie ugryzie...I nie wiem naprawdę gdzie ja robię błąd... Nie wiem..Waldek twierdzi,że jak taka sytuacja ma miejsce to powinnam dać mu w pupsko klapsa..Mam go bić? Od śmierci Gucia opinia ludzka nie ma dla mnie najmniejszego znaczenia więc to co czuję napiszę wprost-smutno mi,tego się nie spodziewałam. nie ukrywam dziś smutna Elżbieta[/QUOTE] Oj, nie było mnie parę dni na dogomani, albo czasu brak albo jak jest czas to o internecie można pomarzyć, zwłaszcza wekendy to tragedia. Pojecia nie mam co poradzić, nie spodziewałam sie po Rufim takiej zaciętej obrony i niedobrej reakcji:sad: . On musiał ogromnie kochać swojego poprzedniego pana, było nie było był jego wybawcą- zabrał ze schroniska, dbał jak umiał /jak mógł, a kiedy go zabrakło, kiedy umarł, Rufi musiał to niezwykle przeżyć . Ta Pani- pożal sie właścicielka Rufa, mówiła, ze strasznie jest smutny od śmierci pana(a minęło juz wtedy od śmierci sporo czasu), mówiła, ze Rufi nie chciał długo nic jeść, ogromnie tęsknił...Do tego doszło jeden bóg raczy wiedzieć jakie traktowanie Rufa przez ową Panią ... Piesio zapamiętał kto kochał a kto krzywdził i zabrał ze sobą to co czuł, w nowe życie. Oj te biedy niczyje, doswiadczone przez los...zawsze okazują sie jedną, wielką niespodzianką...
-
Biedy kochane....mam je cały czas w pamięci:sad: Byliśmy u weterynarza. Sara ma "Idiopatyczny starczy zespół przedsionkowy". To jest sprawa neurologiczna, objawia sie tym miedzy innymi ze pies nie je, raptem przestaje jeśc, pochyla głowę na jedną stronę i ma "rozchodzone" oczy - tego tak nie widać/nie rzuca sie w oczy, a akurat jak ją położyłam w gabinecie u weter, to jej oczy "chodziły" wyraźniej. Fakt że głowę ostatnio pokładała na jedną stronę, pocierała raz czy dwa o trawe(tak jakby ją cos swędziało), sprawdzałam uszy, bo myslałam ze ucho ją może boli albo coś swędzi właśnie, a okazało się, że to przypadłośc neurologiczna.... Pies moze przy tym nie jeść do dwóch tygodni (trzeba próbować wpychac coś na siłę), ta choroba nie ma szczególnej przyczyny, pojawia się u starszych psów i poprostu jest...Sara dostała zastrzyki, kolejne na sobote i niedzielę+ przeciwwymiotny, bo moze przy tym wymiotować , w poniedziałek kontrol . Zastrzyki mogą pomóc i moze byc za kilka dni lepiej, ale mogą nie pomóc a wtedy stan psa sie pogarsza... U Sary jest to wszystko o tyle tragiczne, ze ona i tak ledwo chodziła na tych słabych łapinach, a teraz jak nie je (juz kilka dni nie je poza tą niewielką iloscią, którą w nią wcisnęłam), to łapy kompletnie nie chodzą, kompletnie nie ma sił, stoi wyłącznie wtedy jak jej ten tył trzymam. Czy to nie jest podłe? nie dość, ze z łapami tak kruchutko, to sie jeszcze do tego następne dziadostwo przyplątało... Byłam u niej ostatni raz (około 22ej)- zjadła troszkę mokrej karmy, ale się ucieszyłam...:), bałam się, ze juz dziś nic zupełnie nie tknie. Zapomniałam wczoraj napisać, że weter. pobrała krew do badania na wątrobę i nerki - koszt 20zł , za zastrzyki na razie nie płaciłam- do zapłaty później
-
zobaczymy czy cokolwiek poprawi się na Galecanie, cudów nie oczekuje bo to mimo wszystko tylko suplement,najgorsze,ze jeśli Sara nie będzie chciała jesć, to nie będzie jak podać jej tego Galecanu, bo to jest w postaci proszku i trzeba wymieszać ze sporą iloscia jedzenia,zobaczymy.... jedynym lekiem , który weter. probonują i którym Sara dostawała zanim przyjechała jest steryd, który jak wiadomo nie leczy, daje "kopa" i wyniszcza organizm, dlatego tak sie bronie(bronie Sary) przed sterydami, a te wszystkie zastrzyki typu Nivalin, cocarboxylaza itp. które daje sie zazwyczaj psom takim jak Sara, np. "mojej" Zorce guzik pomagały, ale jak nic sie nie poprawi Sarze i weterynarz karze kłuć, to pewnie trzeba będzie kłuć:sad:
-
Przygarbione,stare ledwo chodzi...Zdechla w schronisku.
Kasia77 replied to lika1771's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
wiadomo co z sunią? która to owczarka? (przepraszam kudłaczku, że na Twoim wątku) -
Jamnikowaty Ząbek od 2 lat w DT. Pomóżcie ogłaszać i szukać DS!
Kasia77 replied to ana666's topic in Już w nowym domu
jesienna melancholia [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images45.fotosik.pl/1533/2b96c82b202540ce.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images47.fotosik.pl/1533/8d5a30dbb7907c6e.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images42.fotosik.pl/564/0dd7a6195f8d90d1.jpg[/IMG][/URL] We wrześniu wypada termin szczepień Ząbka, chociaż na wsciekliznę trzeba go zaszczepić-25zł -
Przygarbione,stare ledwo chodzi...Zdechla w schronisku.
Kasia77 replied to lika1771's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
boże, jaka bieda:( albo niech mu los da szanse na ratunek, albo niech pozwoli żeby odszedł/nie cierpiał dłużej ... :( -
Moze jak na nią "naskarże" to sie poprawi panna Sara....:sad: - Sarcia nie chce jeść, przedwczoraj nie zjadła kolacji, i to juz mnie zmartwiło, bo ona normalnie miała bardzo dobry apetyt, no ale jedna kolacja, więc bez paniki, ale wczoraj od rana też nie chciała jeść , nie wyszła wieczorem na ostatnie siku, nawet nie próbowała sie podnieść,więc nie zmuszałam. Nawet jak do domku wszedł Borys z Łatką i sterczeli nad jej miską pełną wątróbki z kurczaka,to ona popatrzyła na nich i nic...cisza... ,a przecież tak normalnie nawrzeszczałaby natychmiast . Na szczęscie udało sie chociaz wcisnąc w nią zawiesine przeciwbólową - dała sie namówic na kilka kawałków kiełbasy (pewnie dlatego bo smak inny/nowy) . Dziś od rana też z jedzeniem jest na Nie:sad:, już mnie czarna rozpacz ogarniała,bo podtykałam rózności a ona na nic nie chciała się skusić, w końcu wprosiłam w nią troszke rybnego Orijena (wczesniej nigdy nie chciała żadnej suchej karmy) i zawiesine przeciwbólową w makreli. Jeśli nie będzie chciała dalej jesć, to kompletnie straci siły a i tak słabiutko przeciez z tymi łapami, widać że kładzie się z większym trudem, pomalutku składa łapy, widać że to dla niej wielki wysiłek ułożyć się w pozycji leżącej . Gelacan dziś nie przyszedł, pewnie jutro dojdzie, ale jeśli Sara nie poprawi sie z jedzeniem, to i tak czeka nas weterynarz :sad::sad::sad: Kilka zdjęć, byle jakich, bo mój telefon robi jak robi a aparat chyba mi sie piaskiem zapchał i nie działa... Wczoraj i dziś dużo czasu spędziła na dworzu ,układała się i podsypiała na trawie, w słońcu, nie chciała do domku Miziamy pysia
-
Przygarbione,stare ledwo chodzi...Zdechla w schronisku.
Kasia77 replied to lika1771's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
a ja podczytuje... i trzymam kciuki za kudłaczka....