4 i pół roku ale chciało by się więcej,z drugiej strony końcówka była straszna,oboje właściwie nie spaliśmy,nie wiem czemu ale on nie chciał kłaść wogóle łebka i tak z nim siedziałam po nocach i trzymałam tą ciężką głowke żeby choć troche pospał,ostatnie kroki skierował do Krzysia i się do niego przytulił,zaraz potem upadł.
Jest mi strasznie ciężko a z drugiej strony jest jakaś ulga że już nie cierpi,od niego się wszystko zaczeło,mam jeszcze dwie półroczne kocie wariatki które muszą nam wystarczyć.
Dziwnie było rano bo ostatnio wstawałam z nim o 5tej wyjść na spacerek,dzisiaj nie było z kim echhh :(
bardzo go w domku brakuje ;(