Hej witam ponownie wszystkich i wielkie dzięki za wsparcie :) ale ryczeć się chce :placz:. Obdzwoniłam dziś schron w Rybniku, ale tam jej nie ma, dostałam namiary na przytulisko w Wodzisławiu i mam tam zadzwonić ok 13 to powiedzą czy taka jest czy nie, bo oni trzymają pieski ok 2 tyg., a potem idą do Mysłowic, ale w Mysłowicach jej nie ma, bo dzwoniłam i mówiłam o co chodzi :( Bo jeśli faktycznie babce ze Skrzyszowa uciekła ok 2 tyg temu to musi przecież gdzieś być, a tu ani śladu nie ma. Babka trochę dziwnie się zachowywała i tłumaczyła, że za pieska nie płaciła, ale ja jej o to wcale nie pytałam. Niewiem czy babka kłamie, a może oni ją uprzedzili telefonicznie i schowała psa, a może poszła gdzieś indziej, a to dali mi jakiś lewy namiar już sama nie wiem, co mam myśleć. Ta w Skrzyszowie mieszka na 1 Maja nr 22... (nr jest trzycyfrowy - nie chcę pisać dokładnego nr, bo nie powinnam :) ) Napewno złożę skargę w Komunalniku na piśmie, bo tak mi tam poradzili, ale muszę działać dalej i muszę pomyśleć jak :)
A jeszcze napiszę jak było za 1-m razem, gdy też zaginęła, miała wtedy 11 m-cy i uciekła za dziećmi jak szł do szkoły - wyskoczyła. Szukaliśmy jej od wtorku, daliśmy ogłoszenia, w schronisku byliśmy dziennie i nic, a ciągle jest ta sama babka taka czarna i zmalowana, ona tam cały czas pracuje to straszne i ona mówią, że jej tam nie było wcale, aż dostałam też od kogoś namiar na gg, że moja suczka jest w schronie, mąż pojechał, ale powiedzieli, że był to stary kaukaz i właściciel go zabrał. Potem dostałam znów wiadomość, że jak psa nie zabiorę do jutra to jutro przychodzi już po nią nowy właściciel ( a podobno było kilku chętnych). Pojechaliśmy tam po 16 facet jakiś taki opiekun podszedł i się nas pyta o co chodzi, a ja powiedziałam, że dostałam wiadomość, że tu jest mój pies i chcę sprawdzić czy to on, facet trochę zgłupiał, bo nie wiedział skąd wiem, a ja nie mówiłam skąd mam informacje i zaprowadził nas do tych zamkniętych baraków, były tam same lepsze pieski ona była chyba w 6 - 7 kojcu, aż się rozbeczałam jak ją zobaczyłam, a ona tak zaczęła wyć, szczekać, że mało kojca nie rozwaliła. Po jakimś czasie zadzwoniła do mnie koleżanka, że nam zgineła podobno sunia i pytałam skąd wie, a ona że ich znajomy policj..... ją miał włąśnie zabrać i jak on po nią pojechał to mu powiedzieli, że dzień wcześniej zabrał ją podobno właściciel, a oni zapytali jak kto, że dał się wykręcić, a on podał nazwisko i adres i oni się kapnęli, że to nasza sunia i dlatego dzwoni czy to prawda. I bardzo żałuję, że wtedy nie zrobiłam awantury i tego nie zgłosiłam to był mój błąd, a teraz sytuacja podobna :(