Jestem na spacerze z Alpim, a jakiś facet podchodzi i pyta się całkiem poważnie:
- Czy pani nie wie, że koty to się tu nie wyprowadza?
Myślałam, że chyba umrę.
Kolejna dziwna sytuacja, to taka, w której weszłam na chwilę do sklepu, a Alpi czeka. Wychodzę - a bąbla niesie jakaś babka, całując go w nos. Podchodzę do niej i wrzeszczę, że dlaczego mi psa ukradła, a ona na to:
- Wczoraj tutaj swojego yorka zostawiłam przecież, do teraz do domu nie wrócił. Pani mnie okłamuje czy nie, bo ja już nie wiem?
Albo takie coś: jestem znów na spacerze z przyjaciółką, która posiada kundelka i razem się bawią (wiecie, typowe psie zapasy). A jakiś facet podchodzi i zaczyna krzyczeć, że on jest jakimś ministrem czy coś takiego, że on to zgłosi, że MÓJ PIES ŁAMIE KRĘGOSŁUP WIĘKSZEMU OD SIEBIE PSU.