Czyli jest też dobra wiadomość :) Cezar agresywnie reaguje na stres, a nie na człowieka samego w sobie. Stres wywołany obcym otoczeniem jest jak najbardziej zrozumiały, skoro przez większość swego życia widział tylko ściany kojca, ewentualnie trochę podwórka. Inne sytuacje są dla niego dziwne i przerażające, a nikt go nie uczył jak sobie z nimi radzić, reaguje więc tak, jak wydaje mu się najrozsądniej - agresją. Wtedy też może olewać wszystkie przyjemne (w naszym odczuciu) bodźce, bo przecież ważniejsze jest to nieznane coś, co może być groźne/dziwne/nieprzewidywalne niż jedzenie czy dotyk.
Ja sądzę, że budowanie relacji psio-ludzkiej należałoby przeprowadzać na początek albo przez ściany kojca albo na terenie podwórka - tam, gdzie piszesz, że czuje się jak u siebie. Natomiast narazie na spacerach ewentualnych, jeśli oczywiście nie stwarza zagrożenia dla innych i dla Ciebie, nie próbować kontaktu większego niż spokojny głos.
To oczywiście są tylko moje przypuszczenia, bo ani Cezara nie spotkałam, ani behawiorystą nie jestem, jedynie tyle co przez ostatnie 10 lat z książek i artykułów wyczytałam (no i oczywiście kontaktu z psami, ale nigdy żadnego, poza moim, nie szkoliłam :roll:).