Cóż, tak właśnie myślałam... Jest jeszcze jedna opcja: może po prostu zgłosić to do TOZ'u? Do wczoraj sądziłam, że w moim niedużym mieście nie ma żadnej organizacji, która zajmuje się interesami zwierząt, jednak po wpisaniu odpowiedniej frazy w Google, doznałam miłego zaskoczenia (nie mam pojęcia, dlaczego nie wpadłam na to wcześniej). Zastanawiam się tylko czy nie potraktują mnie tam jak nawiedzonej panny, która zgłasza się do nich z "byle problemem"... W końcu ta pani nie bije psów ani też nie kroi ich w plasterki, tylko porzuca - jakiś służbista może mnie po prostu zbyć, ze względu na "niski priorytet sprawy" :shake: Co do plotkowania sąsiadów, nie byłaby to wcale ściema - każdy uważa, że z tą kobietą (pod tym względem) jest coś nie tak. Doszły mnie nawet skrajne głosy, że ona te psy może jeść! Oczywiście to tylko niewinny żarcik, niemniej jednak daje do myślenia. Podejrzewam, że już niejedna osoba zwróciła jej uwagę. Jakiś czas temu (dokładnie było to po pozbyciu się owczarka), słyszałam jak tłumaczy się sąsiadce ze swojej decyzji - a to oznaczałoby mniej więcej tyle, że jest świadoma swego postępowania. Sąsiadka, chociaż jest już starszą osobą, bez ogródek powiedziała jej, co o tym myśli. Chyba masz rację, że jedynym sposobem jest reagowanie na takie sytuacje słownie... Może za którymś razem wreszcie się opamięta? Dziwi mnie tylko, że nie jest jej wstyd przed ludźmi, nie mówiąc już o tym, że ani przez chwilę nie zastanowiła się, co czują te porzucone psy. Ech, szkoda mi tego malutkiego beagla... Pobędzie z nimi do wakacji (albo i krócej) i pewnie znów zniknie w tajemniczych okolicznościach :( Pozdrawiam i dziękuję za wyczerpującą wypowiedź.