dirQ
Members-
Posts
13 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by dirQ
-
Przepraszam że nie dawałem żadnych wiadomości odnośnie Mikiego, lecz miałem straszne zawirowanie głowy (związane z liceum). Miki ma się dobrze, nawet bardzo. Je, chodzi na spacery truptając wesoło przy boku Fredki. Ma swój kosz, który Fredka mu odstąpiła, lecz czasem i położy się na łóżku. Potulny i łaszący się do ludzkich rąk. Pan do głaskania i przytulania jest bardzo chętny. Ale czasem, może, przypominają mu się te straszne czasy i robi się "agresywny" wobec nas. Może nie gania za nami z czerwonymi oczami ale trzęsie się i warczy, gdy chce się go dotknąć. Kłopotów zdrowotnych to on praktycznie nie ma, oprócz chorej wątroby. Przeczytałem pierwsze posty tego tematu i serce mnie zaczęło boleć. Tyle cierpienia zadać takiej małej istotce jaką jest Miki? Och, ludzie naprawde czasem nie mają serca.
-
no, no, no... dziękujemy za życzenia. Co do pieniążków, to będą potrzebne na usuwanie kamienia. Pobieranie krwi wykazało wysoki poziom leukocytów i dostaje on antybiotyk. Jego wyniki wątroby też nie są najlepsze. Poniżej prezent, zdjęcia obu czworonogów. [img]http://img136.imageshack.us/img136/3599/mikih.jpg[/img] [img]http://img136.imageshack.us/img136/1842/fredzia.jpg[/img] Mama kupiła specjalistyczną karmę dla starszych podopiecznych. Miki ma apetyt, przybrał na wadze, jest bardziej żywotna niż pies z jednym kłapniętym uchem (powyżej). Zgadzają się, nawet razem spacerują a co najlepsze, Fredka jakby go broni przed złym spojrzeniem wszystkich innych psów. Miki w relacjach z nami jest bardzo nie ufny. Nie da się wziąść na ręce, bo się jeszcze boi, natomiast kiedy wracamy (z pracy, ze szkoły) wita nas tańcem. We czwartek jesteśmy umówieni na usuwanie kamienia, gdzie weterynarz powiedziała że nie będą go boleć dziąsła przy gryzieniu, bo w tej chwili krwawi.
-
Byliśmy dzisiaj u weta z nim. Wynik krwi będzie we czwartek. Był bardzo dzielny i grzeczny. Od razu był wynik cukru (jest w porządku). Przytył 60dag, za tydzień (przed 5.25, teraz 5.85). Majkiel (nazywany tak przez moją mamę Miki) będzie miał ściągany kamień z zębów; we czwartek ustalimy termin. Na razie dostaje tabletki żeby zlikwidować stan zapalny dziąseł. Dla nas sukces, kaganiec został założony :lol: Bez szkód i bez walki. Weterynarz powiedział, że [i]trzeba[/i] usunąć stan zapalny dziąseł, gdyż prowadzi to do szkód serca i innych organów wewnętrznych. Serduszko ma jak dzwon, bardzo się cieszymy. Pozdrawiamy, Majkel wraz z rodziną.
-
Dzisiaj mama wzięła wydruk z banku, i dziękujemy za wpłatę na leczenie Mikiego. Idziemy dzisiaj do weta, na pobranie krwi. Sprawy z jelitami ucichły; do jutra ma leki. Mama już zapłaciła za specjalistyczną karmę dla obu psiaków. Co do kagańca, udało nam się próbnie go założyć. Jest dobrze. Miki owszem, ma chwile apatii, ale zaraz po niej następuje wielka radość, jak wychodzimy na spacer. Gdy widzi smycz w naszych rękach, tańczy koło drzwi - nawet poszczekuje! Ma ogromny apetyt. Caały czas by jadł i jadł. Wnioskujemy że ma wilczy apetyt bo nie dojadał w schronisku. Od jutra przechodzi na tę specjalistyczną karmę, którą zamówiliśmy wczoraj (dla seniorów. Z rozmowy pomiędzy moją mamą a pewną sąsiadką usłyszałem, że będzie zawierała wszystkie mikro i makro elementy potrzebne do prawidłowego funkcjonowania starszego organizmu. Będzie krucha i mała, tak, by mógł pogryźć.) Do tego zamówiliśmy konserwy. Jakby takie mięsko z pewnymi składnikami, dla okraszenia suchej karmy. (Najprawdopodobniej ze strusim mięsem). Mamy nadzieję że Miki, jak i Fredka (gdyż ją też przerzucamy na tę karmę) polubią ją. Fredce to dobrze zrobi, bo musi zeszczupleć. Poza tym, musi też zdrowo się odżywiać, by utrzymać zdrowie i dobrą kondycję. Natomiast Miki.. Miki też. Psy są mniej więcej w jednym wieku, acz powiedziałbym że Miki jest bardziej aktywniejszym psem niż Fredka. Jeszcze raz dziękujemy za przelew. Pozdrawiamy, Miki i jego rodzina.
-
@up : Mama nie sprawdzała stanu konta, także nie wiemy czy pieniążki dotarły. Ale w najbliższym czasie pójdzie do banku i weźmie wydruk. Wsparcie jest nam bardzo potrzebne. Mama załamana, do tego lekarz również ją "dobił": - "po co nam stary pies" - "żeby dożył do końca swego życia w spokoju i przy cieple domowego ogniska". Miki dostaje leki (na pasożyty, na biegunkę). Na razie się wyciszyło, ale za to humor Mikiego zmienił się. Jest apatyczny, ale mamy nadzieję że przejdzie mu. Zjadł śniadanie. Będzie jadł specjalistyczną karmę suchą dla psów starszych, z problemami jelitowymi - już jest zamówiona. We wtorek, jak już pisałem, idziemy na badanie krwi. Jest problem z kagańcem, bo Miki nie da sobie założyć - kupiliśmy, ale cóż z tego (będziemy próbować mu założyć, naturalnie). Dostaje też leki na zapalenie jamy ustnej (dziąseł, kamień na zębach), bo niestety krwawi. Dzisiaj już nie czuć tego odoru. Miejmy nadzieję że wszystko się ułoży. Miki i jego rodzinka.
-
Mama mi dyktowała pod wpływem emocji i nie ukrywam, że też pod ich wpływem byłem. Należy wam się zwrot honoru. Co u Mikiego? Wszystko jakoś się toczy. Chodzi bez smyczy, obszczekuje i "rozmawia" z nami. Cieszy się kiedy wychodzi na spacer, aż podskakuje, gdy widzi niebieską smycz w moich lub w mamy rękach. Dzisiaj była pierwsza kąpiel która obeszła się bez kagańca i gryzienia. Ma też apetyt, ale ze względu na historie żołądkowe, musi jeść specjalistyczną karmę. Przyjaźni się też z naszą Fredką, a ona go toleruje. Weterynarz była zdziwiona, dlaczego przy operacji nowotworu jąder nie został usunięty kamień na zębach, który powoduje i krwawienie (objawy Paradontozy) i przykry zapach.
-
Witam. Jest kilka spraw, które chciałbym poruszyć. Byliśmy dzisiaj u weterynarza, ponieważ pies cały czas miał problemy jelitowe. Okazało się, że to samo nie przejdzie, trzeba leczenia, bo mogą być pierwotniaki lub inne pasożyty. Niestety, zawiodłem się, gdyż nikt nam/mi nie powiedział o tym że mogą pojawić się problemy żołądkowe, nie koniecznie od stresu, a sami mamy psa w domu (jest możliwość zarażenia się). Powiedziano nam również w schronisku, że nowotwór jąder jest łagodny, i nie daje przerzutów, a dzisiaj dowiedziałem się że to jeden z najpopularniejszych przerzutowych nowotworów u psów. Po pół roku okazuje się że są przerzuty. Zamiast uświadomić nas o powadze sytuacji, (bo nie wiem, czy "pakowalibyśmy się" w tą historię z adopcją starszego pieska), jest teraz poważny kłopot i problem, ale że mamy serca, nie wyrzucimy go, nie oddamy do schroniska, bo nie mamy innego wyboru. Najpierw powinno się uświadamiać adoptujących pieska o tym, jakie jest zagrożenie dla jego zdrowia i czy mogą być jakieś powikłania po wcześniejszych chorobach jakie wcześniej przeszedł. Inaczej patrzy się wtedy na sytuację. Lekarz domaga się założenia kagańca, a u Mikiego to nie jest takie proste bo gryzie i mnie, i mamę, i lekarza. We wtorek lub w czwartek idziemy na badania krwi gdzie okaże się czy nie ma komórek nowotworowych. Będziemy wiedzieć na czym stoimy. Pozdrawiam Miki i jego rodzina.
-
Dziękuję za porady i za wsparcie. Miki się do mnie przywiązał. Wziął mnie za swojego guru, za władce stada. Nie opuszcza mnie na krok, stąd ta reakcja jak wróciłem ze szkoły. Aktualnie leży sobie i myśli - bo tak można nazwać stan w którym się teraz znajduje. Tak jak mówiłyście (o ile mogę się tak zwrócić), Miki już rzadziej "kupkuje", nie wymiotuje, nie rzuca się na jedzenie. Tak jakby wracał do normy, mimo że jego norm dobowych jeszcze nie znamy. Zostało mi do odkrycia jego naturalnych zachowań, nie pod wpływem stresu czy innych bodźców.
-
Biedaczysko. Śliczny piesek, te smutne oczka i ten śnieg.. Też jestem za wyciągnięciem biedaczka. Co do Mikiego. Pierwsze kilka godzin sam został z Fredką i jakoś to zniósł. Zaskoczeniem było dla mnie to, że witał mnie, jakbyśmy się znali kilka lat. Kręcił kółeczka, merdał ogonkiem, i aż mi się łezka w oku zakręciła. Zniósł to dobrze, tylko jedna kupa. Mam nadzieję, że będzie coraz lepiej. Dziękuję za Porady.
-
Cieszę się że mogę radować serca tych, którzy czekają na wiadomości dotyczących tego staruszka. Byliśmy znów na spacerze, niestety na taką pogodę (pada, brzydko i ponuro). Miki coś ostatnio często się załatwia i jest jakby kłopot (ja i mama wychodzimy na trochę z domu i boimy się że Mikuś załatwi się w domu. Czy częstość robienia kup unormuje się?) Wiem, dziwne pytanie. Ps. Dziękuję Pani Beatko za pochwały.
-
Miki już wie co i jak u nas w domku. Zapamiętał gdzie się wchodzi/wychodzi z domu, jak Chcę mu się na pole. Sensacje z wymiotami, które miał przez ostatnie kilka godzin ucichły. Zjadł o pierwszej ryż z mięskiem, a teraz trochę dzióbną mięska. Aktualnie leży koło mnie na sofie i patrzy swoimi (jeszcze) smutnymi oczkami na wszystko co go otacza. Miki przyzwyczaja się do nas, merda ogonkiem i "cieszy się" jak ciepłe słówka wędrują do jego uszu. Zobaczymy jak będzie jutro, gdyż pierwszy dzień zostaje sam na sam z Fredką (Fredka go toleruje, nie robi mu krzywdy - czasem warknie. Jest zazdrosna o niego.) :p Pani sąsiadka i Pani z którą chodzimy na spacery (również mają psy ze schroniska), powiedziały że Miki jest piękny - mały psi lew. Jest niepowtarzalny. Z jednej strony cieszę się, że Miki trafił do mojego domu, a z drugiej strony nie potrafię wybaczyć pierwszemu właścicielowi Dziadzia, który go tak potraktował. A kysz z takimi. Życzę mu by trafił do Domu Starców - przekona się, co to znaczy być w schronisku.
-
Owszem, łezka się w oku kręci. Lecz jak i ja, jak i moja mama, jesteśmy psiarzami. Nikt z nas nie zrobiłby krzywdy psu, ani kotu. Mikiemu będzie na pewno u nas dobrze, obiecujemy. Zadomowił się, leży w koszyku Fredzi, a Fredka to stary łóżkowiec :loveu: Także się zgrali. Za dwa tygodnie, po świętach pójdziemy do weta (czemu za dwa tygodnie? pies musi się za klimatyzować z otoczeniem wewnętrznym). Ludzie nie umieją widzieć to co jest dobre, ale umieją patrzeć na zło.
-
Tak. Witam wszystkich - jestem synem owej pani z 11-letnią suczką. Miki jest już u nas, powoli zadomawia się. Relacje z Fredką - jego nową współlokatorką - są na razie 50/50, ale miejmy nadzieję, że wszystko będzie dobrze.