Jump to content
Dogomania

Ewaem

Members
  • Posts

    20
  • Joined

  • Last visited

Converted

  • Location
    Kraków

Ewaem's Achievements

Newbie

Newbie (1/14)

10

Reputation

  1. Kochanie - to już 6 godzin Twojej nieobecności, a ja nadal nie mogę się pozbierać ;( Czasem mam wrażenie, że nie wytrzymam tego bólu, że dołączę do Ciebie... Ale nie, jeszcze nie teraz. Na razie będziesz tam na mnie czekał razem z Mopsikiem. Nutka za Tobą też tęskni. Ta cisza jest koszmarna... nie słychać Twojego głosu.... A ja mam wrażenie, że Ty nie umarłeś, że pochowałam Cię żywcem - głupie, bo czułam, że jesteś już zimny, ale tak mi się wydaje... Boże... źle urządziłeś ten świat, że nasi Przyjaciele nie mogą żyć tyle co my... Że całe życie trzeba kogoś żegnać... Kocham Cię skarbie - śpij spokojnie [*]
  2. Bohun - 06.1998 - 30.08.2010 - Śpij kochanie. Uploaded with ImageShack.us
  3. To już prawie dwie godziny jak Cię nie ma. W styczniu 1999 roku mój ojciec przyprowadził Cię ze sobą - jeździłeś autobusem. Kiedy wszedłeś do domu, a mój ojciec przebierał spodnie i zabrzęczała mu sprzączka od paska, prawie byłeś pod łóżkiem ze strachu - dopiero po kilku miesiącach przestałeś się bać. Zastępowałeś mi rodzeństwo, którego nie miałam, Tobie zawsze mogłam wszystko powiedzieć i zawsze mnie rozumiałeś. Razem chodziliśmy na długie spacery na Błonia i na Planty. Z Tobą nie bałam się wyjść nawet nocą, bo wiedziałam, że mnie obronisz przed każdym. Razem uciekliśmy z domu, gdy pokłóciłam się z rodzicami i przyjechaliśmy na nasz budowany dom. Dzieliliśmy się bułkami zabranymi z domu, a gdy ich brakło to razem jedliśmy rosół z kostki z ryżem. Byłeś ze mną, gdy nocowałam na budowie pilnując robotników - żaden nawet do Ciebie nie chciał podejść. Ideałem nie byłeś - masz na sumieniu kilkanaście kur, 2 psy i kilka kotów, ale miałeś po prostu taki instynkt. W zeszłym roku choroba zaatakowała - nie mogłeś chodzić. Po 2-tygodniowej kuracji wszystko wróciło do normy, brałeś leki podtrzymujące. Kilka tygodni temu choroba znów dała o sobie znać, ale teraz nie podziałały już żadne leki. Do tego dołączył się ogólny zły stan organizmu, problemy z przyswajaniem białka. Gdyby nie twoje futro - można było policzyć żebra w Twoim ciele. Nie mogłeś chodzić, co chwilę traciłeś równowagę, sikałeś z bólu. Po trudnej sobotniej rozmowie z weterynarzem zdecydowaliśmy się na skrócenie Ci cierpienia. Wybacz, ale to było najlepsze wyjście dla Ciebie - za TM nie czujesz bólu, jesteś znów młody, pełen życia i pewnie spotkałeś się już z moją babcią i będziecie tam razem czekać na mnie. Umierałeś ponad pół godziny, weterynarz zaaplikował Ci aż 5 zastrzyków. Twoje serce wciąż chciało bić - duch przerósł ciało. Mam nadzieję że nie czułeś bólu. Ból czułam ja i nadal go czuję. Po Tobie został mi tylko nieśmiertelnik z Twoim imieniem, kępka z futra, nagranie Twojego głosu i kilka zdjęć. W moim sercu będziesz już na zawsze i może kiedyś przestanę się czuć jak kat. "I pędzę wprost w promieni blask. pękają chmury w niebie. A ja nie czuję więcej nic i mknę i gnam - do Ciebie" Bohun - owczarek niemiecki. Czerwiec 1998 - 30.08.2010
  4. Załatwione. Dzisiaj miałam chyba szczęście i był normalny funkcjonariusz na komisariacie. Okazało się że wszystko się da. Wystarczy zgłoszenie że pies biega luzem, dobrze jest też wiedzieć gdzie dokładnie mieszka właściciel - przyjeżdżają na pogadankę do właściciela - informacja może być zgłoszona anonimowo, tak że nie ma obawy o ewentualne represje. Po takim jednorazowym zgłoszeniu pojawiają się jeszcze aby sprawdzić zastosowanie się do zaleceń. Może teraz coś się zmieni. ;)
  5. OK - wykorzystam te porady, faktycznie założe sobie dokumentację psów biegających bez opieki, rejestr zignorowanych zgłoszeń - może da to jakiś efekt. Jednakże odnoszę wrażenie że tylko mnie to przeszkadza - innych właścicieli psów jakby to zupełnie nie obchodziło. Przykład: idę do sąsiada i mówię że kilkaset metrów dalej leży jego pies zagryziony pradopodobnie przez psa p. x który jest puszczony luzem. Jego reakcja? Pani, ja się nie będę użerał, wezmę sobie nastepnego. Druga sytuacja: właściciel pekińczyka - starszy pan wyszedł z nim na spacer. Pies na smyczy, pora popołudniowa. Został zaatakowany przez dużego psa puszczonego żeby się wybiegał. Przeżył - leczenie trwało bardzo długo i nie był to koszt rzędu 50 zł. A jednak oni nie chcą nagłaśniać tego żeby nie mieć problemów z właścicielem psa, który zaatakował - mimo iż byli świadkowie. Ci ludzie nie chcą nic zmieniać, być może dlatego, że nagminne jest w mojej okolicy puszczanie psów na noc, praktykuje się to od lat. Do tej pory nic się nie działo - większość miała małe kundelki - dopiero w ostatnich latach pojawiła się "moda" na duże psy w typie rasowym.
  6. Wszystko fajnie. Właściciel rotweilera nie widzi problemu, policja? szkoda gadać - miałam kilkakrotnie z nimi do czynienia w najprzeróżniejszych sprawach m.in. zgłaszałam owczarka biegajacego luzem - według nich najlepiej problem załatwiać polubownie, bo cytuję: "z każdym psem,którego pani widzi będzie pani dzwonić?", "nie będzie się pani opłacało jeździć co chwilę do sądu grodzkiego, żeby składać zeznania a i tak nie wiadomo czy pani wygra..." Poza tym jest jeszcze jedna kwestia - zalezienie komuś za skórę w tej okolicy może skończyć się bardzo źle - kilka psów już otruto - nie wiadomo kto. Na razie więc pozostaje mi niestety tylko nagłosnienie tego problemu, a nóż ktoś się zastanowi zanim puści pieska, albo pofatyguje się żeby sprawdzić czy ogrodzenie jest w porzadku.
  7. Chcę to napisać ku przestrodze, tak aby każdy kto przeczyta ten post miał okazję zastanowić się czy jest w porządku. Mieszkam w okolicy podmiejskiej, dom jednorodzinny, pies w mojej okolicy jest praktycznie w każdym domu. Wraz z narastającą "falą" przeprowadzek z miasta obserwuję inne niepokojące zjawisko. Pan kupuje sobie psa w typie rasowego. Piesek jest mały, fajny, wszyscy się z nim bawią. Do czasu. Piesek zaczyna rosnąć (w typie dużej rasy), dodatkowo potrzebuje się wybiegać, a pan jeszcze nie ma ogrodzonej posesji, albo ma ją w sposób nieprawidłowy umożliwiający psu wydostanie się na zewnątrz, więc piesek biega sobie po najbliższej okolicy oczywiście bez kontroli swojego pana. Niestety jest agresywny, zagryza kilka innych mniejszych od siebie psów, rzuca się na inne. Pan oczywiscie nie widzi żadnego problemu. Sytuacja wyżej opisana nie odnosi się do jednego przypadku, ale niestety kilku. Postępowanie takie pojawia się coraz częściej i niestety dochodzi do absurdalnej sytuacji, kiedy wychodząc z małym psem na spacer muszę rozgladać się prawie w panice czy w okolicy nie ma biegającego luzem agresora. Nie do końca normalne - mam trzy psy, z czego dwa są większe, mogą być potencjanym zagrożeniem i dlatego moim "psim" obowiązkiem jest takie ich zabezpieczenie, żeby nie zrobiły krzywdy innym zwierzętom. Puszczenie psa żeby się wybiegał - jak najbardziej, ale pod kontrolą, w kagańcu. Myślmy trochę o innych. Piszę posta z własnych przemyśleń i obserwacji oraz na prośbę koleżanki, która wczoraj pożegnała swojego terierka zagryzionego na spacerze przez rotweilera, który sobie biegał bez żadnego nadzoru.
  8. Może i jest łatwiej. Ale teraz wszystko wraca. Być może dlatego że mam staruszka owczarka, który ma zapalenie stawów - raz jest dobrze - raz źle. TM znów o sobie przypomina... Mam tylko nadzieję że nie jest zbyt blisko...
  9. 27 czerwca minie 12 lat... a dalej boli. W 1994 roku mój ojciec przyniósł do domu małego biało-rudego szczeniaczka - ktoś zostawił w tramwaju pod siedzeniem reklamówkę z dziesięcioma pieskami :angryy:, przygarneli je pracownicy MPK. Tak do naszego domu zawitał Rolmops - w skrócie Mopsik. Był przekochany. Pamietam jak aystował kiedy ktos coś jadł i zapomniał sie z nim podzielić. Patrzył z takim wyrzutem... Kiedy jechaliśmy gdzieś samochodem a on zostawał w domu - zawsze wiedział że wracamy jakies 15 minut przed naszym przyjazdem. Po prostu to czuł. kiedyś moja babcia wietrzyła mieszkanie (mieszkalismy w centrum Krakowa), zapomniała go zamknąć w pokoju i Mopsik zwiał. Przez dwie godziny martwiła się gdzie on jest, wychodziła na klatkę i czekała. W końcu Mopsik wrócił zadowolony ze spaceru. Na szczęście nic mu się nie stało. Był małych rozmiarów ale miał waleczną duszę - pamietam jak bronił mnie przed wszelkiego rodzaju marginesem, który zdarzało się spotkać podczas spacerów. Ta waleczna dusza niestety go zgubiła... 27 czerwca 1997 - piątek godzina 21.30, to stało się na naszej działce. W towarzystwie dwóch psiaków sąsiadki rzucił się na chłopaków jadących na motorze. Psom sasiadki nic się nie stało, a Mopsik... zył już tylko 10 minut.... Tydzień później wróciłam z wakacji. Mój ojciec wyszedł po mnie na dworzec, a ja zapytałam czemu nie ma Mopsika. Powiedział że jest na działce. Weszłam do domu i zobaczyłam jego obrożę i smycz, ale nic mi się nie nasunęło. Dopiero później powiedzieli mi co się stało... Chciałam go odkopać, zobaczyć ostatni raz - na szczęście tego nie zrobiłam - lepiej pamiętać go żywego. Nie zostało po nim nawet jedno jedyne zdjęcie.... Myślałam że kiedyś to przestanie boleć... Niestety... Co dzień przechodzę koło jego grobu i widzę go jak merda swoim zakręconym ogonkiem...
  10. Jeśli ja dojechałam samodzielnie w niedzielę autem do schroniska, to nie możliwe zebyś Ty się zgubiła w busie ;)
  11. Asior - do mnie jest naprawdę łatwy dojazd. Wsiadasz w busa na wzgórzach w stronę proszowic - powiesz kierowcy że chodzi o pietrzejowice i poprosisz żeby ci powiedział gdzie wysiąść. Całej jazdy ze wzgórz jest jakieś 8 minut. Potem tyrkniesz do mnie a ja wyjadę przed ciebie na rowerze, bo niestety auta nie bedę mieć w tym tygodniu. We wtorek będę nawet do południa - to jest mój najluxniejszy dzień ;)
  12. Pro forma zapytam jeszcze co z wizytą przedadopcyjną?? Mam juz swój grafik na przyszły tydzień i jestem w domu w godzinach rannych (do 9) we wtorek i czwartek. Potem już tylko wieczorem - może byż za ciemno do obejrzenia czegokolwiek. :roll:
  13. Na razie kojec pozostanie stary (został utwardzony płytami na części powierzchni, tak że teraz nawet jak pada deszcz Nutka jest czyściutka). nowy chcę skończyć w tym roku, nie jestem w stanie podać dokładnej daty - materiały są, ale budowniczy czyli mój mąż;) pracuje od cały tydzień od 9 do 17 plus dwie soboty w m-cu :-( chodzi już tylko o czas. Błota w każdym bądź razie już nie ma.
  14. zabawy jako takiej pomiędzy nimi nie było, ale Balzi na spacerku zaczął się tarzać po trawce - widać było że jest zadowolony. :)
  15. Powiem tak - był bardzo zainteresowany Nutką, ogonem merdał bardzo dostojnie, chodził za Nutką, obwachiwały się, nie wykazywał żadnych oznak agresji, nie było mruczenia ani nic w tym stylu. Nawet na mnie spoglądał jakby z większą uwagą niż ostatnio. Po prostu było bardzo dobrze.
×
×
  • Create New...