nie mam bladego pojęcia o co kaman i kto to wymyślił... ja ani razu nie powiedziałam,ze rezygnuje! poprostu zaczęłam prace by miec za co żyć, żyje sama z chłopakiem bez rodziców sama sie utrzymuje nie mam nadzianych rodziców ,którzy by mi płacilio za mieszkanie..wiec musze pracowac, ale to chyba normalne? nie trzeba byc niewolnikiem psa i siedziec z nim 24 h non stop? Z Gosią pisałam i ani razu nie powiedziałam nie. Gosia raz dzwoniła to nie mogłam rozmawiac bo byłam w autobusie i nic nie było słychac wiec rozmowa nie miała sensu ,ale napisałam esa , by zadzwoniła pozniej.. potem drugi raz dzwoniła to byłam w pracy i tam nie moge miec komorki ze sobą... jezeli takie sytuacje dwie sprawiły,że uznałyscie,że się migam to nie wiem co powiedzieć.. w niczym nie zawiniłam, , by się usprawiedliwiac. Sytuacja z psem od DEMI !!! przypominam iz ten pies był przekazany na dt do Naamah's Child nie do mnie.. i ona sobie nie dała rady z psem i sasiedzi kazali jej sie go pozbyc bo inaczej policja..wiec Naa napisała do mnie czy bym nie mogła go wziazc, bo inaczej nie wiadomo co z nim... ja sie podjęłam tego, zupełnie nie wiedzac co to za pies... w domu sie okazało ,ze nie da rady z nim wytrzymac,ze pies potrzebuje specjalistycznej opieki ,ktorej ja mu nie zapewnie,bo nie jestem przeszkolona ani nic.. normalny człowiek bez doswiadcvzenia sobie z tym psem by nie poradził.. wiec napisałam do Naa,ze jednak nie dam rady jej pomoc.. o na na to nie ma sprawy Demi sie nim zajmie... i Demi go zabrała. Wiec to nie było tak,ze Demi powierzyła mi psa a ja go oddałam na poniewierke. Bardzo prosze szanujmy się. Tyle. Najłatwiej to kogos za plecami oczerniać prawda? Dobrze,ze weszłam na forum i zobaczyłam co znaczy oferować komuś pomoc.