Jump to content
Dogomania

gabi2

Members
  • Posts

    134
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by gabi2

  1. [url]http://psiegranemarzenia.pl/pokaz-Korus-1176.html[/url] - Zrobiłam mu ogłoszenie , wykorzystując Wasz tekst :)
  2. U Kodiego wszystko ok :) Jutro jadę w odwiedzinki i porobię foteczki :) Ania już się w nim zakochała :)
  3. [URL=http://img851.imageshack.us/i/p3091304.jpg/][IMG]http://img851.imageshack.us/img851/706/p3091304.jpg[/IMG][/URL] Uploaded with [URL=http://imageshack.us]ImageShack.us[/URL] [URL=http://img18.imageshack.us/i/p3091306.jpg/][IMG]http://img18.imageshack.us/img18/7139/p3091306.jpg[/IMG][/URL]
  4. Igor jest przepięknym przedstawicielem swojej rasy - owczarek kaukazki. Pies jest w wieku ok 4 -5 lat. Do schroniska trafił po likwidacji firmy , której pilnował z jeszcze jednym psem. Igor jest psem terytorialnym.Do ludzi jest łagodny , choć nie do wszystkich. Na mnie mimo iż widział mnie pierwszy raz , zareagował przyjaznie:) Przycisnął się całym swym potężnym ciałem do krat kojca , z prośbą o mizianko. Dla Igora , szukamy domu z ogrodem . Pies zostanie wykastrowany na koszt schroniska przed adopcją. Kontakt w sprawie adopcji Igora Gabi. 506657995. [URL=http://img856.imageshack.us/i/igor1.jpg/][IMG]http://img856.imageshack.us/img856/3143/igor1.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://img710.imageshack.us/i/igor3.jpg/][IMG]http://img710.imageshack.us/img710/1427/igor3.jpg[/IMG][/URL] Uploaded with [URL=http://imageshack.us]ImageShack.us[/URL]
  5. Podbijam temat !!!!! Massimka zaakceptowała dwa szalone beagle ale...no własnie , zawsze jest jakieś ale :( Na dzień dzisiejszy Massimka nadal szuka domku :(
  6. Ależ on śliczny :lol:Normalnie psa podmieniłyście !!!!:lol: Brawo dziewczyny !!!! Ja własnie kombinuję jakby tu odebrać Kodiego z tej obwodnicy o tak póżnej porze. ale na pewno coś wymyślę. Ania ma niestety uziemniony samochód , ja nie mam wogóle samochodu , a opcja aby Ania jeżdziła sama po nocy pociągiem kompletnie odpada.Nie mogę jej towarzyszyć , ponieważ jestem chora :( Ale na pewno coś wymyślę.
  7. [url]http://psiegranemarzenia.pl/pokaz-MeggiiPeggi-1131.html[/url]
  8. Massima jest już po zabiegu sterylizacji :) Wszystko poszło super , i maleńka wraca do formy. Jak dobrze pójdzie , to w przyszłym tygodniu Leośka będzie miała odwiedzinki pewnej zakochanej w niej Pani :) Trzymajcie proszę kciuki , żeby Massima zaakceptowała dwa szalone Beagle , z którymi miała by mieszkać :)
  9. Uff , kamień z serca mi spadł :) Jesteście super dziewczyny !!! Grunt że wszystko się wyjaśniło :)
  10. Kochani , śledzę wątek Kodiego od czasu jak Ania , czyli 3miastówka ( moja bliska przyjaciółka ) zaoferowała pomoc małemu. Śledzę wątek , to mało powiedziane. Staję na głowie , aby Kodi jak najszybciej znalazł się poza kratami swojego więzienia.W Piątek jadą do Trójmiasta dziewczyny z Wałbrzycha , jadą specjalnie po to aby przewieść w drodze powrotnej roczną sunię rasy rttweiler ,( przebywająca obecnie w schronisku ) do domku w Oświęcimiu. Piszę wszędzie na innych forach pro-zwierzęcych , czy ktoś mógłby podrzucić Kodiego na trasę A2 , to dziewczyny zabrały by malucha do Gdyni. Piszecie tu , że w sprawie Kodiego rozdzwoniły się telefony. Pytacie Anię czy chce go na 100%. Ania odpisuje że jeśli jest możliwość , aby Kodi wyszedł wcześniej ze schroniska i znalazł wymarzony domek , to ona nie ma nic przeciwko. Ja to świetnie rozumiem. Sama postąpiła bym tak samo. co nie oznacza , iż jej decyzja o adopcji Kodiego , była nie przemyślana.Ktoś tu nawet cytował e-maila Ani. Że jeśli Kodi zaakceptuję resztę towarzystwa to domek będzie stały. a jeśli nie........to nie było żadnej mowy o powrocie Kodiego do schroniska.To kompletnie nie wchodzi w rachubę !!!!!Opowiem Wam jedną historię. Podczas naszego (mojego i Ani ) ostatniego pobytu w schronisku Ciapkowo , gdzie poszłysmy , aby wyprowadzić kilka biedaków na spacerek , młoda parka ludzi , przyniosła karton z 4 szczeniakami ( ok. 5-6 tygodni) Szczeniorki zostały od razu zaszczepione , ale kwarantanna w schronisku jest równoznaczna z załapaniem wszystkiego co możliwe.Co zrobiła Ania ? Cała tą nieszczęsną czwórkę , zapakowała do taksówki i zabrała do domku na DT. W przeciągu nie całych dwóch tygodni , dzięki ogłoszeniom i pomocy Skrzydlatego psa , wszystkie psiaki znalazły nowy domek :) Ani nawet na myśl nie przeszło , aby szczeniory po kwarantannie wróciły do schroniska.[url]http://www.skrzydlatypies**********/w-nowym-domu-psy,26/fantastyczna-czworka,235.html[/url] Wiem że macie prawo chwilami wątpić w dobre chęci Ani , ponieważ jej nie znacie. Ja również działam w różnych psich Stowarzyszeniach i zawsze sprawdzamy nowe domki i podchodzimy z rezerwą.Tak powinno być , bo ludzie są jacy są. ale proszę Was , nie myślcie , że jeśli ktoś oferuje psu DT to potem w razie czego wróci do schronu , to jest nie logiczne. nie po to się go ze schronu wyciąga !!! To nie przedmiot !! Ania chce mu pomóc jak najszybciej to się da !!!!Nie zależy jej na tym aby on trafił tylko i wyłącznie do niej. Ani zależy na tym , aby Kodi jak najszybciej opuścił schronisko.!!! Jeśli może to być już , to nie ważne gdzie , ważne aby ludzie go pokochali. A Ania będzie mogła znów pomóc następnej biedzie i dać jej dach nad głową. Myślę że teraz się wszyscy już zrozumieliśmy :) Decyzja należy do Was.
  11. Aniu !!!!!! jesteś wielka !!!!!! Kodi na pewno odzyska u Ciebie wiarę w człowieka !!!! Dziewczyny , znam Anię osobiście i ręczę głową za ten domek :) A może znalazł by się jakiś wcześniejszy transport ?
  12. W schronisku znalazłam takie cudo !!!! Suczka o imieniu Massima w typie Leonbergera. Sunia ma ok. 8 lat. Jest bardzo łagodna do ludzi i zwierząt. Siedzi w kojcu razem z sukami i psami. Wyprowadziłam ją na spacerek , była bardzo grzeczna. Gdy zrobiła siusiu , rozrzuciła swoimi potężnymi łapkami ziemię do okoła i....ochlapała mnie pięknym błotkiem Sunia mimo podawanego wieku , nie ma żadnych problemów z poruszaniem się.Myślę że jest o wiele młodsza , na wysoką budę też skacze bez najmniejszego problemu. Proszę , nie pozwólmy , aby ostatnie lata swego życia , spędziła w schronisku.Będziemy wdzięczni nawet za dom tymczasowy. Wyżywienie bierzemy na siebie. Zaznaczam że jeśli się ktoś zdecyduje na Massimkę , będzie wysterylizowana w schronisku. [URL=http://img851.imageshack.us/i/moje020.jpg/][IMG]http://img851.imageshack.us/img851/1082/moje020.jpg[/IMG][/URL] Kontakt w sprawie Massimy - 506657995
  13. Wysłany: Wczoraj 22:50 Hektor jest cudny. Wcale nie zagryza małych psów, bo z Dyziem, naprawdę małym kundelkiem biegają razem po wybiegu. Mały Dyzio nawet ma odwagę na Hektora warknąć, czy skubnąć go w pysk, wiedząc że tamten nie zje go za to - poprostu się dogadują. Nawet powiem że się lubią! Hektor uważa Maćka za swojego "pana" choć i do mnie strasznie się cieszy kiedy przychodzę, dziś aż się kręcił z radości, popiskiwał, tulił. Potem przyniósł kawał lodu w pysku i chciał zabawy. Kopałam ten lód, on biegał za nim, znów przynosił itd. Wesoły jest, po kastracji dobrze się czuje i wszystko w normie, rana goi się a Hektor wcale się nią nie interesuje. Szukamy domu dla Hektora. Jednak każdy, kto będzie chciał go zaadoptować, musi pofatygować się do Gdańska i poznać psa osobiście, a nam dać się obejrzeć
  14. Wysłany: Wczoraj 0:41 Dziękujmy!!!!!! Hektor był dziś z Maćkiem na długim spacerze Zachowywał się przyzwoicie, mijali domy, psy za płotem - Hektor pobudzał się trochę na ich widok, ale nie skakał w ich stronę, przechodzili normalnie. Na świeżym śniegu w polach poszalał trochę, poskakał, miał ochotę puścić się biegiem, ale Maciek nie odpiął go Choć kusiło go, bo Hektor bardzo fajnie się zachowywał. Acha! Byli na spacerze razem z Dyziem - malutkim kundelkiem, Hektor nie chciał go zjeść, wręcz przeciwnie, BARDZO MU SIĘ DYZIO PODOBA. Tak, jakby był dziewczynką W tej chwili Hektor nie pokazuje nawet cienia agresywnych czy nienormalnych zachowań. Jest natomiast bardzo zadowolony z życia. Pewnie sam nie pamięta, kiedy ostatnio był na spacerze Jest mu tutaj dobrze, tzn tak mi się wydaje, kiedy go obserwuję. Dziś cieszył się do mnie niezmiennie, wygłaskałam go, wydrapałam. Morda mu się cieszyła. W najbliższym czasie - przyszły tydzień pewnie, planujemy kastrację!! Prosimy o pomoc finansową, Hektora trzeba wykastrować jak najszybciej.
  15. Wstawiłam apel na nasze forum rott.pl To jest jakiś koszmar !!!!! Czy to się kiedyś skończy ???!!!!! Nie wiecie jakie rasy ten bydlak jeszcze hodował ?
  16. Wysłany: Wczoraj 19:15 Hektor dziś przeszedł sam siebie Tzn sama już nie wiem jaki on jest. Dla mnie jest super. Dziś, kiedy usłyszał mój samochód, juz wyszedł z budy i szczekał, machając ogonem. Kiedy podeszłam, cieszył się tak otwarcie, jak moje własne psy, kiedy wracam do domu. Od razu wypuściłam go na wybieg, obskakiwał mnie, kręcił wokół nóg, ocierał. Nie pozwoliłam wskakiwać na siebie i bez problemu to akceptował. Potem wyciągnęłam z kieszeni piłeczkę, rzuciłam, a Hektor poleciał za nią jak szalony, natychmiast mi ja przyniósł pod nogi i położył. Nie wyciągałąm po nią ręki, tylko wyjęłam z kieszeni drugą i rzuciłam - znów pobiegł Robił do mnie miny, był szczęśliwy, bez cienia niepokoju, czy chęci bronienia piłki. Potem przygniotłam położoną piłkę stopą, kopnęłam i znów tak chwilę się bawiliśmy, pozwalał mi na to, nie było żadnej scysji o piłkę. Potem wzięłam ją ręką, złpał za nią i chwilę się nią przeciągaliśmy, bez warczenia, czy walki, czysta zabawa. Nie miałam szans wyrwać mu piłki, na "puść nie reaguje więc wyjęłam drugą piłkę, pokazałam mu i rzuciłam - poleciał wypuszczając tę pierwszą Czyli NORMALNIE, jak normalny pies. Potem posprzątałam boks, nalałam wody, czyściłam miski, a on sobie chodził i wąchał drzewka. Potem było normalne głaskanie, przymilanie się, uśmiech na jego mordzie, raz tylko próbował mnie zgwałcić, ale zdecydowanie powiedziałam że NIE i przestał. Potem poszedł do kojca, chwilę go pogłaskałam przez kraty, uspokoił się, dostał jedzenie. Rozstałam się z Hektorem i myślałam o nim długo. Nie wyobrażam sobie, co to musiało się dziać, że ten zrównoważony pies zachowywał się wcześniej w taki sposób. Co go do tego doprowadziło??? Czy przez całe życie traktowano go jak bestię??? Czy właściciel "przekolorował" trochę jego zachowanie, by "z czystym sumieniem" się go pozbyć??? Jednak w schronisku faktycznie reagował źle na pracowników - gulgotał i skakał w ich stronę... Wogóle nie mam pojęcia... Czy może po raz pierwszy w życiu ktoś potraktował go normalnie, a on w to poszedł, możliwe. Faktem jest, że bardzo mi go żal, naprawdę bardzo. On chłonie ten kontakt, otwarcie sprawia mu radość moja obecność, przestał mnie obserwować, zaufał mi. Jest trochę narcyzem, podlizuje się do mnie, kiedy go głaskam i mówię "biedny mój rottweiler, kochany, malutki Hektorek" - wyciąga głowę, mruży oczy, przytula, jakby przyjemność mu sprawiał ten ton głosu, jakby czekał na pochwały i komplementy. To wspaniałe móc obserwować, jak pies jest szczęśliwy z tego, co dla niego robimy. Gdybym miała kupę pieniędzy, mogłabym robić w życiu tylko to - głaskać rottweilery, przyjmować je do siebie i zmieniać ich życie. Niestety nie mam Hektor nie jest u mnie, tylko w psim hotelu, który musi być płacony z pieniędzy fundacji... Tych pieniędzy nie jest bardzo wiele... Proszę dorzućcie grosz dla Hektora, dla Marona, musimy je utrzymywać, leczyć, karmić... Dziś wystawię aukcje na allegro dla psów, proszę, pomóżcie. Niebawem dojdą nam jeszcze te dwa rodowodowe, za które trzeba będzie zapłacić za sterylizację i za hotel Nawet sobie tego nie wyobrażam Proszę, pomóżcie.
  17. Wysłany: Wczoraj 16:07 W sobotę odpchlamy Hektora Frontlinem, na przyszły tydzień umówiona wizyta w salonie piekności, po tym zabiegu, jak już Heksiu bedzie piekny i powabny koniecznie sesja zdjeciowa, a potem czas zaplanowac odjajczanie. na ten ostatni zabieg potrzebne nam pieniądze. Wizytę w salonie tej krwiożerczej bestii, co się okazała być cudownym, prawdziwym rottweilerem, opanowanym i stanowczym, żeby nie powiedzieć upartym i nie psuć Hektorowi renomy , własnie przed chwila załatwiłam za darmo!!! W profesjonalnym salonie psiej piękności Doggy Fresh, ul. Pomorska 10. Podam telefony, może komuś się przyda świetny kontakt do pani Ani : 78 710 99 03 501 488 023 [url]www.doggyfresh.pl[/url] [email]info@doggyfresh.pl[/email]
  18. Wysłany: 26 Styczeń 2011, 19:20 Dziś u Maćka pustki - większość psów wyjechała z nim, był więc spokój. Hektor cieszył się na mój widok, robił minę niuniusia, wcale się nie zatanawiałam, otworzyłam kojec i pozwoliłam mu wyjść na zewnątrz. Tam jest rząd kojców, a naokolo ogrodzone jakby podwórko, służy jako wybieg. Hektor był w szoku, że pozwoliłam mu wyjść z kojca. Podbiegł do płotu, obwąchał drzewka, posiusiał, kupę zrobił, czyli wszystko normalnie. Ja w tym czasie posprzątałam kojec, nalałam świeżej wody. Na zewnątrz tego wybiegu chodziły dwa psy Maćka - starsza suka i malutki rudy kundelek Dyzio. Oba psy razem wąchały się z Hektorem przez płot, wszyscy trzej ruszali ogonami Na wszelki wypadek zawołałam Hektora, a on normalnie przybiegł do mnie, zostawił psy. Potem wogóle nie zwracał na psy uwagi. Po jakimś czasie zawołałam go do kojca, normalnie bez oporów wszedł, dałam mu kawałek kiełbasy i wyszłam. Potem przygotowałam miskę (miski tam są na takim obrotowym elemencie - można obrócić i znajdą się wewnątrz), włożyłam do środka jedzenie - na jego oczach - potem przesunęłam w jego stronę. Ręki jednak całkiem z tego obrotowego nie zabierałam, Hektor zabrał się za jedzenie i wogóle nie okazywał żadnego niepokoju. Potam dosypałam jeszcze odrobinkę jedzenia, chciałam zobaczyć czy w końcu na mnie nawarczy, ale on tylko sięgnął z zainteresowaniem do mojej dłoni i chciał sprawdzić czy daję coś lepszego. Jak się to wszystko ma, do tego, co słyszałyśmy o nim, absolutnie nie wiem... Albo wszyscy mieli go za bestię i on zaczął się tak zachowywać, jedno muszę przyznać - jego wygląd budzi respekt. Albo już sama nie wiem... Może jeszcze się nie rozkręcił? A może był sfrustrowany, w każdym razie jego dotychczasowe zachowanie w żaden sposób nie wskazuje, by był psem nieobliczalnym, bestią, czy agresywnym dewiantem... Normalny, zrównoważony pies. Mało tego, nie pobudza go byle co. Nic nie jest jednak powiedziane. Może nagle w jakiejś sytuacji dojść do spięcia, albo nagłej agresji, do tej pory jednak jeszcze się to nie zdarzyło. Ja go lubię. Wydawało mi się że odrobinę tęskni za Maćkiem, który wczoraj wyjechał. Jest Maćka żona, ale ja przez te dni sprzątam mu i karmię go. Nie wszyscy muszą kochać Hektora, zwłaszcza że historie o nim krążą jak z thrillera HEKTOR POTRZEBUJE WSPARCIA FINANSOWEGO, MUSIMY GO WYKASTROWAĆ, MUSI GO OBEJRZEĆ WET. Ja optuję za wykąpaniem go, ma strupy na plecach i gdzieniegdzie między sierścią. Kto go weźmie do domu i wykąpie???? Albo zafunduje wizytę u psiego fryzjera??? JA GO Z PRZYJEMNOŚCIĄ ZAWIOZĘ mam nadzieję że Kasia ze mną???
  19. Wysłany: 24 Styczeń 2011, 17:57 Hektor dziś przywitał mnie wesoło. Znów kiełbasa jako argument, poczęstowałam go na dzieńdobry. Maćka nie było, wiedziałam już gdzie łopata, trochę pogłaskałam psa przez kraty i postanowiłam uprzątnąć mu kupę z boksu. Elementem utrudniającym był piękny kawał mięsa, który leżał w sąsiedztwie kupy i Hekcio go nie zjadł. Maciek daje psom na przekąskę takie rarytasy. Hektor miał go wtrząchnąć od razu, ale nie zrobił tego i mięsko leżało sobie na środku... No cóż. Weszłam do boksu z łopatą, kiełbasą i poweidziałam temu niedźwiedziowi że ma usiąść. Zrobił to, chociaż próbował wskakiwać na mnie łapami. Nie pozwoliłam, usiadł i dostał kawałek. Słyszałyśmy historie, że Hektor nienawidzi jak ktoś majstruje przy jego żarciu, miskach i wogóle jego własności... Nie wyglądał jakby chciał bronić swego mięsa. No więc dostał jeszcze kiełaskę, tym razem zamknęłam rękę i trochę się próbował dobierać, ale nie bardszo mocno czy napastliwie, uznał że to ja decyduję kiedy dostanie kawałek. Potem powiedziałam mu że ma poczekać i zebrałam kupę która była 10 cm od mięsa. Pies wogóle nie zareagował. No to jeszcze dałąm mu kiełbaskę za spokojne czekanie, zabrałam łopatę z kupą i wyszłam. Przez kraty jeszcze kawałek żarcia. Hektor poszedł potem sprawdzić mięso, może się obawiał czy go nie dotknęłam kupą bo wtedy to napewno już by go nie ruszył, bo się brzydzi Swoją kupę obchodzi wogóle szerokim łukiem i bardzo uważa żeby jej nie nadepnąć. Taki z niego delikates. No więc sprawdził, mięso było "czyste", fuknął sobie i podleciał znów do mnie do krat. Przyszedł czas na wydrapywanie cielska, zadu, grzbietu, boków mordy, za uszami i samych uszu. Pozwalał mi na te wszysatkie pieszczoty i bardzo mu się podobały. Wyciągał głowę do góry, potem się rozsiadł i podnosił jedną przednią łapę do góry, pokazywał mi że tam pod spodem jeszcze chce drapania. Potem zaczął mnie zaczepiać łapą, kładł mi ją na kolanie i zaczął ciągnąć w swoją stronę, jakby chciał mnie wciągnąć przez kraty i przy okazji wykonywał swoje ruchy kopulacyjne . Wstałam i nakrzyczałam na niego że nie wolno, on zrobił znów tę zakłopotaną minę i odszedł kawałek po reprymendzie, uszka skulił, językiem przemielił i przyjął że nie chcę tego potem go zawołałam i podbiegł chętnie, usiadł bokiem przyciskając się do kraty i już bez większych emocji poddał drapaniu. Zauważyłam też, że kiedy Hektor odchodzi na chwilę, by poszczekać na jakiegoś psa, a ja go wołam na powrót do mnie, natychmiast przychodzi, prychnie sobie, ale słucha robiąc minę w stylu "oj dobra, już dobra, idę..." Także nie jest źle. Dsziś nie wypuszczałam go, bo Maćka nie było, a ja nie chciałam wychodzić z psem i ubierać go bez asekuracji drugiej osoby. Potem przyjechał, ale było już późno i pojechałąm do domu. Hektor to taki trochę niedźwiedź, jest tak piękny, że naprawdę zapiera dech. Pięknej, mocnej budowy prawdziwy samiec, dumny, zwarty, krępy, wszystko ma pięknie proporcjonalne. Widać w nim olbrzymią siłę. Dlatego budzi respekt we wszystkich osobach, które go widzą. Do tego trochę brak mu ogłady i potrafi okazać też ośli upór. Taki to z niego gagatek. Chciałabym mieć takiego psa, to naprawdę skarb, szkoda że nie mógł zostać w swoim domu, bo czeka go sporo trudnych rzeczy. Mam nadzieję że nie pokaże rogów i znajdziemy do niego drogę, wtedy będziemy mogli przekazać sposób postępowaniu komuś, kto zechce go adoptować.
  20. Wysłany: 23 Styczeń 2011, 12:19 Nie mogę dzisiaj być z Martą, ale trzymam kciuki, choć wiem, jeste o tym przekonana, ze bedzie dobrze! Njabardzij nas zdziwiła reakcja w Yukonie, BARDZO przyjaźnie podejmował próby kontaktu z makiem, gdy ten na niego nie zwracał uwagi, trykał nosem, lekko poruszał ogonem, chciał mu podbic reke do głaskania . Na inne psy po początkowym oszczekaniu nie zwracał uwagi. Stan finansowy w sprawie Hektora wyglada tak: karme mamy, na razie mu zawiozłysmy na jakieś 2 tygodnie. Pilnie potrezba na tabletko na odrobaczenie, Marta dzisiaj musi mu je kupić i podać, to jest warunek jego pozostania w hotelu! Na wyjazd po niego, jeżdżenie wte i wewte poszło 150 zł, nie licząc jeszcze paliwa Marty, kaganiec prawie 100 zł, obroża 38 zł, jeszcze jakieś smakołyki i sernik, ktory finalnie się nie przydał, te ostatnie za jakieś 30 zł łacznie . Pewnie kaganiec i obroze mozna było gdzieć dorwać taniej, ale musiałysmy postawic na jakość w tym wypadku i to nas uratowała, a może Hektora uratowało . Zatankowałam jeszcze samochód Marty palący jak smok na najbliższe wyjazdy do Hektora, Maciek wyjeżdża i przyjął nam go pod warunkiem, że opiekować się nim będziemy same. na razie spadło to na Martę. Łączny koszt akcji, choc to dopiero początek to około: 488 zł. Bez kosztów odrobaczania. Sedalin, który mam niezuzyty oddam, więc nam nie policzą, nie wiem jeszcze ile za zestawy do pobierania zapłacimy. Wczoraj uznałyśmy, że skoro pies jest "na trzeźwo" i mamy tak dobrze wypracowaną relację, nie będziemy jej teraz psuc, poczekamy, az bardziej nam zaufa i będzie spokojniejszy, że nic mu z naszej strony nie grozi. To musi poczekać. Jest szczepiony na wściekliznę, nie jest wykastrowany.
  21. Wysłany: 23 Styczeń 2011, 22:51 Hektor machał ogonem do mnie, kiedy przyszłam, nie obserwował mnie - jakby oceniał - nasze relacje wstępnie zostały ustalone wczoraj. Ucieszył się i rozpoznał. Maciek to super gość, to najwłaściwasza osoba do opieki nad Hekciem, na jaką mogłyśmy trafić Widać sile wyższej zależy na Hektorze i wszystko dzieje się tak, żeby dać mu szansę. Pokarmiłam go trochę kiełbasą przez kraty i po chwili weszłam do niego, zamknęłam się z nim w kojcu. Usiadł przede mną i chciał kiełbasę, potem próbował wskakiwać na mnie łapami, ale powiedziałam "NIE, NIE SKACZ" i usiadł znowu. Dostawał po kawałku i był zadowolony. Resztę kiełbasy dałam mu do miski i wyszłam. Żadnych dotyków, żadnego bliższego kontaktu, wyciągania rąk, nic. Potem dużo kontaktu przez kraty, najpierw chciał tylko żarcie, brał delikatnie, starając się nie złapać mnie za palce, jest dość zrównoważonym psem moim zdaniem. Powoli głaskałam go coraz więcej i odważniej po nosie, głowie, potem nadstawiał boczki, zad, przyciskał się cały do krat, wciskał tyłek, ogon. Wyciągał głowę do góry, dotykałam jego szyi, obroży, klepałam. Kiedy przestawałam, robił miny "na biednego misia", kręcił się i ustawiał na nowo. Potem przyjechał Maciek i przyniósł łopat,e, wszedł do Hektora i zaczął sprzątać jego kupę. Hektor się ucieszył, potem zaczął go wąchać i wskoczył na Maćka w celach kopulacyjnych... Maciek kazał mu zejść, Hektor jakoś nie za bardzo się tym przejął, Maciek go z siebie zgarnął jednym zdecydowanym ruchem, nakrzyczał na niego i Hektor znów zrobił minę na biednego misia, odpuścił, poszedł sobie. Był bardzo zdziwiony reakcją Maćka Wogóle nie wiedział co o tym sądzić, na tę chwilę odpuścił. Maciek sobie wyszedł normalnie z boksu, potem staliśmy jeszcze długo i rozmawiali obok kojca, Hektor poszedł sobie do budy i położył się. Miał się trochę z pyszna, wylizywał błoto z łapy i udawał że wcale na nas nie patrzy. Taki to jest nasz Hektor, trzeba mu spacerów, obcięcia jajek, musi odreagować stres i wejść w tryb oczekiwania na następne odwiedziny, przyzwyczaić się do nowego miejsca. Hektor to pies dla spokjnego, pewnego swej siły i doświadczenia człowieka. Dla kogoś kto zna psy i niejedno już z nimi robił. Czy znajdzie się ktoś taki? Myślę że tak, nie wiem tylko kiedy, nie wydamy go komuś, kto sobie z nim nie poradzi. Jutro znów jadę do niego, może zrobimy jakiś mały kroczek do przodu.
  22. Wysłany: 23 Styczeń 2011, 04:00 HEHE Śmiałam się czytając. Dla mnie największym zawodem okazało się, że pogardził wyrobami cukierniczymi Tu zabrał nam z ręki narzędzie. Stałyśmy przy jego kojcu i trochę nam było nieswojo, bo plan "na sernik" legł w gruzach, na szczęście psu cholernie chciało się pić. Zamieniłyśmy wyroby cukiernicze na czystą wodę i zaskutkowało dokładnie tak samo. Zabrał nam też drugie narzędzie... Sedalin, który w razie totalnej draki miałyśmy mu podać... Ja mu ręki z tabletkami do gardła nie miałam zamiaru wciskać, Kasia także, wiedziałyśmy że żarcia nie chce i mu lekarstwa w jedzeniu nie podamy... Więc musiałyśmy go wyjąć "na żywca"... Myślałyśmy jeszcze o wodzie, żeby rozgnieść w razie czego i podać w wodzie, ale mógłby nie wypić. Doszło do nas, że albo wóz, albo przewóz. Nie mogłyśmy go nie zabrać... Próbowałyśmy z kagańcem. Najtrudniej było wsadzić mu na twarz ten kaganiec. Na szczęście on CHCIAŁ, ale się wahał, wycofywał kilkakrotnie, nie miał też na sobie nic, żadnej obroży... Był goły, Trzeba było nałożyć mu najpierw kaganiec. Nie chciałam wejść do kojca. Dowiedziałam się wcześniej, że on nie lubi konfrontacji. Wejść do psa, który nie raz pogonił pracowników, stanąć do niego przodem, wyciągnąć ręce z kagańcem, schylić się nad nim - czyli osaczyć go, wyciągając ręcę do jego głowy i pyska.... To było 50 na 50 procent - albo da sobie założyć, albo mnie pogoni... Jakby mnie pogonił, miałybyśmy porażkę. Wolałyśmy żeby wystawił do nas sam łeb przez uchylone drzwi, miałam wtedy większe sznse. Kilka prób poskutkowało tym, że dopasowałam kaganiec, a pies przekonał się że nic mu nie zrobiłyśmy, po każdym razie dostał łyka wody i pozwalałyśmy na chwilę przerwy. Zauważyłyśmy jeszcze coś takiego. Kiedy ja go wołałam do tych uchylonych drzwi, pokazując kaganiec, chciał wyjść, ale to była dla niego trudna sytuacja - szukał więc sobie innych "rozpraszaczy", które uwalniały go od tego i wyładowywał napięcie. Nagle zauważał w boksach naprzeciwko innego psa i zaczynał wściekle na niego ujadać, znów na chwilę podchodził do kagańca, potem "wracał" do intruza tym razem gdzieś daleko z boku, wlepiał w niego wzrok i szczekał szczerząc zęby. Nie na nas, ale na inne psy, my byłyśmy okej. To nas ucieszyło, on nie chciał nas dorwać, choć mogło być i tak. To był wielki plus. Najgorsze było to, kiedy chciał wydostać się bez założenia kagańca i prawie nas staranował. Spróbował swoich sił, ale współpracą i porozumieniem bez słów, oraz opanowaniem wcisnęłyśmy go do środka... Po tej próbie Hektor odpuścił. Jeszcze dwa razy poszczekał na sąsiadów i przyszedł ubrać kaganiec, udało mi się go zapiąć "na fest", potem Kasia już miała w ręku smycz z obrożą, którą mu błyskawicznie zapięłam i wyprowadziłyśmy go z kojca. Ciągnął mnie niemiłosiernie... Wszystkie psy były celem... Skojarzył mi się koniem, którego wyprowadza się na padok po długim staniu w boksie, wyciągał mnie i utrzymanie go na tym lodzie nie było łatwe, ale daliśmy radę. Jak już byliśmy przy samochodzie, zatrzymał się, wtedy otwarcie głaskałam go po boku, uspokajając, potem Kasia. Jak Kasia wyszła z biura, zamachał do niej ogonem Była czymś miłym w całym tym "bałaganie" psiego szczekania i trudnych dla niego sytuacji. Kiedy wyszedł pracownik, zagulgotał i ruszył w jego stronę. Na nas z Kasią ani razu nie zawarczał, sorry, raz delikatnie i cichutko, kiedy wzięłam go pod paszki, żeby spróbować pomóc mu wejść do auta. Ale to nie było warknięcie grożące, on mówił że nie chce tego łapania. Nie chciałyśmy od razu wtłaczać go na siłę do auta, to mogłoby zepsuć dużo, jeśli by się nam otwarcie postawił. Za radą chłopaków wyszłyśmy za schronisko i tam jeszcze próbowałyśmy go przekonać, nie chciał, tzn chciał, ale nie wiedział jak i wogóle. Jego trudno do czegoś zmusić, bo jest jak taki knur, zapiera się i nie ruszysz go z miejsca... Chyba żeby go podnieść. Powiedziałyśmy mu, że miał sznsę i delikatnie, jednym ruchem wstawiłyśmy go do bagażnika. Nic nie powiedział Ja wsiadłam do tyłu i trzymałam go tak, żeby nie zdjął kagańca. Hektor wtedy pierwszy raz z własnej woli przycisnął się do mnie zupełnie otwarcie, głaskałam go po tym olbrzymim łbie z malutkimi oczkami i chciał tego. Położył się, po czasie odwrócił na bok, zaczepiał mnie nieśmiało łapą, żeby go głaskać po boku. Odniosłyśmy wrażenie, że Hektor jest bardzo zmęczony całą sytuacją kilku ostatnich miesięcy. Zaufał mi i pokazał bok, brzuch, nie obawiał się dotyku, wyluzował się zupełnie... Potem kołami do góry leżał i zasnął kamiennym snem. Oddychał głośno i pochrapywał. Doszłyśmy do wniosku, że bardzo był zestresowany wszystkim, co łączyło się ze schroniskiem. Poczuł się dobrze z nami. Bezpiecznie. Taki wredny, wściekły rottweiler, a taki biedny w tym wszystkim, moim zdaniem zagubiony. Potem znów na wybojach usiadł, objęłam go ramieniem, pasowało mu to. Tak przejechaliśmy resztę drogi. W hotelu wysiadł, staliśmy przy kojcach, gadaliśmy z Panem Maćkiem. Duży facet, postawny, nie zwracał uwagi na psa. To Hektor do niego podszedł, ruszył ogonem, trącił go łbem. Wszystko na luzie. Potem poszedł do kojca. Odpięłam smycz, zdjęłam kaganiec i puściłam do wody, sama niepostrzeżenie się wycofując. Wiedział że jest u siebie, dobrze się tam poczuł, obsikał sobie kilka miejsc, wypił dużo wody, prychnął. Potem dał się głaskać po boku przez kraty, klepać. Poszłyśmy do samochodu. Patrzył za nami. Wie już, że my to my. Dziś jadę w odwiedziny do Hektora. Jestem bardzo ciekawa jego reakcji. Mam nadzieję że przywita mnie machaniem ogona Zobaczymy
  23. Wysłany: 22 Styczeń 2011, 21:26 Tyle się działo dzisiaj przez cały dzień, że nie wiadomo, od czego zacząć . Uwaga, będzie długo, to pewne. Komu ma sę znudzić, niech nawet nie zaczyna czytać . Zarezerwowałyśmy sobie z Martą na tę akcję cały dzień, wiedząc, że nie możemy się z niczym spieszyć, nie ma mowy o presji czasu itp. Starałyśmy się przewidzieć wszystko i przygotować na wszystko. Mimo, ze wiemy, że los pisze swoje scenariusze i tak chciałyśmy go przechytrzyć . Około 10.00 spotkałyśmy się w biurze Fundacji, gdzie Marta miała zostawić swój samochód i miałyśmy jechać jednym. Już wówczas wiedziałyśmy, ze zabieramy Hektora nie do planowanego wcześniej hotelu, tylko do zlokalizowanego blisko niego po sąsiedzku ośrodka Yukon, zajmującego się psami zaprzęgowymi. Hektor, o ile się wszystko powiedzie, a inaczej nie przewidywałyśmy, miał trafić do tego magicznego miejsca: Z wywiadu z właścicielem Hektora dowiedziałyśmy się, że uwielbia „wyroby cukiernicze” z naciskiem na sernik oraz, że … nie przepada za kobietami i wcale ich nie poważa. Oraz, żeby uważać, bo potrafi być niebezpieczny. To drugie oczywiście zmuszone byłyśmy puścić mimo uszu, pierwsze i trzecie potraktowałyśmy jak najpoważniej. Z Fundacji zabrałyśmy porządną, skórzana smycz (na miejscu okazało się, że szkoda, że tylko jedną), niestety posiadane przez nas darowane, czy pozostałe po innych psach obroże i kagańce, a w sumie jeden kaganiec nie zasługiwały na wzięcie ich pod uwagę. Pierwsza część wycieczki zatem zaczęła się w dużym sklepie zoologicznym. Kupiłyśmy skórzany, bardzo zabudowany kaganiec, bardzo też drogi, za … prawie 100 zł bez kilku zł czy gr, porządną, mocną obrożę, do tego jeszcze jakieś smaczki pachnące wędzonką, w pobliskiej cukierni sernik , który miał nam wystarczyć na obłaskawienie psa, ewentualne podanie usypiaczy, co traktowałyśmy tylko opcjonalnie oraz porcję na wyprowadzenie z samochodu do kojca w hotelu. O naiwności! Ale należy nam to wybaczyć, bo jeszcze nie poznałyśmy Hektora… Wcześniej, jak wiecie wyposażyłam się w zestaw do pobrania zeskrobiny ze skóry oraz usypiacze, gdyby było naprawdę źle , jednak jechałyśmy tam z Martą z mocnym postanowieniem przewiezienia go „na trzeźwo” bez żadnych wspomagaczy. Przepraszam, ale cdn. Obiecuję jeszcze dzisiaj lub w nocy dopisać resztę . edit: 23.50, oto ciąg dalszy Po przyjeździe do schroniska podpisałam umowę adopcyjną, spakowałyśmy książeczkę Hektora, wypiłyśmy kawę, żeby późnij już móc się tylko zająć psem i nie odrywać do innych czynności, nie wiedziałyśmy, jak nam pójdzie. Pracownicy schroniska zaoferowali nam pomoc, ale ponieważ Hektor nie miał z nimi dobrych stosunków, poprosiłyśmy ich, aby nie szli z nami, popróbujemy same. Obserwowali sytuację z daleka, obok mojego samochodu, który zaparkowałam tuz przy budynku biurowym. To, co teraz opiszę pewnie szybko przeczytacie, ale uwierzcie, że wszystko było rozłożone w czasie, starałyśmy się działać bardzo powoli i nienachalnie, tak, aby nie wprowadzić Hektora w stan podenerwowania, ani nie doprowadzić do żadnej konfrontacji. Obrałyśmy kierunek: spokój, wyczucie i rozwaga w działaniu. Już przy kojcu zaczęłyśmy rozpakowywać nasz ekwipunek, wyciągając z plecaka sernik, gadając i śmiejąc się, nie zwracałyśmy na psa uwagi. Częstowałyśmy się sernikiem i dyskutowałyśmy w dobrym humorze. Warto było widzieć minę Hektora: zbaraniał i do wielkiego łba mu nie przyszło, aby choćby zaszczekać. Zainteresował się tym, co się wyprawia, więc zachęcone jego uwaga, nieznacznie zaczęłyśmy „upuszczać” wyroby cukiernicze, nadal nie patrząc na niego otwarcie i nie zwracając uwagi . Po umiarkowanym zainteresowaniu pierwszym kęsem Hektor zdobył punkt dla siebie: NIE ZWRACAŁ UWAGI NA ŻARCIE W NAJMNIEJSZYM STOPNIU! Smakowity sernik pozostał na podłodze nieruszony. W tym czasie obie bokami opierałyśmy się o kojec, Hektor miał okazję wąchać nas, opierał się o nas, dotykał nogi, niby niechcący, ale miałyśmy już kontakt fizyczny. Marta w trakcie naszego gadania podsunęła mu nagle sernik na otwartej ręce, wsuwając ją zachęcająco między kraty, powąchał bez emocji rękę. Ręka pozostała na miejscu, po chwili z moją stało się to samo . Marta spróbowała raz jeszcze z suchą karmą, również bez efektu. Odpadł nam jeden, naszym zdaniem koronny argument: pies nie chciał od nas żadnego żarcia, choć nadal zachowywał się spokojnie, zainteresowany sytuacją, żeby nie powiedzieć przyjaźnie. Cały czas przy tym trącał swoją michę, pustą, co nas naprowadził na to, że chce mu się pić. Powędrowałam do biura po butelkę z wodą, zamiast tego dostałam półlitrowy kufel . Dobrze się stało, bo zamiast lać do miski poczęstowałam Hektora wprost z kufla. W zamian dostałam piękny siad na komendę, nie od razu, ale zawsze, a potem drugi . Znowu woda. I tak krok po kroczku, łyk po łyku, uchylałyśmy kratę mierząc i dopasowując mu kaganiec. Wkładał do niego wielki łeb, zabierał, no to woda . Już już wydawało nam się, ze Marcie się uda zapiąć i kicha, wyrwał się. Uznałyśmy, ze jak zapakujemy go w namordnik, będziemy czuć się bezpieczniej i łatwiej nam będzie sobie z nim poradzić, nawet jak będzie chciał coś zrobić, krzywda duża nam się stać nie powinna. TEN PIES JEST SILNY JAK KOŃ! Podział ról był jasny, ja uchylam wejście do kojca, pies do nas wychodzi, Marta wkłada kaganiec i próbuje zapiąć, ja trzymam i nie pozwalamy się psu wymknąć. Obie w tym czasie gadałyśmy do niego, wychwalałyśmy, starając się nie dopuścić do dużego pobudzenia. Już miałyśmy sukces w zasięgu ręki, kaganiec był na głowie, nie zapięty, kiedy Hektor tak jak próbował poprzednio naparł na nas mocno, łapą szarpał trzymaną bramkę i niestety, ale w jakichś dwóch trzecich torsu wydostał się prawie z kojca, przeciskając się na nas. Miałam wrażenie, że mam z osiem nóg, które starają się zasłonić mu wyjście, a obok innymi ośmioma ciśnie Marta, obie napieramy na bramkę, psa, siebie, co się da, żeby tylko ten lew się nie wydostał. Ręce napięte do granic, wiedziałyśmy, ze to walka o wszystko, choć w takiej chwili o tym się nie myśli. Udało się, ale wewnątrz z psem został nasz superkaganiec. To był najbardziej emocjonujący moment, analizowałyśmy go później kilka razy. Gdybyśmy tylko popuściły nacisk, albo choć ciut zrobiły wyłom, gdybyśmy sobie tak nie ufały, albo nie dały rady… Hektor wrócił do siebie, kaganiec leżał obok, pies nadal mimo wszystko był dość spokojny, do jednego kata odwołałam go na wodę, Marcie sprytnie udało się sięgnąć kaganiec. Uff… To był przełom. Jak Marta wróci do neta, myslę, że fajnie opisze, jak Hektor wyładowywał swoje emocje, w każdym razie nie na nas . Widac było, ze chce do nas, ale nie był pewien czy powinien. Nasze emocje starałysmy się trzymać na wodzy i nie okazywać, ale jego były równie wielkie, jeśli nie większe i radził sobie z nimi na medal. Drugie podejście po przepychance zakończyło się sukcesem, miał założony kaganiec i już bez strachu założyłyśmy obrożę i smycz. Wyprowadzony z kojca ciągnął, sadził się do psów, gnał przed siebie, ale udało się go uspokoić… dotykiem i poklepywaniem. To wprowadzało go w dobry nastrój i uspokajało, wyraźnie lgnął do naszego dotyku, napierał na uda, przy okazji cały czas próbując nachalnie pozbyć się kagańca, czy to łapami, czy ocierając się o nas – stało się to jego celem. Naszym celem było zapakować go do bagażnika . Uzyskałyśmy już tak wiele, nie chcąc popsuć świeżo wypracowanej dobrej relacji postanowiłyśmy dać mu się oswoić z samochodem, nami, właziłyśmy do bagażnika na zmianę, zachęcając go, próbowałyśmy z rozbiegu i różne takie. Cały ten cyrk nadal obserwowali z biura pracownicy, dając w końcu cenną radę, aby wyprowadzić go poza schronisko i tam próbować, bo nie będzie jazgotu psów wokoło, nerwów itp. Super pomysł, a może tylko chcieli mieć pewność, ze już sobie z Hektorem pójdziemy . Nasza dobra wola była wielka. Cierpliwość jeszcze większa. Ale było zimno, więc po kolejnych zabiegach i prośbach Marta złapała ancymonka pod pachy ja za dupsko i na trzy cztery wpakowałyśmy to na oko 50 kg na tył samochodu . Marta zasiadła z tyłu, aby mieć kontrolę, bo cały czas pracował nad kagańcem. Naprawdę, nie chciałyśmy przekonać się, czy będzie bez niego równie miło – za wcześnie. Dodam jeszcze, ze Hektor przez cały czas nie zaszczekał na nas, nie warknął, za to warczał na pracowników, psy i wszystko co było wokół. W drodze rozluźnił się całkowicie, chyba po raz pierwszy od miesięcy, po pierwszych niespokojnych obrotach położył na boku, pozwalał głaskać, dotykać wszędzie, a potem spędził resztę podróży … kołami do góry wystawiając brzuch i jajka. Resztę relacji, równie ciekawej z wejścia do hotelu zostawię Marcie. W domu wylądowałam o 18.00, Marta zapewne jeszcze później . Jestem szczęśliwa, że tak nam z nim poszło, wiem, ze dla niego to było ogromne przeżycie, dużo się działo, ale zdał egzamin na medal. Nie chcę jednak stworzyć mylnego wrażenia, że jest to łagodny, miły pies. Tak nie jest, dopiero popracujemy nad tym, aby go poznać, ale na 100% nie jest to agresywny maniak. Kto dotrwał do tych słów chylę czoła, ale podczas podróży analizowałyśmy jego zachowanie krok po kroku, po kilka razy, aby wyciągnąć jak najwięcej wniosków, a takie spisanie wszystkiego pozwoli mi też sobie to jakoś podsumować, Marcie dołożyć to, o czym ja nie napisałam i stanowi swoiste studium przypadku, więc sorry . _________________ akacha
  24. Wysłany: 14 Styczeń 2011, 13:41 Wszystko ustalone, w przyszłym tygodniu zabieramy Hektora, musimy z Kasią tylko zgrać się tak żeby nasze małe chłopaki Bartek i Franek byli w przedszkolu przez cały dzień, albo żeby ktoś się nimi zaopiekował. Ta akcja potrwa prawdopodobnie cały dzień, nic nie może nas ograniczać, nie możemy się spieszyć, niezależnie co on pokaże musimy go wpakować do samochodu i zabrać. Trzymajcie kciuki i pomóżcie wpłacając może jakiś grosz, będziemy mieć kolejnego psa w hotelu..
  25. Zobaczcie sami , czy ten pies to agresor ? [url]http://www.schronisko-dabrowka.pl/psy/pokaz/259[/url]
×
×
  • Create New...