Jump to content
Dogomania

Fafel

Members
  • Posts

    6
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Fafel

  1. Wiem, że nikt nie pisze, że jestem złą właścicielką. Mam nadzieję, że też tak nie myśli ;) Po prostu albo ja za mało napisałam o Fąflu albo też nikt nie zapytał jak wyglądają te jego spacery. Generalnie wyglądają tak: piłka, patyczki, od niedawna staramy się włączyć też frisbee (na razie etap rollerów), tropienie..., bieganie - to rano. Po powrocie ze spaceru 15 minut zabawy i psiak najczęściej śpi do mojego powrotu z pracy. Potem wyjście na siusiu: 15 - 30 minut łażenia na smyczy po osiedlu i później zabawy w domu, przeciąganie sznurka, szukanie smaczków, ganianie za piłeczką itd... Dwie, trzy sesje w ciągu dnia po 5 minut z ćwiczeniem komend. Na zawołanie Fąfel pięknie przychodzi, od niedawna zrezygnowałam z linki treningowej, aczkolwiek gdy nie jestem pewna terenu nadal ją wykorzystuję. Wieczorny spacer to godzinne szaleństwo ze sforą zaprzyjaźnionych psów. (Czasem są to trzy pieski, czasem osiem ;) ) Ale też ganianie za patykami i piłką. Potem szalejemy troszkę w domku i do rana mam Małego z głowy bo śpi. Chodziło mi o jedną sprawę: jak sprawić, żeby mój piesek podczas powrotu ze spaceru SZEDŁ a nie przystawał czy siadał co 5 minut. Chciałam poradzić się jak bez użycia siły zachęcić go do pójścia naprzód. Cierpliwa jestem i owszem. Stoję, czekam, podsuwam pod nos smakołyki, zachęcam entuzjastycznie do pójścia dalej. Chwilę idzie za smakołykiem i dalej kontemplacja świata, czyli robimy wszystko, żeby nie wracać do domu :cool3: I teraz już nie wiem, czy za mało było zabawy, czy za dużo, czy to kwestia tego, że zawsze za siad dostawał smakołyk. Analogicznie powinien jednak wykonywać również waruj, a tego jednak nie robi ;) Ps. Napisałam, że spacery trwają około 2 godzin dziennie w przybliżeniu (pomijam wyjścia tylko na siusiu, jak ten spacer po osiedlu). Kiedy jest ładna pogoda są to i trzy godziny. Kiedy jest sypki śnieg jak dzisiaj, Fąfel jest tak oblepiony śniegiem, że muszę skracać czas spacerów, a i tak mam w domu odśnieżanie psa i suszenie. Podobnie kiedy pada albo jest błoto. A taką pogodę mamy ostatnimi czasy. (Fąfel jest malutkim pieskiem, kudłatym niezmiernie, o niskim zawieszeniu ;) jak to mówi zaprzyjaźniony wet.)
  2. "Gonienie ogona" to pierwsza sztuczka jaką opisuje w swojej książce pt. "Kliker - skuteczne szkolenie psa" Karen Pryor. Fąfel może jest bardzo aktywnym psem ale napewno nie ma nerwicy. Gonić za własnym ogonem nauczyłam go ja. Troszkę mi przykro bo wyszło na to, że za mało spaceruję z psem, za mało się z nim bawię itd... w dodatku pies ma nerwicę :roll: A ja naprawdę wkładam wiele pracy i serca, żeby Małemu było dobrze u mnie. Daję mu tyle z siebie ile mogę i jak potrafię. Nie gniewajcie się, że tak piszę, po prostu trudno się dogadać na forum, nie widząc zachowania głównego zainteresowanego na żywo...i jego właścicielki ;). Niezmiennie dziękuję za rady i pozdrawiam!
  3. Na wieczorny spacer też poświęcam około godziny, w sumie Fąfel ma około 2 godziny spacerów dziennie. Jak wychodzę z nim w środku dnia na siusiu jest ok, mam wrażenie, że się nie nakręca tak. Natomiast powroty z dłuższych spacerów są męczące. Nie wiem czy dam radę wstawać jeszcze wcześniej...ale cóż, chyba trzeba będzie. Bo przez tą ciekawość świata mojego psiaka spóźniam się do pracy notorycznie ;) Ale to już zupełnie mea culpa :roll: Blog pani Zofii czytam namiętnie...i muszę przyznać, że pani Zofia poprzeczkę stawia bardzo wysoko:modla:. Ale będziemy się starać. Takie autorytety motywują do pracy.
  4. Witam, niestety gehenna z powrotem do domu nadal trwa :oops: Fąfel pięknie chodzi ze mną NA spacer. Udało mi się nauczyć go nieciągnięcia na smyczy, linka zwisa luźno, Mały nie ciągnie do innych piesków czy ludzi. Za to kiedy wracamy WSZYSTKO go interesuje. A to ptaszki na drzewie trzeba poobserwować a to postać na mostku i popatrzeć na samochody w dole. A to usiąść na chodniku i przyglądać się pani z kolorową torbą. Torba - wróg czy przyjaciel? A to jakiś dołeczek wykopać ;) Smakołyki pomogły o tyle (zwłaszcza pasztet ;)), że Fąfel nie siada tak często. Kiedy siada, ja smakołyk pod nos i idziemy...dopóki nie znika. Niestety jak nie siada to stoi :shake: i obserwuje. Wygląda to tak, jakby Mały celowo opóźniał powrót do domu. Pańcia może i rozumie zapędy filozoficzne Fąfla ale niestety musi chodzić do pracy, żeby Fąfel mógł się im oddawać z pełnym brzusiem ;). Co robić? Czy godzinne szaleństwa w śniegu to za mało? (Fąfel po powrocie do domu ma mnóstwo energii, jeszcze z 15 minut bawimy się zanim się uspokoi). Czy nadal pracować nad chodzeniem? Czy może przeczekać szaleństwa młodego wieku? Ps. Fąfel potrafi tylko ganiać w kółko za ogonem :sad: Ciężko mi coś wyłapać, słaby mam refleks a kompletnie nie wiem jak zabrać się za kształtowanie sztuczek. Jeśli ktoś mógłby mi podać jakiś "przepis" na sztuczkę byłabym wdzięczna. Jeśli był taki temat to przepraszam. Pozdrawiam!
  5. Dziękuję za odpowiedź. Oczywiście zastosowałam się natychmiast do rady i jest troszku lepiej. Dopóki trzymam smakołyk w dłoni, moja psina pięknie idzie koło mnie z nosem w pasztecie ;) Niestety po zjedzeniu smakołyku znowu siad i czekanie...:roll: Ale myślę, że to kwestia dopracowania tej metody. Wiem, że to nie na temat ale chciałam się z Wami podzielić przykrą uwagą: mieszkam w Krakowie i coraz częściej spotykam wałęsające się psy, które zostają wypuszczane przez swoich właścicieli na ulice zupełnie samopas. Wczoraj np. widziałam paromiesięcznego szczeniaka (!), który sam usiłował przebiec jezdnię pełną samochodów, a kiedy próbował pobawić się z innym pieskiem rzucano w niego kamieniami. A to niestety nie pierwszy raz, kiedy "właściciel" w ten sposób postępuje...nagminnie spotykam takie przypadki :sad: Czy i w Waszych miastach występuje ten problem? Psy spuszczane ze smyczy bez zupełnego nadzoru? Pozdrawiam ciepło i przepraszam za wtręty nie na temat.
  6. Witam wszystkich Dogomaniaków :modla:;) i proszę o radę. Zdecydowałam się napisać na forum ponieważ mam problem z moim 7-miesięcznym kundelkiem. Od jakiegoś czasu próbuję go szkolić na własną rękę. Niestety już na samym początku zdążyłam popełnić kilka błędów. Oto jeden z nich: nauczyłam pieska siadać i zawsze dostawał za to nagrodę. Cieszyłam się, że udało mi się uzyskać zachowanie również w "terenie" np. przed przejściem dla pieszych. Niestety mój piesek wywnioskował, że siadać mu się opłaca zawsze i wszędzie, i kiedy wracamy ze spaceru (gdy wychodzimy na spacer wydaje się zbyt uradowany żeby robić numery z siadem ;) ) co parę kroków mam siedzącego pieska, (bez dania komendy) który nie chce się ruszyć ni kroku dalej. I tak od paru tygodni, mimo że nie daję mu żadnych nagród za siad bez komendy, tylko stoję jak drzewko i czekam aż Mały zdecyduje się ruszyć naprzód rozumiejąc, że z nagrody nici...Niestety powroty do domu nadal są męczarnią. Dodam, że piesek jest wybiegany, bawimy się na spacerach, a w domu czeka zawsze pyszny obiad na niego. (Mały jednak wie, że noszę przysmaki przy sobie, bo dostaje je np. za wykonanie komendy do mnie.) Proszę o sugestie i rady gdyby nasunął się Wam jakiś pomysł. Wiem, że gdzieś popełniam błąd :oops: Pozdrawiam forumowiczów. Czytam Was już od paru miesięcy :cool1: i jesteście super.
×
×
  • Create New...