Odnoszę os jakiegoś czasu wrażenie że im większy staż, popularność przychodni i ilość pacjentów to te przychodnie siadają na laurach i chyba nic im się już nie chce.
Leczyłam wszystkie moje psy w tej samej przychodni od lat. Wszystko było OK i bez zastrzeżeń dopóki nie zdobyli masy pacjentów którzy bezgranicznie im ufali w to co mówili. U mnie podejrzenie że coś nie tak zrodziło się gdy nie chciano u moje psa zrobić badań krwi na które bardzo nalegałam i poszerzonej diagnostyki u psa gdzie ewidentnie widziałam że coś jest nie tak.Słyszałam tylko na wizytach spokojnie nic się nie dzieje.Aż przypadkiem trafiłam do małej lecznicy niemal wiejskiej. Wet zrobił natychmiast badania krwi i wysłał do laboratorium i na miejscu RTG. Zalecił natychmiast konsultację u kardiologa w Warszawie i we Wrocławiu. Z Warszawy zostałam przekierowana do Bielska Białej dr. Kudły. Tam zrobiono całą diagnostykę serca i zalecono jeszcze dodatkowe badania krwi. Wet u którego leczyłam wszystkie psy stwierdził ponownie że nie ma powodu do niepokoju a takie wyniki z krwi są po zjedzeniu masywniejszej kolacji. Przeniosłam psa do leczenia do maleńkiej lecznicy słabo jeszcze wyposażonej ale z wetem który nie bał się podejmować konsultacji w całej Polsce u najlepszych specjalistów aby do końca zdiagnozować co się dzieje.Wylądowałam też w Mikołowie i w Orzeszu. Pies przebywał tam po kilka dni i miał bardzo dobrą opiekę i przeprowadzoną całą diagnostykę od A do Z. Weci czuwali przy niej noc i dzień była cały czas monitorowana i diagnozowana. Nauczyłam się że hasło spokojnie nie ma powodu do niepokoju to jest powód do niepokoju i bardzo wielkiego bo coś się dzieje a oni się boją konsultować zwierzaki u innych specjalistów żeby im pacjent i kasa nie uciekła. Młody wet nie bał się konsultować u innych i razem z ich zaleceniami prowadzić psa,podawać kroplówki i leki, dzwoniąc i pytać się jak dziś ma się pacjent.