Jump to content
Dogomania

maroon

New members
  • Posts

    2
  • Joined

  • Last visited

Converted

  • Location
    Wrocław

maroon's Achievements

Newbie

Newbie (1/14)

10

Reputation

  1. Dzieki Amnessick!! Wiem, jak bardzo Tobie ciezko teraz i w ogole. To samo czulem, czuje i zawsze bede czul ale nie mam wplywu na nic. Teraz jak sobie pomysle z perspektywy czasu jak bardzo moj ukochany piesek sie meczyl, co przezywal i jak bardzo byl silny wewnetrznie ciesze sie, ze dozyl starosci, ze mogl byc z nami i po prostu....wypelnil swoja "misje" do konca. Nigdy go nie zapomnie, bo Lumpek zawsze pozostanie w moim sercu. Poza tym nie wiem czy kiedykolwiek zdecyduje sie na zwierzatko w domku.......Pozdrawiam Cie i trzymaj sie cieplutko, nie poddawaj sie i pamietaj, ze Twoja Szerunia jest teraz szczesliwa:))
  2. To był najwspalnialszy przyjaciel jakiego dotąd miałem. Miał na imię Lump. Zdrobniale Lumpek, Lumpuś, Lumpuniu.....Był z nami od zawsze. Przybłąkał się do albo poprostu sobie nas wybrał. Po pierwszej wizycie i szczepieniach weterynarz oznajmił mi, że Lumpek przyszedł na Świat dwa tyg. wcześniej. Urwis z niego był straszny, już podczas pierwszego spacerka nawiał mi.......Oczywiśnie zguba odnalazła się sama ale.......wrócił okaleczony:-( Moja wina, nie upilnowałem ale dlaczego ludzie są tacy okrutni, nie mają serca i są zwykłymi sadystami!! Ktos oblał mojego Lumpka kwasem po grzbiecie!!! Lekarz nie rokował większych nadziei, sugerował nawet by go uśpić ale On strasznie chciał żyć. Nie poddawał się nigdy i wylizał się z tego. Później były szczęśliwe lata:-) Około dwa lata lemu po powrocie znad morza oczywiście z Lumpkiem zaczął się kaszel. Myślałem, że to przyziębienie, bo przyznać muszę, że szaleństwo w wodzie bylo i to jeszcze jakie. Weterynarz-konował zapisał antybiotyki. Po tygodniu brania kaszelek był jeszcze gorszy. Udałem się do kolejnego konowała i następnego aż wreszcie trafiłem na ul. Januszowicką (Wrocław). Tam powiedzieli mi, że Lumpek ma wrodzoną wadę serduszka. Miał wtedy 10 lat. Od razu przystąpiliśmy do leczenia. Postęp choroby był bardzo szybki ale mój Piesek nigdy nie dawał po sobie znać, że coś go boli. Kurcze, tak ciężko mi to pisać....Raz było lepiej, raz gorzej. Codziennie podawaliśmy mu garść tabletek (na ciśnienie, serduszko, na płyny itp.itd.) Był taki dzielny.....Później był obrzęk płuc, woda w brzuchu, odmawiały posłuszeństwa nerki i kolejne narządy. Jeździliśmy z nim na kroplówki, na tlen, na zastrzyki jednak choroba pogłebiała się. Wiedzieliśmy, że w końcu przyjdzie ten moment a zarazem nie chcieliśmy patrzeć jak się męczy. Lumpek wybrał sobie piękny dzień, dzień zaduszek. Umarł po długiej i cięzkiej chorobie w domu, w moim pokoju, przy moim łóżku 31 października 2008r. Długo nie mogłem do siebie dojść tak bardzo go kochałem, był kimś więcej niż tylko członkiem rodziny. Może to i dziwne co teraz napiszę ale swoją pokorą i pozytywną postawą dał nam wielką lekcję życia. Na zawsze pozostanie w naszej pamięci, nasz Kochany Lumpek.....Zawsze będę o Tobie pamiętać. IMG 0415.jpg
×
×
  • Create New...