Jump to content
Dogomania

lyko

Members
  • Posts

    21
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by lyko

  1. Uśpiłem go. Właśnie prawie że przed chwilą... Normalnie chłop jestem, ale ryczę, bo przypominają mi się tylko te miłe chwile z nim. Beznadzieja jakaś. Teraz jakoś tak pusto się zrobiło...Cały czas chodzi mi po głowie że czegoś nie zrobiłem, że coś zaniedbałem....Mam cholerne wyrzuty sumienia. Co do kastracji: pojechałem, ale głupio wyszło, bo weterynarz tylko się ze mnie zaśmiał i uzmysłowił mi, że on już jest wykastrowany. Możliwe, że zrobili to w schronisku, (albo zrobił to poprzedni właściciel). Zdziwił się że pomimo tego jest taki agresywny wobec innych psów. Więcej nie chce mi się pisać. Możecie mnie krytykować za to co się stało, ale proszę miejcie umiar...
  2. [quote name='Arot'] No chyba, że w swoich opisach sytuacji GRUBO PRZESADZIŁEŚ i to tłumaczy twoją niefrasobliwosc w podejściu do bezpieczeństwa domowników.[/quote] Co rozumiesz przez "grubą przesadę"? Obawę przed ugryzieniem można jakoś w prosty sposób stopniować? W moich postach starałem opisać te agresywne postawy a unikać wartościowania kładąc nacisk bardziej na efekt w domu który towarzyszył agresywnemu zachowaniu psa, nastroju, który został tym zachowaniem wywołany. Skupiłem się na tych elementach negatywnych, bo przecież nie jest problemem, że macha ogonem jak widzi piłkę czy skacze gdy się cieszy gdy wychodzi na spacer. Oczywiście jest mnóstwo fajnych zachowań tego psa, bo gdyby ich nie było pies juz dawno spał by snem wiecznym. Jak już wcześniej pisałem, nie mam porównania z innymi agresywnymi zachowaniami. Być może mój pies przy Twoich czy innych osób doświadczeniu byłby oazą spokoju... A może wręcz przeciwnie: nadawałby się do natychmiastowego uśpienia. Nie wiem. Nie oczekuję też, że ktoś mi to jednoznacznie poprzez internet powie. Po to właśnie czytam wszystkie opinie w tym jak i w innych pokrewnych tematach, żeby choć trochę - na tyle ile można czytając różne rady - zaczerpnąć z doświadczeń innych osób i obserwować, a potem wyciągnąć właściwe wnioski, a jeszcze lepiej - zwrócić uwagę na coś tej osobie kompetentnej która psa będzie widzieć bezpośrednio. Wbrew pozorom Twój emocjonalny post oddaje także po części moje emocje. Wracam do domu o 17 (a zona jeszcze później) i rzeczywiście ten czas który pozostaje trzeba podzielić pomiędzy dzieciaki a psa. No tak to już jest, że aby jeść trzeba pracować (przynajmniej co do zasady... :))... Też mnie czasami już cholera bierze i gdy jeszcze mi żona marudzi to najchętniej załadowałbym psa do bagażnika, zawiózł do weterynarza i kazał uśpić, miałbym spokój z problemem. To jest taki najprostsze a konkretne rozwiązanie. Zastosowanie innych konkretów, których ode mnie wymagasz, gdyby przyjąć słuszność wszystkich rad które na tym forum (jak i poza nim) dostałem jest niewykonalne w tym sensie że w znacznej części są one sprzeczne. Np: Kup klatkę i trzymaj tam psa - nie trzymaj w klatce, bo całkiem zdziczeje, psa do tego trzeba przyzwyczaić. Izoluj całkowicie od dzieci - nie izoluj bo musi czuć "stado" (jest jeszcze pośrednia wersja: daj im sie bawić ale pod twoją kontrolą). Wbrew temu co mogłoby sie wydawać wszystkie te jak i inne rady są cenne i dawane przez osoby które przynajmniej jakos tam się na tym znają (no może poza kilkoma - jak to w życiu bywa... :)), a od mojej odpowiedzialności zależy co robię i na co się zdecyduję. To samo dotyczy przecież każdego kto szuka porady na tym forum.
  3. [quote name='puli']Wbrew niektórym uwazam ze postepujesz bardzo odpowiedzialnie. A balansujesz na linie bo oddanie/uspienie psa bez walki to cien na psychice dziecka i jego stosunku do Ciebie a zostawienie psa to ryzyko ugryzienia syna. Ja bym przez pamiec własnych doswiadczen psa zostawiła bo przed zebami łatwiej ochronic... Poczekaj, jeszcze za wczesnie... dzieciak zobaczy postepy, zobaczy że (i jak) można kierowac psem, prowokowac pożadane zachowania... W końcu sie odwazy i zechce spróbowac. Przecieżto nawet dla dorosłego nie jest takie łatwe. Skoro zona ma obawy jak tu sie dziwic dzieciakowi?[/quote] No Bóg Ci zapłać za te słowa... Sam sobie zdaje sprawę że balansuję na linie, tym niemniej staram się wykluczyć ryzyko niebezpieczeństwa w każdy sposób i godząc to z nauką odpowiedzialności za to co sie robi - w końcu dzieciaki były przy decyzji o zabraniu psa ze schroniska. Jeśli wyczuję, że nie ma wyjścia, że nie panuje nad tym co sie dzieje z psem - to psa uśpię. Weterynarz się do tego właśnie skłaniał. Natomiast ja jestem kawał chłopa i jestem w stanie psa zabić czymkolwiek jeśli doszło by do takiej konieczności. Staram sie po prostu znaleźć inne - lepsze - rozwiązanie.
  4. [quote name='puli']Takie dziecko jest równiez bardzo empatyczne i potrafi przyjac koniecznosc takiego a nie innego zachowania w kontaktach z psem. To jest juz duzy chłopiec i gdyby to było moje dziecko, to starałabym sie wszelkimi sposobami włączyc go w psie wychowanie. [U]To sie moze udac tylko wtedy gdy syn zrozumie przyczyny i cel podjetych działań i nie bedzie obwiniac ani psa ani siebie za istniejaca sytuacje. [/U] Dzieci pamietaja.....[/quote] No własnie. Tłumacze mu cały czas, staram się też nie izolować psa. Brak izolacji nie jest - wbrew temu co piszą niektórzy - prostym brakiem odpowiedzialności za dzieci. Z tym, że ciężko jest włączyć w wychowanie psa dzieciaka który sie go boi...
  5. [quote name='WŁADCZYNI']Jeszcze tuńczykowe ciastka są miękkie i można łyknąć - służę przepisem jeżeli chcesz piec:) moja suka za nimi szaleje. Zapewnij na razie synowi picie przy łóżku żeby w nocy nie natknął się na psie kły, ewentualnie bezpieczna droga do łazienki i kuchni bo nawet przypadkiem, po ciemku czy przez sen wlezie na psa i skończy się nieszczęściem.[/quote] Dokładnie tak jak piszesz. Do kibelka nie musi schodzić na dół, bo ma na piętrze.Wprawdzie na psa tak bezpośrednio się nie nadepnie, bo pies śpi w kącie i całkiem nie po drodze do kuchni ale i tak dostał polecenie zabrania kubka wody do pokoju. A z pieczeniem... jakby to powiedzieć... mój pies strasznie lubi orzeszki ziemne i żółty ser... Może bez pieczenia się obejdzie (dla jego dobra).;)
  6. [quote name='an1a']Warczenie może być różne - ze strachu, kiedy pies podkula uszy, nisko ogon, jest niepewny, odwraca oczy. Mój pies miał postawę pewną siebie, napiętą, gotową do natychmiastowego ataku. Patrzył w oczy i skrzyżowanie jego wzroku z człowiekiem było sygnałem do ataku. [/quote] No to - upraszczając - u mnie jest tak, że wobec mnie się boi a wobec syna ma chęć dominacji. Wobec mnie odwraca wzrok, głowę, uszy po sobie. Patrzy gdzieś tak jakby bokiem. Wobec syna potrafi warczeć wcześniej, na sam widok, jakby profilaktycznie a zapewne w formie pokazania kto tu rządzi. Zawsze wtedy interweniuję i przywołuje psa do porządku, wtedy natychmiast przyjmuje tą postawę charakterystyczną wobec mnie: uszy od razu po sobie i warczy nadal ale z odwracaniem wzroku.
  7. [quote name='Mrzewinska'] w jakiej sytuacji trener przewidywal problemy?[/quote] Tego dokładnie nie mówił. Natomiast pies był bardzo pojętny jego zdaniem, ale stosunkowo niepokorny. Twierdził, że trzeba z psem bardzo konsekwentnie a także ostro, bo będzie chciał mi wejść na głowę. Powiedział też że widział dużo psów ze schroniska i w większości to był chłam (tak powiedział), natomiast ten mój jest wyjątkowy. Nigdy nie pytałem co dokładnie ma na myśli, bo wtedy jakoś nie było jeszcze problemów. Poprzez brak wówczas konkretów wydawało się ze tak sobie gada, może trochę komplementuje...Wywołał wilka (sic!) z lasu....
  8. [quote name='an1a'] Jeśli macie możliwość - nagrywajcie te zachowania, jeśli nie - trzeba dokładnie opisać postawę psa, gdy warczy. Stąd u mnie była niejasność - pies warczy, bo się boi - w bezpośrednim kontakcie jego postawa wskazywała na ogromną pewność siebie i gotowość do ataku. Diabeł tkwi w szczegółach...[/quote] To jest dość dobry pomysł: nagrać gada! Nie przyszło mi to do głowy. Napisz proszę nieco więcej o tych Twoich odczuciach a propos warczenia jako pewności siebie i gotowości do ataku a objawu strachu. Do "Mrzewińska": zapomniałem napisać, że tylko ja go próbuję iskać - głaskać gdy jest na posłaniu. Cała reszta rodzinki go woła. Swoją drogą właśnie przed chwilą zaobserwowałem, że ten cholerny pies nauczył się że to dotykanie gdy jest na posłaniu wiąże się z tym, że dostaje smakołyk, ale włąśnie za to że nie warczy. I wiecie co? Nawet gdy mu daję to cholera nie chce go. Ma go gdzieś. Woli warczeć. Kładę mu koło mordy a on go nie bierze. Z łaski zje jak sobie pójdę. Już mi trener na szkoleniu powiedział że to moze być charakterny psiak. A mogłem wziąć ze schroniska pudla... I do prittstick: Masz 100% rację. Syn jest bardzo delikatnej konstrukcji akurat rzeczywiście. I rzeczywiście też się przejmuje najbardziej z nas wszystkich. Czasami mi go żal, bo ciągle się pyta czemu pies na niego warczy skoro on chce go pogłaskać i go lubi... Ale wydaje mi się że odsunięcie psa od nas, wystawienie go do budy na zewnątrz w sytuacji gdy zawsze spał w domu nie jest dobrym pomysłem i nie przyniesie nic twórczego do tego wszystkiego. To lepiej od razu go uśpić. Brałem psa żeby był z nami (bez względu na patos tych słów).
  9. [quote name='an1a']Jeśli miałoby już dojść do jakiejkolwiek konfrontacji i bezpośredniej eliminacji zachowań agresywnych to tylko i wyłącznie pod okiem fachowca! Nie róbcie nic na własną rękę.[/quote] No właśnie tak też mi się trochę wydaję. Poprzednio próbowałem sam i doszło tylko do eskalacji agresji. A do "prittstick": Poza nawet kwestiami finansowymi problem jest też z tym, że nawet kilkukrotne wizyty u nas w domu nie dały by pewnie pełnego obrazu sytuacji. U mnie jest tak, jak w którymś poście, który cytowany był przez kogoś w tym temacie: tak jak się spojrzy na pieska to jest miły. Łasi się nawet. Ale gdy przychodzi wieczór, albo czasami w ciągu dnia coś go trzepnie i nie wiadomo dlaczego warczy i lepiej schodzić mu drogi. Dziś mi syn powiedział, że niedawno zszedł na parter do kuchni w nocy bo chciał się napić, ale musiał się cofnąć bo pies na niego warczał i on się bał. Żadnego behawiorysty wtedy nie będzie. Do tego jak się wraca o 17 do domu to nawet nie ma kiedy się na takie wizyty umówić. Samo życie zwykłego człowieka... :roll:
  10. Wywoływany byłem do tablicy, tak więc powiem co u mnie. Przede wszystkim z kastracją na razie nic nie wyszło, bo weterynarz do którego pies poprzednio chodził nawalił (chory, albo coś - pod koniec tygodnia ma się odezwać). Po drugie - dzięki m.in Waszym radom - wprowadziłem kilka najprostszych zasad w domu, do których mają się konsekwentnie stosować wszyscy: a) pies ma leżeć wyłącznie na swoim posłaniu, a już na pewno nie pod stołem, pod biurkiem i w miejscach gdzie narażony jest na jakieś nagłe bodźce. b) karmię go w zasadzie wyłącznie z ręki. Do karmienia włączyłem też (niechętną) żonę i córkę (chętną, ale za to pod kontrolą ). Przy okazji córa (lat prawie 6) na własną prośbę męczy go poleceniami typu: siad leżeć zostań. c) wieczorem, gdy najwięcej i najczęściej dotychczas warczał nikt poza mną nie ma do niego się zbliżać. d) gdy leży u siebie na posłaniu staram się go dotykać i gdy tylko zaczyna warczeć mówię NIE. Niestety mimo to muszę przestać go głaskać, bo mógłby być cyrk jak poprzednio. Po chwili zaczynam coś do niego mówić i daję chrupkę (jedzenie) i jednocześnie znowu lekko głaszczę. Jeśli gdy mówię coś do niego on nadal warczy nie dostaje chrupki oczywiście, za to słyszy NIE. Tak kilka razy. Przepraszam za prostotę tego opisu, ale w krótkich słowach tak to wygląda. W rezultacie tego wszystkiego nadal cholera warczy, ale jakby mniej (oby to nie było odczucie życzeniowe). e) wyeliminowałem wszelkie zabawy w których może choćby dojść do siłowego używania zębów (np: skakanie do piłki, szarpanie z kijem czy piłką). Ponadto w sposób ponadnormatywny (poprzednio robiłem, teraz kładę na to szczególny nacisk): f) Staram się chwalić go za rzeczy dobre. g) męczę go konsekwencją w żądaniu realizacji tego co od niego chcę aby zrobił. To tak bardzo z grubsza. Skutek? Trochę się uspokoił, ale do końca nie wiem czy dlatego że to pozytywnie na niego działa, czy po prostu wiąże się to z tym, że staram się w ten sposób unikać wszelkiej konfrontacji. Wiem, że to jest takie trochę chodzenie przy nim "na palcach", więc na dłuższą metę niewykonalne, ale może potrzeba go trochę pozbawić stresu a jednocześnie uciec od bezpośredniej konfrontacji pozostawiając wymuszenie dostosowania się do wymagań rodziny w innych sytuacjach (mniej dla niego stresowych?). Może następnym etapem - a może wcześniej konsekwencją - będzie stłumienie tych agresywnych zachowań w ogóle? W praktyce największy problem jest z synem, którego chyba jakoś nie lubi, bo warczy na niego najczęściej.Tu może zachodzi błędne koło: syn się boi - to pies warczy - no to syn się boi. Pewnie nie napisałem żadnych rewelacji, ale miło mi że część osób jest ciekawych co się dzieje, więc zdaję relację. Pozdrawiam!
  11. Ech, tak to jest niestety, gdy słowo pisane - i w dodatku ograniczone potrzebą możliwej zwięzłości - ma oddać pewien złożony chyba stan zachowania psa ale też mojego ducha... Czuję się w obowiązku podjęcia próby wytłumaczenia się wobec surowej oceny wystawionej mi przez P. Mrzewińską. To wszystko nie jest tak bardzo sprzeczne czy niekonsekwentne jakby mogło się wydawać. Na przykład w czasie spaceru tylko ze mną jestem w stanie psa opanować, chodzi przy nodze bez smyczy (chce wyrwać co chwilę do przodu, ale można go "usadzić"), aportuje, oddaje piłkę na polecenie, szuka jej na polecenie... I to jest ten "dobry" i "opanowany" opis psa. Zasadniczo inaczej jest gdy idziemy rodziną, pies jest trudny do opanowania, zachowuje się jakby cały czas był wcześniej uwiązany i wreszcie uzyskał swobodę - trudno go przywołać, biega w sposób "zwariowany", goni dzieciaki, rower, nie oddaje piłki, trudno wyegzekwować jakiekolwiek polecenie - jest dziwnie nieskupiony i wszystko go rozprasza - tak mi się wydaje. Wówczas to zdarzył się epizod z rozdarciem buta i ciągnięciem dzieciaka po ziemi oraz brak reakcji na polecenia. W domu jest jeszcze inaczej: warczy, nie pozwala się zbliżyć gdy leży a nawet pogłaskać, wybudza się w sposób gwałtowny; to właśnie w domu dział się ów "horror" z zasłanianiem krzesłem. Zachowanie psa zaczęło zmieniać się w przeciągu około trzech, może czterech tygodni - trudno określić jakąś bardzo konkretną datę, gdyż to po prostu ewoluuje. Np jeszcze pod koniec listopada można było swobodnie zabrać go na spacer (przejażdżkę ) rowerem i nie łapał za nogi. Niewątpliwie moje wypowiedzi są opisem niedoskonałym, ale z pewnością nie są nieprawdziwe. Niekonsekwencja moich słów wynika być może z braku zrozumienia zachowania psa i niestałości tego zachowania. W przeszłości miałem psa, lecz nigdy nie miałem z nim problemów i nie miałem potrzeby przeprowadzania analizy zarówno zachowania psa jak i zachowania mojego w stosunku do psa. Jestem fachowcem w całkiem innej dziedzinie. Niezależnie od lekko ironicznej i być może usprawiedliwionej, aczkolwiek błędnej oceny prawdziwości mojego opisu, bardzo dziękuję za wszystkie - także te krytyczne - słowa. Jutro zapewne zacznę od ustalenia terminu kastracji. A potem zobaczymy. I jeszcze jedno - pies brał udział w szkoleniu w Poznaniu. W związku z tym, że nie wszystko chyba jednak poszło tak jak powinno nie chcę robić negatywnej reklamy, zwłaszcza, że w mojej ocenie organizatorzy przykładali się do pracy i było by niesprawiedliwe w sposób uproszczony szukać przyczyn zachowania psa w błędach trenera. Jeśli komuś bardzo na tym zależy z jakiś względów mogę ewentualnie tę informację przesłać na priva.
  12. Jeśli chodzi o pochwały, to pies był chwalony. Dziesięć razy na godzinę to chyba nie. Ale stosowałem modulację głosu, chwaliłem go za to co dobre a karciłem( NIE!) za to co zrobił nie tak. Może źle się wyraziłem z tym wykrzykiwaniem komend na szkoleniu. Nie było oczywiście tak że - za przeproszeniem - darłem mordę przy każdym SIAD! Starałem się to robić bardzo dobitnie i byłem bardzo konsekwentny. Nie wiem czy robiłem to dobrze, ale byłem jako przewodnik dobrze oceniany przez prowadzącego szkolenie. Pies miał także dobre - a nawet bardzo dobre - wyniki. Nie potrafię powiedzieć czy smakołyk był zawsze po pochwale głosowej. Czasami być może równo z tym. Na pochwały zwracali uwagę na szkoleniu i starałem się do tego stosować. Po jakimś czasie smakołyki były wyeliminowane, została piłka - po zaakceptowaniu przez trenera na szkoleniu. Z tym wyrzuceniem z domu na dwór: było to dwa razy. Raz kilka tygodni temu, gdy pierwszy raz ostro warknął na córkę i żona się przestraszyła (wówczas -przyznaję -może mogłem psa nie wyrzucać), a drugi raz kilka dni temu, bo sytuacja była taka,że na moją wyciągnietą rękę do pogłaskania pies zaczął warczeć, mówiłem do niego łagodnym głosem, uspokajałem i gdy to nie skutkowało krzyknąłem NIE! ale chyba go to dodatkowo pobudziło. Poszliślmy z psem w totalną konfrontację, on wyglądał jakby w każdej chwili się na mnie miał rzucić (nie przesadzam), ja się zastawiłem krzesłem, dzieci z żoną uciekły do pokoju i się zamknęli, mała płakała... Normalnie niedobrze było. Nie zastanawiałem się nad tym za dużo tylko wygoniłem go przez balkon do ogrodu. Dopiero jak się wszyscy uspokoili wpuściłem go do domu. Wszedł wtedy i się położył na legowisku. Oczywiście jestem laikiem, ale naprawdę nie wyobrażam sobie w jaki sposób mógłbym podczas tego zdarzenia wytłumaczyć psu że tak nie wolno i do tego go uspokoić. Starałem się po prostu odizolować go bo pomimo mojej wagi i wzrostu pies stał się nawet dla mnie niebezpieczny. Być może można było do tego nie dopuścić, ale wówczas to on postawił by na swoim, bo wymusił warczeniem nasze posłuszeństwo. Tak to widzę, choć może się mylę. A co do kastracji: mówcie co chcecie, ale (może dlatego że jestem facet :) ) jakos to widze jakby go okaleczyć. A do tego skutek jest podobno nieznany do końca. Nie mówię nie, ale szukam po prostu może jakiś wcześniejszych bezinwazyjnych środków. I jeszcze jedno: na bezsłowne gesty wykonuje dwa polecenia, które były ćwiczone: siad i waruj.
  13. [quote name='AbwehrstelleBreslau']Witam, z mojego doświadczenia z owczarkami niemieckimi ( też po szkoleniu I i II stopień) wynika , że jesteś w sytuacji , wktórej pies zaczyna dorastać i zaczyna starać sie dominować. Czy podsikuje po tobie w terenie? Jeżeli tak to szykuje ci mieksce samca beta w stadzie(rodzinie). [/quote] Czym więcej czytam to co dobrzy ludzie mi piszą tym bardziej mi się wydaje że właśnie może być tak jak piszesz. Już wcześniej zastanawiałem się czy to jego zachowanie nie ma jakiegoś związku z dorastaniem. Obym był w błędzie, ale naprawdę robi się coraz bardziej konfrontacyjny. Wyczuwa może że zasiał strach i z tego korzysta...
  14. [quote name='M@d']Aha, jeszcze jedno, gdzieś wyczytałem, zastosowałem i działa... - Komenda dla psa (szczególnie o tendencjach do ignorowania komend) powinna być wydawana zdecydowanie, ma być jak świst bata, albo krótkie szczeknięcie :lol: (nie zalecana do psów strachliwych) Nie wiem ile on waży i jak silny jesteś, ale jak pisała Pani M. czasem trzeba psa za kark i w powietrze, jak myśli, że on tu jest najsilniejszy ... :evil_lol:[/quote] Uwierzcie, że komendy wydaję BARDZO zdecydowanie. Na szkoleniu czasami zdarzało się że moje komendy wykonywały również nie moje psy... :) Dotychczas to działało... Teraz ostatnio działało wywalenie go właśnie na powietrze ( na mróz) i przetrzymanie z pół godziny pod drzwiami. Ale powiem Wam że gdy wcześniej normalnie wracał z ogrodu to piszczał żeby go wpuścić, a po takim "skarceniu" cierpliwie czekał bez piszczenia czy drapania w drzwi... Ostatecznie wchodził z uszami po sobie ale kładł się i nic nie robił. Dopiero trzeba było go przywołać to zachowywał się jakby był skruszony. Ale na krótko. Jestem kawał chłopa i pies ze mną nie ma szans, z tym że coś mi się tak wydaje że on to wie, ale wie też że to dotyczy wyłącznie mnie a nie żony czy dzieci.
  15. [quote name='Mrzewinska']Ja jeszcze wroce do pierwszych sygnalow konfliktu - warczenie na chodzenie obok, warczenie na ruchy nog, gdy pies polozyl sie pod stolem. Juz przy pierwszym mruknieciu musi sie reagowac, sposoby rozne, zaleznie od psa i pewnosci siebie wlasciciela. [/quote] Ponownie bardzo dziękuję za te uwagi. Próbowałem z nim pracować właśnie w tym celu żeby sie nie bał ruchów nóg i za każdym razem reagowałem, na początku łagodnie i uspokajająco do niego przemawiać a jak to nie przynosiło skutku ostro go "ustawiając", co wydawało się skuteczniejsze, ale zdaje się ze powodowało jego ustąpienie jedynie przede mną, gdyż nie działa wobec reszty rodziny. Niezależnie od tego problem jest jednak także z tym, że nawet gdy udało się go uspokoić i akceptował w końcu niewielkie ruchy nogami gdy leżał np. pod biurkiem - to wyłącznie wtedy gdy nie drzemał. Gdy przydrzemał a ruszyło się nogami reagował właśnie najgwałtowniej łapiąc zębami - a ostatecznie jak ostatnio - gryząc już dotkliwie. Jego gwałtowne reakcje podczas snu zaobserwowaliśmy z resztą już wcześniej. Potrafił zerwać się z legowiska z wielką gwałtownością na skutek spadającego przedmiotu, wstania z krzesła, czy innego bodźca z zewnątrz i to nawet nie zawsze zlokalizowanego w jego bliskości. Tłumaczyłem to sobie naturalną dla zwierząt czujnością. Dopiero od niedawna przeistoczyło się to w końcu w warczenie nawet na jawie. Co ciekawe - "na jawie" nie jest bojaźliwy. Np na wybuchy reagował w miarę spokojnie. Obawiam się ze właśnie on trochę na takiego tyrana wyrasta. Bo widać że jeśli ustępuje to wyłącznie wobec zdecydowania i konsekwencji ale też chyba swoistej siły przewodnika. Jego ustępowanie wobec mnie nie powiela się w w ogóle wobec reszty domowników. I jeszcze jedno - odpowiadając na zarzuty wyrażone wobec mnie poza tym forum: Pies był przemeyślanym pomysłem. Do schroniska poszedłem z dzieciakami. Celowo nie wybrałem szczeniaka, bo nie chciałem żeby był kojarzony przez dzieciaki z pluszową zabawką. W schronisku byłem dwukrotnie po ok godzinie obserując psa którego sobie upatrzyłem. Szczekały wszystkie - ten dał się uspokoić, nawiązał kontakt, spokojnie reagował na dzieci. Nie przejawiał agresji. Bardzo szybko się zaaklimatyzował. Był pojetny i ciekawy. Dopiero od niedawna zaczęły sie takie reakcje.
  16. Z pewnym przerażeniem czytam posty usera Mrzewinska. Trochę tak jakby podglądał/a mój dom :) , a przede wszytskim wyjątkowo trafne są Twoje uwagi. Sam dochodzę do podobnych wniosków, choć zapewne nie tak celnie wyrażonych. Z tym, że dodatkowo wnioski te nie nastrajają mnie pozytywnie... i jeszcze brak mi poparcia w ratowaniu tego psa ze strony pozostałych domowników po tych ostatnich sytuacjach... Uświadom mnie proszę co oznacza ON (obronne?). Nie wiem też czy mój pies potrafi atakować na polecenie, Nie ćwiczyłem go w tym kierunku, bo przede wszystkim chciałem aby był członkiem rodziny. Niezależnie od tego: pasja do aportu jest prawdziwa. Naprawdę w tej właśnie pasji mój pies niewiele odstawał od np. owczarków belgijskich które brały udział w szkoleniu... A zabawy w chodzeniu po śladzie już wprowadzałem - dość nawet często. Chodziłem po kwadracie i zostawiałem w którymś miejscu piłkę. Zawsze - po krótszym bądź trochę dłuższym czasie ( po poleceniu "szukaj" - znajdował. Co do karmy: wprowadziłem mu Bewi - dog (clasic). I na koniec:Tak mi się rzeczywiście wydaje, że pies nie chciał zrobić krzywdy synowi, uznał to za dobrą zabawę. Niestety tylko on tak uznał. Syn po dziesiejszym numerze teraz nie chce nawet mówic o psie ( ciężko zasypiał nawet), a żona... cóz... łatwo zgadnąć :). Na początku tak nie było. Pies był delikatniejszy, bardziej "czuły" i wrażliwszy. Nie wiem gdzie został popełniony błąd. Szkolenie z posłuszeństwa miało umożliwić mi jak i psu wejście w konkretne normy obowiązujące w domu. Coś poszło nie tak...
  17. [quote name='puli']Czyli wyglada na to ze sam "zapracowałeś" na tę sytuację prawdopodobnie przez brak konsekwencji i "odpuszczenie" codziennych zajeć. Tak "na teraz' skasowałabym w ogóle jedzenie z miski i karmiłabym go z reki wyłącznie za wykonanie polecenia. Podejrzewam że gdyby mu kiszki grały marsza, to "do mnie" wykonałby z predkościa swiatła.[/quote] Choć przyznaję się do błędów to akurat nie tych o których piszesz. Oczywiście mogłem z psem pracować więcej, ale mam rodzinę, syn musi odrobić lekcje, ja też mam pracę w domu... Pies miał nas jako rodzinę uzupełniać, a nie zastąpić. A co do tego jedzenia, to akurat tak zaobserwowałem podczas szkolenia "na smakołyk", gdy chodził przed szkoleniem głodny, że wydawał się lekko rozdrażniony. A po drugie: jak się naje to będzie nadal ok? Ale oczywiście nie wykluczam że mimo to Twój pomysł zdał by egzamin. Po prostu głośno myślę. Słuchajcie. Tak jak ktoś napisał, przez internet nie da się rozwiązać problemu - z czego zdawałem sobie sprawę od początku. Ale czasami jak jest trudno warto poszukać opinii innych. Za wszystkie bardzo serdecznie dziękuję.
  18. Jestem z okolic Poznania. Na szkolenie rzeczywiście chodziłem sam z psem. Dwa razy poszedłem z dziećmi, ale pis był za bardzo rozkojarzony i nie mógł się skupić. Jeszcze tak mniej więcej w listopadzie nic nadzwyczajnego się nie działo. Córka (5lat) nawet z nim ćwiczyła różna polecenia, które wykonywał - inna sprawa że akurat ją chyba jako tako toleruje. Tym niemniej wykonywał wszystkie polecenia które wydawane były przez żonę czy przez syna. W tej chwili już ja zaczynam mieć z nim problemy. Teraz np gdy sie położył w obroży nie reaguje na polecenie "do mnie" żeby mu po prostu przed snem zdjąć obrożę. Mówię do niego łagodnie i spokojnie ale on tylko leży i ostrzegawczo warczy. PS Oczywiście nie liczę na to że ktoś da mi lekarstwo na wszystkie problemy dzięki któremu pies będzie super. Dzielę się z Wami problemami, bo żona już się boi o dzieciaki i każe mi coś zrobić, a dzieci się psa już boją i mówią że wolą kotka... (to akurat po moim trupie!!!! :) ). A na huki sylwestrowe reagował, ale stosunkowo spokojnie, patrzył na wybuchy, z tym że przez szybę w domu, nie chował się, nie uciekał.
  19. Dziękuję za te rady. Szkolenie na które chodziłem z psem - nie ma co ukrywać - nie tylko miało na celu nauczenie psa ale także nauczenie mnie jak z tym psem postępować. Tam między innymi mówili o "nakręcaniu na zabawkę", w tym także pokazywali również "uciekającą piłkę" oraz zabawy siłowe zakończone poleceniem "zostaw". W moim przypadku to działa i pies zostawia zabawkę - z dziećmi to nie działa. Obawiam się że że to co pisze Mrzewińska w ostatnim poście o reakcji zębami może rzeczywiście wynikać z jakiejś błędnej zabawy. Szkolenie trwało od połowy września do końca grudnia w każdą sobotę i niedzielę. Oprócz tego starałem się poświęcać mu możliwie dużo czasu codziennie, ale wiadomo jak to jest - trzeba dzieci przypilnować do szkoły, coś zrobić w domu... Samo życie. Pies był uczony pozytywnie, początkowo na smakołyk, później na zabawkę. Nie wiem wg jakiej metody, ale ignorowanie czy pozorowanie karmienia na pewno nie występowały. Pies na szkolenie miał przychodzić głodny i dostawać dużo smakołyków jako nagrodę. Powiem Wam szczerze że jest mi przykro, bo odbieram to co się dzieje jako osobistą klęskę, gdyż naprawdę - pomijając już koszty szkolenia - starałem się poświęcać mu możliwie dużo własnego czasu żeby przywrócić go do życia po tym schronisku i aby czuł się jak najlepiej.Popełniłem pewnie jakieś błędy. Dziś w ogóle mnie dobiło, gdyż na spacerze dzieciaki biegały i on z nimi. Tyle tylko że w pewnym momencie chwycił zębami syna za spodnie, rozdarł je, potem za but, przewrócił syna i szarpał mu za ten but do tego stopnia że przegryzł go, rozdarł i zostawił małe na szczęście rany na stopie. Najgorsze jest, że nie tylko chwycił i puścił, ale szarpał i ciągnął syna po ziemi. Syn płakał i krzyczał, może to psa dodatkowo rozdrażniło, nie wiem. Może pies potraktował to jako dobrą zabawę? Powiem szczerze że biję się z myślami. Żal mi psa. Zżyłem się z nim. Beznadzieja jakaś...
  20. Bardzo dziękuję za zainteresowanie. Co do szczegółów: Pies brał udział w szkoleniu podstawowym w zakresie posłuszeństwa i zakończył go z jednym z lepszych wyników. Zna zatem podstawowe polecenia, wykonuje je stosunkowo chętnie i szybko. Chodzi przy nodze bez smyczy (z tym, że tylko ze mną). Chętnie pokonywał różnego rodzaju przeszkody. Zna oczywiście polecenie NIE! do którego się stosuje. Pies dużo chodzi na spacery, jest dobrze nakręcony na zabawkę, ma bardzo silny instynkt aportu, tak więc nabiega się w zasadzie codziennie. Dzieci są w wieku 5 i 9 lat. Córa (młodsza) bardzo się z nim chce bawić, głaskać - na co pies nie reaguje chętnie - czasami właśnie agresywnym warczeniem (tak z kłami na wierzchu). Z synem (starszy) jest nawet gorzej (jeszcze rzadziej to akceptuje), być może dlatego, że syn bardziej się go boi (był przez niego "kąśnięty"). Generalnie ewentualna zabawa polega na siłowaniu się o piłkę i ewentualne rzucenie psu. W mojej ocenie - jak słusznie napisał kari02 - reakcja psa jest reakcją obronną. Z tym że tak jak w przypadku głaskania przez dzieci juz im mówiłem żeby tego nie robiły, albo przedtem wołały psa do siebie, tak w przypadku jego gwałtownych reakcji na bodźce z zewnątrz podczas gdy pies śpi nie jest w praktyce wykonalne unikanie sytuacji stresujących psa. Nie mogę przecież kazać rodzinie nie przechodzić koło psa. Bo niestety on reaguje obronnie nie tylko na dotknięcie go ale nawet na ruch w jego pobliżu. Musze zaznaczyć, że tego wcześniej nie było. Teraz jest bardzo ryzykowne przejście koło niego podczas snu psa, a obawiam się że całkowicie wykluczone dotknięcie go. Podczas wspólnego w końcu mieszkania naprawdę trudno jest tego uniknąć. Zwłaszcza, że pies szuka nas i chętnie w naszym pobliżu przebywa, wchodzi pod biurko gdy pracuję, pod stół gdy jemy... A gdy tam wejdzie wszyscy się boją ruszyć nogą. A każdy kto ma koło niego przejść woli obejść go szerokim kołem przełażąc nawet po meblach (słowo!) Trudno jest go wystawić z posłaniem z pokoju, bo widać że chce z nami przebywać, a trudno jest z nim przebywać, bo nie można koło niego naturalnie się zachowywać i przejść w jego pobliżu gdy drzemie... Nieco bez sensu... Na koniec dodam, że udział w kolejnych i do tego indywidualnych szkoleniach u behawiorysty - choć zapewne to byłaby najlepsza i najskuteczniejsza opcja- nie wchodzi w rachubę z przyczyn finansowych. Muszę wymyślić coś z Waszą pomocą sam.
  21. Zwracam się z prośbą o poradę w takiej oto sprawie: W sierpniu zabrałem ze schroniska psa. Wg weterynarza miał wówczas ok 10 miesięcy. Jest to kundel, typ wilczurowaty. Stosunkowo zatem duży. W związku z tym, że od początku był trudny do opanowania,(a dodatkowo bardzo agresywny wobec innych psów, choć nie wobec ludzi) zapisałem się na szkolenie z zakresu podstawowego posłuszeństwa. W grudniu szkolenie się skończyło. Pies skończył je z bardzo dobrym wynikiem, choć tej agresji wobec psów się nie oduczył. Generalnie pies jest fajny, żywiołowy, dość wesoły i przywiązany. Od około miesiąca jednak zaczął przejawiać agresję wobec domowników. Zaczął nas tak jakby "ustawiać". Słucha w zasadzie tylko mnie. Coraz częściej na nasze oznaki sympatii - np próby głaskania - potrafi zareagować ostrym warczeniem. Do tego gdy leży jest niezwykle wrażliwy na wszelkiego rodzaju ruchy w jego pobliżu i reaguje niezwykle gwałtownie. Żona i dzieci już powoli obawiają się koło niego przejść, bo potrafił warczeć i chwycić zębami. Dziś po raz pierwszy silnie mnie ugryzł w stopę tylko dlatego że ruszyłem nogą gdy on leżał pod biurkiem przy którym siedziałem. Zastanawiam się co tym wszystkim będzie i co z tym zrobić. Pies w domu miał być jakąś formą uzupełnienia domowników, przyjemnością dla nas i dla niego, a nie walką o to kto silniejszy. Dzieci się go już boją a ja zaczynam się bać czy coś im nie zrobi. Żona zaczęła mówic o uśpieniu go bo boi się o dzieciaki. Choć wiadomo, że dzieci ważniejsze, to szkoda mo psa. Może ktoś miał jakieś tego typu doświadczenia i coś poradzi?
×
×
  • Create New...