Niestety też jesteśmy ofiarami tejże hodowli, a w szczególnosci nasza sunia labradorka.
Od soboty walczymy z psim tyfusem.Pieska kupiliśmy we wtorek ,niby zdrowego i zaszczepionego , teraz ledwie zipie.Dwa razy dziennie jeździmy do naszego weta na zastrzyki i kroplówki.Mam nadzieje ,że uda nam się uratować maleńką.
Okazuje sie ,że prawdopodobnie psinka nie byla w ogóle zaszczepiona. Pani weterynarz , która widnieje na pieczątce, ponoć od dwoch lat nie ma nic wspolnego ani z hodowlą ani z technikiem weterynaryjnym , ktory wystawia wszystkie ksiażeczki i ponoć szczepi psy.To jakies chore . Zaalarmowalismy Towarzystwo Opieki nad zwierzetami, Radę Wetwrynarzy, Animals i mam wrażenie ,że wszystko to kulą w płot.Chcemy złożyc doniesienie na policję , choc wstepna rozmowa z policją jakos nie nastawila mnie optymistycznie.
Dodam tylko ,że właściciele hodowli wiedzieli,że psiaka kupujemy dla naszej niepelnosprawnej córki i że zależy nam na zdrowym , odrobaczonym piesku.Cóz samo zycie.