[quote name='ARKA']Za nim sie zrobi takie 'akcje' trzeba zrobic rozeznanie sytuacji!
Nie wstyd jest poprostu pytac, u zrodla![/quote]
I może od tego trzeba było zacząć...
Bardzo przykro jest mi czytać te wszystkie wypowiedzi, chociaż potrafię większość zrozumieć, bo na pewno sama byłabym wstrząśnięta po zobaczeniu takich zdjęć.
Powiem tylko, że zawsze, odkąd pamiętam, mojej siostrze, mnie i mamie towarzyszył pies, w naszym wspólnym życiu. Niestety nigdy nie mogłyśmy sobie pozwolić na trzymanie go w domu, a tym bardziej teraz, kiedy mieszkamy u mojej babci, ani też na to by psa kupić. Wszystkie były przybłędami, które przecież mogliśmy przegonić i skazać na niewiadomy los, jak to robi większość ludzi. Jednak my je dokarmialiśmy, a potem one zostawały u nas, bo widocznie tak chciały.
Nie wiem skąd informacje, że mam brata (w dodatku siedemnastoletniego). Tak, i któraś osoba ożywiła mojego dziadka. Cóż, miło by było gdyby żył, ale nie żyje. Chociaż tutaj czytam co innego.
I jeszcze ten smalec.
Skuter był w bardzo złym stanie i nikt mi nie powie, że nie zwracaliśmy na to uwagi. Weterynarz był i nie tylko u suki, która była szczenna, gdzie pojawiły się kolejne domysły..
Szkoda, że nikt się nie domyślił, że jeśli na podwórku są dwa psy i suka, która się cieka (nie muszę chyba dodawać, że Skuter był wciąż jeszcze 'obcy' dla pozostałych psów), więc istniały sytuacje, w których psy mogły się gryźć. Dwa psy, które są u mnie do dzisiaj, są na łańcuchach, bo teren już dobrze znają i potrafią wymykać się szparami, a moja sąsiadka ma kury, więc chyba łatwo przewidzieć, co się działo.
Tylko Skuter biegał wolno i sam podchodził do psów, pobawić się i podjeść im trochę jedzenia. Apropo jedzenia - nie głodziliśmy go. Nie wiem jak był wcześniej odżywiany, ale niczego mu nie żałowaliśmy, nie wiem za to jak moje pozostałe psy.
Kogo dziwiło, że nie szczekał, tak? Ten pies mieszkał wcześniej w bloku, w mieszkaniu razem z małym dzieckiem, więc był tego nauczony.
Bardzo mi przykro, że nie mogłam go trzymać w domu, tym bardziej, że wcześniej tak żył. Ale to nie było zależne ode mnie, jednak mimo wszystko czasem zabierałam go do domu i spał ze mną w pokoju. Wstawałam o 4 - 5 rano, żeby go wypuścić i żeby nikt się nie zorientował.
Możecie dalej twierdzić, że jesteśmy pseudoludźmi (takiego określenia chyba ktoś użył), że kara słusznie nas spotkała i te wszystkie oszczerstwa.
Tylko ja osobiście nie miałam pojęcia, że ludzie, który opiekują się przybłędami i nie jest im obojętny los takich istot są potworami. Błędy zdarzają się każdemu, nawet takie, które po części wynikały z braku naszej wiedzy o tym jak zajmować się tym psem (moje psy zawsze były zwykłymi kundelkami, które nie jadały gotowych karm i 'puszek'). Jednak bardzo się cieszyłam, że mogę iść do sklepu i kupić mu szelki, nową obrożę i biegać z nim wieczorem nad rzekę.
Jeszcze chciałam dodać, że trafiłam tu, bo szukałam informacji na temat wolontariatu. Ale kto w to uwierzy? Jestem tylko jednym z tych pseudoludzi...