Przedwczoraj zostałem postawiony przed tą jakże dramatyczną decyzją jaką jest uśpienie najlepszego przyjaciela..... Tobi - bo tak się wabił mój owczarek niemiecki miał 14 lat i 2 miesiące..... Przez ostatnie lata swego życia przeżył kilka niemiłych sytuacji.... 3 lata temu w nocy wpadł do lodowatej wody oczka wodnego - był marzec i temperatura miała temperaturę bliską zera.... Nie wiem ile godzin tam spedził... :( Skrajnie wyczerpanego i zziębniętego wyciągneliśmy z wody.... Po kilku tygodniach czuł się znacznie lepiej, jednak od tamtego momentu miał problemy ze stawami biodrowymi. Któregoś wieczoru ubiegłego roku uratowałem go od innego żywiołu jakim jest ogień.... Tobi niechcąco wszedł na rozrzażony popiół ogniska na moim podwórku.... Na szczęście zauważyłem to dosłownie w sekundę, wyciągnełem go z tamtąd i natychmiast chłodziłem jego poparzenia.... Było jeszcze kilka sytuacji w których psiak miewał gorsze chwile, ja starałem sie go leczyć, stawiałem go na nogi.... Tydzień temu również był chory, nie miał siły samodzielnie wstać.... po tygodniowym podawaniu antybiotyków znowu cieszył się zdrowiem.... Aż do momentu feralnej soboty 29 sierpnia, kiedy niestety mój przyjaciel na własnym podwórku dostał się pod koła samochodu :((((((...... skutkiem tego wypadku było otwarte złamanie z przemieszczeniem tylnej łapy.... Wyglądało to tragicznie...... :-( z racji jego wieku chciałem oszczędzić mu cierpień......... 1,5 godziny po wypadku Tobi już spał...... Nigdy nie zapomnę jego ostatnich chwil życia. Myślałem że jestem twardy ale płakałem jak dziecko....
męczą mnie cały czas wyrzuty sumienia co do dokonanej decyzji czy była właściwa....? :-(
[IMG]http://photos.nasza-klasa.pl/4571970/33/other/std/44f5020eed.jpeg[/IMG]